Mieliśmy własne wyżywienie, sklepy nie są daleko i ceny są w porządku. Stoki świetne, różnorodność czarnych i czerwonych tras ładna, teren raczej dla bardziej zaawansowanych narciarzy (żadna niebiesko-zielona Francja), ale nierozsądni amatorzy często kręcą się po czarnych trasach, chyba tylko po to, żeby odhaczyć, że na jakiejś byli, a po południu na niżej położonych czarnych trasach są całkiem niezłe muldy. Wyżej położone czarne trasy świetne nawet pod koniec dnia. Dzięki temu, że teren jest połączony z Tonale, masz do dyspozycji stoki od 1200 m n.p.m. aż do 3000 m n.p.m., co pozwala pięknie uciec przed niekorzystną pogodą i zawsze wybrać trasę bez mgły i innych nieprzyjemności, które potrafi wyczarować pogoda. Chociaż nie spadło nam dużo śniegu, znaleźliśmy też świetny freeride i taki piękny zmrożony puch, dla którego właściwie tam pojechaliśmy. Mogę polecić między trasami 31 i 32, tam spędziłem chyba dwa dni i było jak w pierzynach, kanał Diablo przy 37, pod wyciągiem 13 i wiele innych, więc teren także dla miłośników wolnego terenu i podejść. Ceny za obiad na stokach 7-12 EUR, ale znaleźliśmy budkę z bagietkami, gdzie był pełnowartościowy obiad w formie mega tosta za 3,5 EUR, więc pod względem cen też całkiem spoko. Zakwaterowanie jest bezpośrednio na stoku, tylko w naszym apartamencie trochę zaniedbali „wyposażenie do suszenia”, gdyby była tam rodzina z małymi dziećmi, to chyba wziąłbym ze sobą tony sznurka do prania. Dopłaciliśmy za prąd około 5 EUR (nie wiem, ile kW było wliczone w cenę), ale byliśmy tam sami faceci, więc jeśli ktoś zabierze ze sobą trochę zmarźlaków, które spędzałyby więcej czasu w domu, trzeba liczyć się też z tymi wydatkami, my jeździliśmy od otwarcia do zamknięcia. W każdym razie espresso za 1 EUR i cappuccino za 1,5 EUR praktycznie na całym terenie, więc byłem codziennie naładowany aż do wieczora :)