Dziura z dobrą kuchnią. W podobnej cenie można znaleźć o wiele lepsze opcje. Jeśli nie oczekujesz zbyt wiele, nie będziesz rozczarowany. Nie zachwyci, nie urazi. Zbyt dużo ludzi na zbyt małej przestrzeni. Gdyby nie dobre jedzenie, mógłbym nawet nie znaleźć słów uznania. Polecam też regularne autobusy na Rodos – jest ich mnóstwo i nie jest drogo.
Zakwaterowanie
Dostaliśmy pokój w piwnicy, co na początku mnie przeraziło, bo musieliśmy przechodzić przez kompletnie zatęchłe i zniszczone korytarze, istną jaskinię. Pokój okazał się dość przestronny, czteroosobowy, z wyjściem na taras prowadzący na schody do basenu, więc nie potrzebowaliśmy zatęchłych korytarzy. Klimatyzacja działała, ale trzęsła się i przeciekała prosto na łóżko. Nikt tam nie spał, nie przejmowaliśmy się tym. Meble były ceglane, mieliśmy coś w rodzaju barku i lodówkę. Oczywiście nie było szafy (nasz Punťo to prawdziwy inżynier, zważywszy na to, że cztery osoby nie muszą nigdzie trzymać swoich rzeczy osobistych przez 10 dni), tylko dziura w ścianie z drążkiem i kilkoma wieszakami. Zwykłą wannę uważam za zaletę, bo łazienka nie była cały czas mokra. A tak przy okazji, ten hotel zdecydowanie nie jest przystosowany dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Basen jest bardzo duży, ale możliwości leżenia przy nim są nikłe... cóż, hotel ma pojemność około 660 osób, naliczyłem 32-34 leżaki, z czego około połowa była podarta. O 7:00 czasu greckiego (6:00 w CZ i SVK) rano ręczniki były już rzucone na wszystkich, niektórzy nie śpią nawet na wakacjach. Szczególnie pozdrawiam naszych węgierskich sąsiadów, którzy mieli czelność wynosić wieczorem dwa leżaki na swój taras. Trawniki nie były zbyt zadbane, panował bałagan, kompletnie rozbite leżaki piętrzyły się przy naszym tarasie, plastikowe kubki też były zbierane niedbale. Ale mieliśmy sklep z pamiątkami.
Wyżywienie
JEDZENIE było naprawdę wyśmienite, nie mam na co narzekać. Codziennie była jakaś ryba. Zawsze makaron. Sałatki były wyśmienite, były owoce, ale nic egzotycznego, więc normalnie. Śniadania - wszystko. Kto narzeka, że zawsze było tak samo, powinien pomyśleć o tym, co je na śniadanie w domu, bo bardzo wątpię, żeby robili jajka na trzy sposoby każdego ranka. Tak, każdego ranka były te same opcje, jak wszędzie indziej, w których kiedykolwiek byłem, ale było ich ponad 10, gdybym chciał, mógłbym jeść coś innego każdego dnia. Była tam też jedna kobieta z celiakią, która każdego ranka prosiła kelnera o bezglutenowe pieczywo - na jej miejscu prawdopodobnie umarłbym z głodu. Naprawdę nie miała w czym wybierać. Kawa z ekspresu, gdzie dosypywali ziarna, ale smak nie był najlepszy. Napoje bezalkoholowe z postmixu, lemoniada, desery, na podwieczorek domowe ciasto typu biszkopt, nie jadłem lodów, ale mój kolega nie pochwalił. Muszę podkreślić grecki wieczór. Jeśli dobrze pamiętam, były wtedy greckie specjały zarówno na lunch, jak i kolację – nie przegapcie tego. Gyros był idealny, musaka była boska, a baklawa tak dobra, że wypiłam dwie, a nie potrzebuję dużo słodyczy. BAR – rozdział sam w sobie. Jeśli liczysz na piwo lub drinki, to źle trafiłeś. Drinki są obrzydliwe, barman jest rozdęty i przyjemny jak pępek. Piwo równie dobrze mogłoby być bezalkoholowe, nie wiem, ale po półtora litra i wciąż na słońcu, nie czując nic poza wzdętym brzuchem, to dziwne. Bądźmy szczerzy, Grecy nie mają dobrego piwa, ale po takiej samej ilości w restauracji byłem już uzależniony. To samo dotyczy „mocnych alkoholi” – na butelkach widniały napisy V, G, R (bez wódki, rumu i ginu) i 35 lub 38% (nie pamiętam dokładnie). Pewnego dnia wypiliśmy tyle, że wszyscy musieliśmy się wytarzać we własnym gnoju, ale jedyne, co nam dolegało, to wzdęte brzuchy, refluks i okropne uczucie w żołądku. Podsumuję to tak: byliśmy tam 10 dni, przez pozostałe 5 dni piliśmy tylko napoje gazowane z baru, kupowaliśmy wodę, colę i piwo w puszkach. Było obrzydliwie, ale przynajmniej było czysto.
Obsługa w hotelu
Nie wiem nic o konkretnych przypadkach... Sprzątaczka przychodziła codziennie, żeby wynieść śmieci, kiedy prosiliśmy o czyste ręczniki, dostawaliśmy je, kiedy prosiliśmy o sprzątanie, sprzątała, była naprawdę miła i pomocna. Kiedyś był wieczór grecki i był w nim program, a chyba był też inny, ale nie wiem, jaki, bo nie byliśmy wtedy w hotelu. Obsługa hotelu była całkiem fajna, nie licząc barmana. Miał kilka dobrych momentów, ale głównie udawał, że jest tam za karę. Nie winię go całkowicie, ale przynajmniej zachowajmy trochę przyzwoitości... Pewnego wieczoru, była godzina 23:00, w kolejce do baru staliśmy tylko ja i jeden starszy pan (powinnam zaznaczyć, że staliśmy w kolejce przez chwilę, a nie żebyśmy się tam rzucili o 23:00), a facet zaciągnął rolety tuż przed naszymi twarzami i to był koniec. Stałem oniemiały, a pan mruknął coś o manierach (po czesku), a barman rzucił się za nim i krzyknął (po angielsku) w tym chuligańskim stylu: „Co powiedziałeś, powtórz!”. Pan miał grubo ponad 55 lat i był przystojniakiem, na oko 25-latkiem. Przyznaję, że był wrzesień i cały sezon jest długi, ale bar można zamknąć w przyzwoitym stylu.
Plaża
Plaża... daleko, przez całe miasto (pełna sklepów i barów) i nie podobała mi się. Nie była tak ekstremalna jak bułgarskie Złote Piaski, ale mimo wszystko... mnóstwo barów, tylko leżaki (10€/sztuka/dzień), toalety (0,50€), atrakcje w wodzie, martwe osoby, prawie brak możliwości położenia się poza leżakami przed 16:00, był też kawałek plaży bez leżaków - dość daleko, dość tłoczno i z tylko jednym drzewem oliwnym - więc potrzebne są parasole, które nosi się po całym mieście. Cóż, to możliwe, ale nie chcę tego doświadczać ponownie. Plaża jest piaszczysta, nie całkiem brudna, ale nie czysta. Przy wejściu do wody jest mały kamyk, a potem jest piasek. Woda sięga do pasa, myślę, że pół kilometra (-: w zasadzie czysta.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate