W ciągu roku mój mąż i ja przeszliśmy dość intensywny masaż nerwów, dlatego tęskniliśmy za odpoczynkiem i chwilami nicnierobienia. Na szczęście zostało nam trochę pieniędzy, więc wybraliśmy wakacje w formie last minute. Wybór był między podróżą lotniczą a własnym transportem, ale przede wszystkim do ciepła, słońca i morza. Ze względów finansowych ostatecznie wybraliśmy własny transport do Tučepi z zapewnionym zakwaterowaniem i wyżywieniem w formie półpensjonatu. Jednak piętnaście minut po opłaceniu wakacji zadzwonili do nas z serwisu, że nasz samochód, którym mieliśmy się tam dostać, ma poważną usterkę silnika i naprawa potrwa 14 dni. Próbowaliśmy anulować wakacje w biurze, ale słowacka strona była niedostępna i powiedziano nam, że wakacji nie można już anulować. Autobusy były pełne i nie pozostało nam nic innego, jak prosić rodzinę o pożyczenie samochodu na tak daleką podróż. To nie jest takie proste, wiąże się też z wieloma formalnościami dotyczącymi urzędowego potwierdzenia, że pożyczyliśmy samochód, ale go nie przywłaszczamy. Dzięki chętnym rodzicom mogliśmy wyruszyć w kierunku Chorwacji. Poza ogromną burzą, podróż przebiegła gładko.
Zakwaterowanie
Do Tučepi dotarliśmy w godzinach porannych. Zakwaterowanie było jednak dopiero od wpół do pierwszej. Więc ten czas spędziliśmy na plaży i dosypialiśmy nocną podróż. Zdziwiło nas płatne parkowanie na czas pobytu za 200 HRK. O tym w ogóle nie było mowy w informacjach. Do tej pory zawsze parkowaliśmy w cenie wakacji. Pokój był skromnie, ale wystarczająco urządzony. Brakowało żaluzji przeciwko upałowi, ponieważ nasz balkon był skierowany na zachód. Prysznic mógłby mieć przynajmniej zasłonę, ponieważ ciągle musieliśmy wycierać rozchlapaną wodę. Przydałaby się również naprawa baterii prysznicowej i umywalkowej, gdzie kraniki ciągle kapały i nie dało się ich dokręcić. Bardzo ceniłam sobie uprzejmość innych gości, ponieważ naprawdę bez obaw mogliśmy cokolwiek włożyć do wspólnej lodówki i wszystko było na swoim miejscu. Mieszkanie jest wprawdzie przy głównej ulicy w kierunku Dubrownika lub Makarskiej, ale bliski przejście podziemne umożliwiało bezpieczne przejście na plażę. Hałasu już nawet nie odczuwaliśmy. Co nas jednak bardzo nieprzyjemnie przeszkadzało, to palenie personelu, chyba około szóstej rano, kiedy cały dym zamiast świeżego morskiego powietrza wleciał do naszego pokoju, który musieliśmy całą noc wietrzyć z powodu upału. Rozumiem, że to poranny rytuał pracy, ale przyjechaliśmy tam po świeże morskie powietrze, a nie po to, by budzić się dymem i wąchać opary z kuchni. Ale panie kucharki były zresztą bardzo miłe.
Wyżywienie
Średnie jedzenie, a margarynę można chyba zastąpić małymi masłami, oryginalnie pakowanymi. Wolelibyśmy dopłacić za masło, niż wcinać taką sztuczną substancję. Ogólnie byliśmy rozczarowani rzekomymi sałatkami bez smaku i startą kapustą na śniadanie. Przecież Chorwaci są mistrzami sałatek!
Obsługa w hotelu
Parkowanie na cudzym terenie za 20 HRK bez wcześniejszego ostrzeżenia.
Plaża
Czyste, piękne, dostępne toalety i prysznice. Natrętni sprzedawcy kukurydzy co 2 minuty z okrzykiem „kukurydza, majs!”
Ogólne wrażenie
Piękna pogoda, piękne morze, piękne góry, więc piękne wakacje.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate