Moje (nasze) ogólne wrażenie z wakacji w kurorcie Rosolina Mare jest takie, że nigdy tam już nie pojedziemy, patrz poniżej.
Zakwaterowanie
Zakwaterowanie było dość nowe. Poszczególne pomieszczenia były bardzo małe, więc trochę się tłoczyliśmy. Po rozłożeniu rozkładanej sofy w kuchni - salonie, nie mieliśmy w ogóle miejsca na ruch. Kuchnia zawierała dwukomorowy zlew, tuż obok przylegała kuchenka, a powierzchnia robocza miała szerokość zaledwie 15 cm, więc wszystko przygotowywaliśmy na stole jadalnym. Kiedy chcieliśmy włączyć pralkę, musieliśmy wyciągnąć bojler z gniazdka, aby nie wywalić bezpieczników. Zabawne jest to, że na bojlerze był bezpiecznik 16A, ale jakiś włoski majster zainstalował niewłaściwe gniazdko, do którego bojler po prostu nie dało się podłączyć. Mikrofalówka nie podgrzewała - gdy podgrzewaliśmy jedzenie w temperaturze pokojowej, trwało to 15 minut. Kiedy chcieliśmy podgrzać jedzenie z lodówki, po pół godzinie w mikrofalówce woleliśmy podgrzać je na kuchence. Pralka przeciekała (jednak prała), więc w łazience ciągle było mokro. Muszę jednak z drugiej strony pochwalić materace. To pierwsze wakacje, na których nie bolały mnie plecy od materaca.
Wyżywienie
Mieliśmy własne jedzenie. Ostatniego wieczoru byliśmy na pizzy i gorszej pizzy nie jadłam nawet u nas. Lody też nic specjalnego. Zawsze, gdy byliśmy we Włoszech, lody były REWELACYJNE. Teraz w 8 na 10 miejsc nie nadawały się do niczego.
Obsługa w hotelu
Jeszcze nigdy nie doświadczyłam sytuacji, aby przy basenie należącym do ośrodka trzeba było płacić za parasole i leżaki, nigdy! O sprzątaniu nawet nie wspomnę. W instrukcjach od biura podróży był opis, w jaki sposób mamy posprzątać przed wyjazdem. W przeciwnym razie zostałaby nam potrącona proporcjonalna kwota za wykonane sprzątanie. Kiedy po przyjeździe się zameldowaliśmy, według instrukcji ZDECYDOWANIE nie było posprzątane. W instrukcjach na przykład było napisane, że przy wyjeździe mamy wytrzeć pod łóżkami, my tam wytrzeliśmy, ale przed nami na pewno nie było tam sprzątaczek... Opłata za wifi - 25 euro/tydzień, podatek turystyczny - 10 euro/tydzień. Wyłudzacze. Moim zdaniem próbowali zarobić na wszystkim.
Plaża
Większość plaż była prywatna, więc szukaliśmy wśród publicznych. Jedna była brudna, druga już była świetna. Przy jednej z prywatnych plaż patrzyliśmy na cennik, za tydzień chcieli 83 euro za 1 parasol i 2 leżaki. To może być dla kogoś, kto rano rozkłada się na plaży, w południe przewraca się z pleców na brzuch, a wieczorem się pakuje i idzie do hotelu. My ze względu na dzieci i ich rytm byliśmy na plaży maksymalnie 2,5 godziny. Poza tym przez cały dzień po plaży chodzili ratownicy i pilnowali.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate