Anonim
Niezweryfikowana opinia Opinia utworzona 3 lub więcej lat temu
Z szacunku dla rodaków nie powinno się oferować tego hotelu.
Wygląd zewnętrzny nie przerażał, natomiast "im dalej w forest tym ciemniej.
Za cenę, jaką zapłaciliśmy za pobyt nie spodziewaliśmy się luksusu (trafiliśmy chyba na jeden z najtańszych terminów), jednak przy wyższej cenie bylibyśmy skłonni domagać się rekompensaty na straty moralne:)
Obsługa hotelowa jak z czasów najgłębszego PRL, kolokwialnie zwis na wszystko - przez tydzień nie doczekaliśmy się np. naprawy klimatyzacji, z której lało się jak z cebra.
Jedzenie chciałoby się pozostawić bez komentarza - i to nie jest pozytyw... przeżyliśmy szok przy obiadokolacji, a jeszcze większy przy śniadaniu - coś podobnego do sera i mortadeli + dżem... i to byłoby na tyle. Przy obiadokolacji (bez oliwek greckich!) jak cerber gości pilnował pseudo kucharz, który miał nawet czelność zwracać uwagę gościom, że nakładają zbyt dużo jedzenia lub biorą nie ten talerzyk do oszałamiającego codziennego deseru w postaci moreli i mandarynek! Naprawdę żałosne...
Co więcej mieliśmy wątpliwą przyjemność poobserwować wieczorem kucharza, który resztki sałatek i innych potraw zgarniał z powrotem do wiaderek, które lądowały ponownie do lodówki...i niewątpliwie ponownie następnego dnia na stół.
Poza tym było nudno, nudno, nudno...gorzej niż w sanatorium dla emerytów.
Z szacunku dla rodaków nie powinno się oferować tego hotelu.
Wygląd zewnętrzny nie przerażał, natomiast "im dalej w forest tym ciemniej.
Za cenę, jaką zapłaciliśmy za pobyt nie spodziewaliśmy się luksusu (trafiliśmy chyba na jeden z najtańszych terminów), jednak przy wyższej cenie bylibyśmy skłonni domagać się rekompensaty na straty moralne:)
Obsługa hotelowa jak z czasów najgłębszego PRL, kolokwialnie zwis na wszystko - przez tydzień nie doczekaliśmy się np. naprawy klimatyzacji, z której lało się jak z cebra.
Jedzenie chciałoby się pozostawić bez komentarza - i to nie jest pozytyw... przeżyliśmy szok przy obiadokolacji, a jeszcze większy przy śniadaniu - coś podobnego do sera i mortadeli + dżem... i to byłoby na tyle. Przy obiadokolacji (bez oliwek greckich!) jak cerber gości pilnował pseudo kucharz, który miał nawet czelność zwracać uwagę gościom, że nakładają zbyt dużo jedzenia lub biorą nie ten talerzyk do oszałamiającego codziennego deseru w postaci moreli i mandarynek! Naprawdę żałosne...
Co więcej mieliśmy wątpliwą przyjemność poobserwować wieczorem kucharza, który resztki sałatek i innych potraw zgarniał z powrotem do wiaderek, które lądowały ponownie do lodówki...i niewątpliwie ponownie następnego dnia na stół.
Poza tym było nudno, nudno, nudno...gorzej niż w sanatorium dla emerytów.



















