Ten urlop ostatecznie nam się podobał, chociaż miał dość duże wady.
PlażaPlaża w ośrodku Platanias jest dość szeroka, więc każdy znajdzie miejsce. Morze było pięknie czyste i ciepłe, około 25 stopni. Wejście do morza - małe kamyczki i gruby piasek, więc polecałbym buty do wody, ale my ich nie mieliśmy, po około pięciu metrach była już głębokość, gdzie dorosły człowiek nie sięgał. Plaża była czysta i zadbana. Wypożyczenie parasola i dwóch leżaków kosztowało 5 euro.
WyżywienieJeśli chodzi o jedzenie w hotelu, to było wielkie rozczarowanie. Mieliśmy opłacone tylko śniadania, ale były one reklamowane w formie bufetu, a tak nie było. Śniadania były serwowane i cały czas takie same. Omlet jajeczny, 1 bułka, 2 porcje masła, 2 porcje dżemu, 1 szklanka soku, 1 filiżanka kawy i plasterek pomidora, i to wszystko w kółko. Delegatka Petra starała się, aby śniadania się nie powtarzały, więc po czterech dniach zamiast omletu dostaliśmy 1 bułkę, 1 plasterek szynki, 1 plasterek sera i plasterek pomidora. To dostawaliśmy przez kolejne cztery dni, a potem znowu powtarzały się omlety. Byliśmy tu na 12-dniowych wakacjach. Początkowo chcieliśmy też opłacić kolacje, ale dobrze, że tego nie zrobiliśmy. Były tu na wakacjach dwie kobiety ze Słowacji i one miały opłacone kolacje. Same mówiły nam, że zawsze zamawiały jakieś jedzenie, ale zawsze dostawały coś innego niż chciały. Ciągle w kółko spaghetti. Na śniadania też przychodziło bardzo mało ludzi. Do tego miejsca głównie przyjeżdżają klienci z krajów nordyckich i oni zazwyczaj jedzą w restauracjach. My również korzystaliśmy z restauracji i greckie jedzenie nam smakowało. Poza tym kupowaliśmy też produkty spożywcze w sklepach i tam wszystko było w porządku.
ZakwaterowanieNajpierw dostaliśmy klucz do pokoju nr 13, co oznaczało, że jest na pierwszym piętrze, ale tuż obok restauracji z kuchnią, gdzie ciągle coś się smażyło lub gotowało – niewiarygodny smród. Wieczorem zaczynała grać albo muzyka na żywo, albo odtwarzana do północy. To miały być spokojne wakacje. Nie dało się porozmawiać z właścicielem, kłamał jak z nut, że nie ma wolnych pokoi itd. Po dwóch dniach tego zakwaterowania poznaliśmy sprzątaczkę, która była Polką i powiedziała nam, że to jest najgorszy pokój, ale są inne pokoje – wolne. Zwróciliśmy się do naszej delegatki Petry i na szczęście wszystko załatwiła, ku niezadowoleniu właściciela. Po trzech dniach dostaliśmy inny pokój. Pokój był całkiem duży, włącznie z małą kuchenką. Była tam działająca klimatyzacja, lodówka, kuchenka, mały sejf i kuchnia z naczyniami – to nie był żaden cud, ale nam wystarczyło. Łazienka była mała, tylko prysznic bez zasłony, WC i umywalka. Za każdym razem po prysznicu trzeba było wycierać podłogę, ale też się do tego przyzwyczailiśmy. Pokój nam całkiem odpowiadał, głównie dlatego, że byliśmy dalej od restauracji.
UsługiJeśli chodzi o sprzątanie - pełna satysfakcja. Pani codziennie ścieliła łóżka, myła podłogę wraz z małym tarasem, wycierała stoły i wynosiła kosze. Co trzy dni wymieniano ręczniki i osuszki. To nam odpowiadało. Ponadto świetna obsługa delegatki Petry, która załatwiła nam wynajem samochodu, organizowała wycieczki i przede wszystkim zorganizowała wspomnianą już wymianę pokoi.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate