Wybraliśmy południe Włoch, ponieważ miało tam być czystsze morze, ale niestety. Podróżowaliśmy samochodem przez 20 godzin. Opłaty drogowe we Włoszech wyniosły nas 140 euro za obie trasy. Na początku włoscy kierowcy zaskakiwali nas swoją jazdą, wyprzedzając z prawej i lewej strony, nie przestrzegając prędkości, trąbiąc itp., ale kiedy się przyzwyczaisz, okazują się najbezpieczniejsi, to tylko kwestia „blachy”. To naprawdę dla doświadczonych kierowców, szczególnie jazda do Neapolu to przeżycie. Ale ich czteropasmowe autostrady, wszystko ładnie oznakowane, czasem z nonsensowną prędkością; dużo gorzej było jechać w Austrii po ciągle remontowanych, zwężonych do jednego pasa i źle oznakowanych drogach, włącznie z agresywnymi niemieckimi kierowcami, a niemiecka autostrada w kierunku Rozvadova to kompletna katastrofa. W ogóle w ciemności i mgle nie było widać oznakowania, linii ani słupków, głównie że mają nieograniczoną prędkość. Nasz zjazd był zamknięty i nie było żadnego oznakowania objazdu itp. Na szczęście mieliśmy nawigację. Zdecydowanie nie polecam dla rodzin z dziećmi (moja córka ma 5 lat) i starszych osób!!! Bo jak pisałam, wszystko pod stromy podjazd, po nieoświetlonej, wąskiej drodze. W piątek był tam targ, ale nasi wietnamscy sprzedawcy byli złoci. Nie jestem wymagającym klientem, ale jestem bardzo rozczarowana plażą, morzem i otoczeniem. Jedynym plusem były apartamenty. Więc Kampania nigdy więcej.
Zakwaterowanie
Apartamenty są wyposażone w nowe, gustowne meble, łazienka ma dużą umywalkę (kosztem kabiny prysznicowej, nie wiem, jak szersze osoby mogą się tam zmieścić), w łazience jest nawet bidet. Mieliśmy apartament dla 5-6 osób, w którym były dwa pokoje - jeden z łóżkiem małżeńskim, a drugi z dwoma łóżkami i łóżkami piętrowymi oraz loggią z widokiem na morze. Przy apartamencie mieliśmy także taras z widokiem na morze. Z gniazdkami nie mieliśmy problemu, były tam gniazdka euro. Jedyną rzeczą, którą można zarzucić, są zużyte i niskiej jakości materace. W kuchni było wszystko potrzebne do gotowania, jedynie nie było czym zapalić gazu (wszyscy byliśmy niepalący).
Wyżywienie
Jedliśmy sami. Ale jeśli chcieliśmy pizzę, to najlepsza była kawałek od apartamentów (po drugiej stronie od morza), chociaż nie było tam miejsca do siedzenia (małe pod pergolą z plastikowymi krzesłami). Robią też metrową pizzę, którą zjedliśmy we czwórkę za 8-10 euro. Inne restauracje nas rozczarowały. W miasteczku próbowaliśmy też pizzy na wynos, ale zdecydowanie jej nie polecam (była po prostu obrzydliwa i całkowicie przypalona).
Obsługa w hotelu
Administrator apartamentów nie mówi po angielsku, więc zdecydowanie warto zabrać ze sobą włoski słownik. Podobno właściciel (starszy pan) zna angielski, ale pojawił się tam tylko raz. WIFI było dostępne za 1 Euro/5 godzin. Było to jednak tylko do najpotrzebniejszego połączenia, ponieważ było bardzo wolne.
Plaża
Biuro podróży podaje 350 m do plaży, moim zdaniem to co najmniej 500-1 km po ruchliwej i wąskiej drodze. Do morza z górki, a od morza zmęczeni pod górę. Tą samą drogą chodziliśmy też wieczorem do miasteczka, a droga nie jest nawet oświetlona. Plaża w ogóle nam się nie podobała. Jest piaszczysta z dużą ilością kamieni. Była mała i bardzo brudna. Prawda, za 6 euro/dzień dla 2 osób można iść na prywatną. A co 5 minut nękali nas natrętni sprzedawcy okularów, torebek itp. I byli naprawdę nieustępliwi i nachalni.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate