PlażaPlaża nam się podobała. Była długa z drobnym piaskiem. Na początku było tu dużo Rosjan, więc musieliśmy rano zająć leżaki, jeśli chcieliśmy leżeć w centralnej części przy barze. Jednak na plaży było kilka barów, więc kolejne dni chodziliśmy na skraj plaży (po prawej stronie patrząc od hotelu). Wydawało nam się, że tam jest lepsze nurkowanie z rurką. Były tam trochę ładniejsze koralowce i rybki. Ale i tak te koralowce nie były niczym szczególnym, w dużej części były połamane i mało kolorowe. Jednak rybek było tu zaskakująco dużo, miały różne rozmiary i kolory. Niektóre osiągały około 70 cm. Byliśmy z tego zadowoleni. W Hurghadzie było fajnie. W morzu widziałem nawet ośmiornicę, która miała około 50 cm. Prawie codziennie mierzyłem temperaturę w morzu i regularnie wynosiła 26 st. C, co na ten czas było dobre. Trzeba się jednak ruszać, nie można stać w miejscu jak latem. Na powietrzu w cieniu było 27-30 st. C, na słońcu na leżaku zmierzyłem maksymalną temperaturę 46 st. C, a na piasku 44 st. C (w różne dni).
Na plaży kupiliśmy wycieczkę na quadach po pustyni. Udało nam się to wynegocjować ze 70 na 45 dolarów za 2 osoby na 3 godziny (każdy miał swój quad). Dostaliśmy do tego też za darmo chusty. Transport z hotelu do stanowiska quadów był nowym samochodem z klimatyzacją, trwało to około 10 minut. Jedyną rzeczą, która mi osobiście przeszkadzała, było to, że na quadach musieliśmy jechać jeden za drugim jak kaczuszki i cały kurz oraz piasek z motocykla przed tobą leciał na ciebie. Droga do stacji na pustyni trwała około 45 minut. Tam przejechaliśmy się około 5 minut na wielbłądach, co nam w zupełności wystarczyło, by spróbować. W namiocie beduińskim dostaliśmy herbatę i paliliśmy fajkę wodną. Po powrocie mieliśmy możliwość zakupu zdjęcia, jak siedzimy na quadzie. Zdjęcie było dobrej jakości i w rozsądnej cenie 2 dolary lub euro (monety metalowe nie stanowiły problemu).
WyżywienieSystem all inclusive nam odpowiadał. Gdybyśmy musieli jeść tylko w naszym hotelu, to nie najedlibyśmy się zbyt dobrze. Kiedy nie byliśmy zadowoleni w naszej restauracji z ilości mięsa lub ciast, chodziliśmy do restauracji hoteli siostrzanych w kompleksie Golden 5. Tam były ustalone godziny - zawsze ostatnia godzina przy śniadaniu, obiedzie i kolacji, tj. 9:00-10:00, 13:30-14:30 i 20:30-21:30. Ze względu na małą liczbę gości w hotelach pozwalaliśmy sobie chodzić tam także wcześniej. Większości personelu to nie przeszkadzało. Na kolację nie jest konieczne noszenie długich spodni. Przy śniadaniu warto wspomnieć o naleśnikach i omletach, które przygotowywał kucharz na miejscu. Przy obiedzie wybór nie był duży. W przystawkach dominowały warzywa przygotowane na różne sposoby. Prawie zawsze były mielone mięso, ryba i kurczak. Czasami pojawiało się mięso wołowe i kraby. Klasycznymi dodatkami były ryż, ziemniaki i makaron. Frytek nie mieliśmy ani razu. Ciasta różniły się w zależności od hotelu. Owoce się zmieniały: żółty melon, pomarańcza, grejpfrut, jabłko, granat, banan, winogrona, daktyle, kaki, guawa itd. Kolacje były bogatsze niż obiady i stoły były również uroczyście nakryte. Raz podczas pobytu mieliśmy grill na świeżym powietrzu „barbecue“, gdzie pojawiły się nawet flambowane banany. Ciekawostką były także nadziewane przepiórki. Pierwszego wieczoru otrzymaliśmy zaproszenie do francuskiej restauracji, która znajdowała się nad naszą restauracją. Z tym posiłkiem byliśmy najbardziej zadowoleni. Podano nam świetną przystawkę, danie główne i deser jak od Pohlreicha. Kolejne dni mogliśmy rezerwować kolacje w restauracjach à la carte. Było ich dostępnych 6. Najbardziej smakowało nam w egipskiej, która należy do hotelu Al Mas. Sprawdzało się codzienne picie w barze i tuż po północy dokonywanie rezerwacji w terminalu online przy recepcji. Wypróbowaliśmy jedzenie we wszystkich hotelach oprócz Saphire, który był zamknięty. Najbardziej smakowało nam w hotelach Al Mas, Paradise i Topaz. W ciągu dnia serwowano dodatkowe przekąski w różnych miejscach kompleksu, ale z tego mało korzystaliśmy. W ciągu 11 dni pobytu przytyłem 3 kg, a miałem całkiem sporo ruchu :-)
ZakwaterowanieMieszkaliśmy w przestronnym, trzyosobowym bungalowie z tarasem, 50 metrów od recepcji. Sprzątanie codziennie, ręczniki wymieniane w razie potrzeby, dodatkowo do dyspozycji szlafroki. WC, bidet, przestronna i ładna łazienka z wanną, w której jednak brakowało korka. Na pytanie delegata otrzymaliśmy odpowiedź: „że goście mogliby się dzięki all inclusive upić i utonąć“ ;-). Niestety ciepła woda leciała tylko od poniedziałku do połowy tygodnia, potem tylko letnia woda. Łazienka była czysta i zadbana. Wyposażenie obejmowało także czajnik elektryczny z kilkoma saszetkami herbaty i kawy, 2 duże kubki, 4 szklanki oraz małą lodówkę. Duże kubki do herbaty i kawy z pokoju nosiliśmy na śniadanie, ponieważ w jadalni były dość małe. Szklanki używaliśmy do baru z mocnym alkoholem, aby nie musieć pić z plastikowych kubeczków. Do dyspozycji był elektroniczny sejf na kod cyfrowy. Sejf jednak nie był na stałe przymocowany, tylko włożony do wbudowanej szafy.
UsługiUzupełnienie informacji o wyżywieniu: Jeśli chodzi o napoje, to nie można było nic zarzucić. Na każdym rogu był bar. Można było wybierać spośród napojów typu postmix. Piwo nalewano z butelek. Było to „Egipskie Stella” o zawartości alkoholu 4,5%, co jest całkiem dobre. Smakowało nam. Mieliśmy ze sobą z domu pół litra. Inaczej nalewano do plastikowych kubków. Jeśli ktoś miał szczęście i przyszedł o odpowiedniej porze, to dostawał w restauracji do szklanki. Z mocnych alkoholi mieliśmy do wyboru lokalne alkohole: rum, brandy, gin, wódkę (ouzo), tequilę i whisky. Kilka razy barman zrobił nam „tequillę bum-bum”. Przy obiedzie i kolacji można było napić się wina. Pozwolę sobie tylko zaznaczyć, że lokalny mocny alkohol nie był zbyt wykwintny, na szczęście można było mieszać alkohol z napojami bezalkoholowymi.
Mieliśmy szczęście, ponieważ po przyjeździe do hotelu około 6 rano dowiedzieliśmy się, że o 7:00 możemy odebrać opaskę all inclusive, co zostało spełnione i mogliśmy od razu udać się na śniadanie. O 10 otrzymaliśmy przydzielony bungalow. Hotel był półpusty, więc nie stanowiło to problemu. Polecam zabrać ze sobą na napiwki papierowe dolary. Personel hotelu w ogóle nie docenia metalowych monet, ponieważ jest problem z ich wymianą w banku.
Raz podczas pobytu zagraliśmy bezpłatnie godzinę w bilard w naszym barze, a także mini golfa przy hotelu Al Mas oraz tenis przy hotelu Paradise.
Animatorzy mówili po rosyjsku lub angielsku. Nikt z nich nie znał czeskiego. Było to zrozumiałe, ponieważ w tym czasie było nas w całym kompleksie tylko 12 Czechów z jednego biura podróży. W ciągu dnia mogliśmy uczestniczyć w różnych programach animacyjnych według oferty. Wieczorem chodziliśmy np. na mini disco lub na pokaz fakira.
Do hotelu Diamond należy park wodny, z którego mogą korzystać bezpłatnie także goście z całego kompleksu. Niestety o tej porze roku woda była chłodna (zmierzyłem 23 st. C). Kolejki nie było żadnej. Od zeszłego roku w kompleksie przy hotelu Al Mas budowany jest nowy, duży park wodny. Trudno ocenić, kiedy zostanie ukończony. Korzystaliśmy też z innych basenów do kąpieli. Do dyspozycji mieliśmy ręczniki, leżaki, parasole itp.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate