Historyczne centrum Rimini było piękne, warte zobaczenia! Wycieczka do San Marino była zachwycająca, podobnie jak wieczorny rejs statkiem Bella Rimini. Morze przepiękne. Dzięki Bogu za te przeżycia!
Zakwaterowanie
Nie oczekiwałam żadnego luksusu, ale do hotelu Criss już nigdy więcej! Łazienka okropna, mała, sprzątaczka tylko wynosiła nam kosz, ale nie przyszło jej do głowy zamiatać piasku na podłodze, który po prostu się tam zbiera, gdy wracasz z plaży. Na balkonie było tylko jedno plastikowe krzesło, chociaż byliśmy we dwoje. Do tego brakowało stolika, a nawet sznurka, na którym moglibyśmy suszyć kostiumy kąpielowe i ręczniki. Na szczęście w pokoju była przynajmniej klimatyzacja! Osobną kwestią był właściciel, który ciągle krążył wokół nas i obserwował, czy przypadkiem nie pociągnęliśmy źle za klamkę albo czy zgasiliśmy światło w toalecie. Kiedy coś mu się nie podobało, zaczynał do nas mówić po włosku. Oczywiście, to jego język, ale wydaje mi się to dość niegrzeczne, gdy rozumiesz maksymalnie kilka słów, a on z kolei nie znał angielskiego, więc komunikacja była zerowa.
Wyżywienie
Nie chce mi się nawet wspominać. Codziennie na kolację kilka plasterków ogórka, pomidorów i trochę sałaty lodowej. To była lepsza część. Następowała zupa, która zazwyczaj nie wyglądała zachęcająco (pływały w niej ziemniaki z makaronem i marchewką), ale smakowała dobrze. Jeśli chcesz napić się wody, zapłać euro. Niewiarygodne. Do dania głównego cienki i mały plasterek mięsa, zazwyczaj tylko z podsmażoną papryką. To też by przeszło, ale porcje były naprawdę małe, a między daniami musieliśmy czekać około 10-15 minut, co odbierało apetyt, a potem wychodziliśmy głodni. Najlepszym daniem był deser, który był albo melonem, albo ciastem. Raz było tiramisu i to było jedyne kulinarne dzieło kucharza – było wyśmienite. Codziennie na śniadanie znowu to samo – rogalik, mini opakowanie dżemu, coś jak nutella, wyschnięte tosty (oczywiście pakowane) i jedno jajko. Żadnego pieczywa. Stoły szwedzkie składały się z około trzech rodzajów babek, szynki, sera, mleka, płatków kukurydzianych. Naprawdę wybór.
Obsługa w hotelu
Pewnego razu podczas śniadania kapała nam woda z klimatyzacji na stolik, tuż obok mojej ręki. Postawiliśmy pod to plastikowy kubek, który dostaliśmy chyba do soku, żeby woda nie chlapała tak bardzo. Kelnerka to zauważyła i od razu chciała nas przesadzić obok, więc poszła do właściciela, który przyszedł, ocenił, że to nie jest żaden problem i żeby nas tam dalej zostawił. To chyba mówi samo za siebie. Jedyną dobrą duszą w hotelu była właśnie ta jedyna młoda kelnerka - miła, można było z nią rozmawiać po angielsku, zawsze starała się pomóc.
Plaża
Co prawda ładnie, że to było 90 metrów od plaży, ale trzeba zapłacić około 10-20 euro dziennie za parasole i leżaki, inaczej musieliśmy iść około piętnastu minut pieszo na malutką plażę, która była darmowa. Tam było trochę brudno i były tam naniesione morskie wodorosty, ale nam to wcale nie przeszkadzało, morze było przepiękne.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate