PlażaPlaża znajdowała się tuż po drugiej stronie ulicy, wzdłuż kanału ściekowego, osłoniętego płotem z folii. Po drodze trochę śmierdziało, ale niewiele dało się z tym zrobić. Sama plaża składała się z drobnych kamyków, po których można było chodzić tylko w butach (kapciach), ponieważ były tak gorące, że po południu istniało realne ryzyko poparzenia. Ale była czysta, podobnie jak pięknie czyste morze. Niestety, po kilku metrach zrobiło się głęboko, więc musieliśmy zostać przy brzegu, jak dziesiątki innych, ale to normalne, taka była pora roku. Można było też znaleźć leżak, tylko nie liczcie na to, że będzie w cieniu. Poza tym, będziecie zadowoleni, jeśli znajdziecie chociaż krzesło, na którym możecie odłożyć swoje rzeczy przy basenie. Zapomnijcie o leżaku, chyba że weźmiecie go z ręcznikami wcześnie rano. Toalety na plaży to była niezła katastrofa. Byłem tam raz przez cały czas i po zobaczeniu wszystkich płynów ustrojowych w jednym miejscu, przysiągłem sobie, że nigdy więcej tam nie pójdę. Poza tym na plaży był bar i znowu te obrzydliwe półprodukty, zapomnijcie o świeżości. Na szczęście był jeszcze pyszny arbuz! Lody na patyku dla dzieciaków.
WyżywienieJedzenie było niesamowicie rozczarowujące. Muszę przyznać, że byliśmy w Turcji pierwszy raz, więc nie mam porównania, ale i tak wydawało mi się, że starali się oszczędzać na wszystkim, co możliwe. Mieli więc różne mieszanki i chociaż codziennie było mnóstwo jedzenia, można było uniknąć 90% z niego. Smażone nuggetsy i sznycle, robione tylko z mielonego mięsa (może trochę mięsa) z półproduktu, więc po prostu wrzucali je do frytkownicy w torebkach, tak jak frytki i krążki cebulowe. Pizza, na którą nie można było nawet spojrzeć, a co dopiero odważyć się spróbować. Dlatego dzieci często kończyły ze spaghetti/makaronem z ketchupem lub odrobiną sosu pomidorowego, ale oczywiście czasami nie mogły sobie wybaczyć smażonego jedzenia. Przynajmniej na obiad zawsze było coś z grilla, głównie czyste mięso, szaszłyki, a nawet mielone, ale świeżo przygotowane i smaczne. I dużo warzyw. Było ich naprawdę dużo. Albo same bezsmakowe, albo dość niechlujne sałatki i sery do wyboru. Śniadania też były dość przeciętne. Dzieciaki były podekscytowane, cały czas żywiąc się naleśnikami z miodem i cukrem. Ja miałem gorzej, ale był wybór. Na przykład ciastka były pyszne. Zarówno słone, jak i słodkie. Owoce były dostępne do każdego posiłku - jabłka, banany, arbuzy - czerwone i żółte, nektarynki lub brzoskwinie i czasami pyszne wiśnie. Więc był wybór, ale spodziewałbym się znacznie lepszego poziomu po takim hotelu. Warto również wspomnieć o napojach. Ekspresy do kawy są w porządku, ale soki są brutalnie przesłodzone. Ale przynajmniej nie pachniały sztucznie. Były też lodówki z wodą. Na początku były butelki PET o pojemności 0,33 l, a te stopniowo zastąpiły kubki po jogurcie o pojemności 0,18 l wodą!!! Na koniec muszę wspomnieć o organizacji jedzenia, która była zerowa, więc kolejki były nie do zniesienia, zwłaszcza po frytki, ale trzeba było wytrzymać tę samą kolejkę, nawet jeśli chciało się ryżu. Śniadania i obiady były nadal dostępne, trochę się rozchodziło, ale obiady były katastrofą. Wystarczyłoby postawić więcej frytek i smażonych potraw. Rozumiem, że ze względu na porę roku było sporo ludzi, ale to wystarczyło, żeby trochę pomyśleć.
ZakwaterowanieNie ma co narzekać na zakwaterowanie. Pokój był dość mały, jak na trzy łóżka i jedną dostawkę, ale się zmieściliśmy, nie jesteśmy wymagający pod tym względem. Łazienka była ładna, prysznic na całej ścianie, ogromny, co było niezwykle praktyczne podczas mycia dzieci. Sprzątanie działało sprawnie, a codziennie, a także na korytarzu, znajdowały się specjalne przyciski, które włączały się, gdy ktoś chciał posprzątać lub nie chciał być niepokojony. Potem zapalała się zielona lub czerwona lampka przed drzwiami. Zostawiliśmy kilka drobiazgów w łazience, ale nie zawsze je zabierano. W pokoju był darmowy sejf, sprawna klimatyzacja i barek, który nie był uzupełniany, ale liczyliśmy na to, nie był nam potrzebny. Nasz balkon wychodził na basen z idealnym widokiem na zjeżdżalnie wodne, więc był idealny dla dzieci. Jednocześnie w tym samym kierunku znajdowało się podium, z którego do 23:00 leciał jakiś wieczorny program, na który byliśmy zbyt zmęczeni i chcieliśmy mieć spokój. Cóż, nie ma mowy. Rozumiem tę zabawę, ale mogliby ją trochę stłumić, zapewnić lepiej wyciszone pokoje... albo chociaż rozdawać zatyczki do uszu!!! Praktycznie nie było różnicy, czy drzwi balkonowe były otwarte, czy zamknięte. Dlatego gorąco polecam zabranie zatyczek do uszu. Banknot w paszporcie przy zameldowaniu oczywiście nie miał znaczenia.
UsługiNo cóż... i tu też jest cholernie dużo do poprawienia. Po pierwsze, plusy. Już następnego dnia poprosiliśmy o więcej koców do pokoju, bo spanie pod prześcieradłami po prostu nam nie wystarczało. W końcu klimatyzacja działała też w nocy, a człowiek lubi się w coś wtulić. Zapełnili to od razu. Podczas naszego 12-dniowego pobytu należała nam się jedna restauracja a la carte (w zeszłym roku w Bułgarii byłyby cztery, a co druga, w Egipcie też były cztery), ale była całkiem dobra, pomijając jedzenie, którego nie zjadłby nawet ciężarny hipopotam. Na tym kończą się plusy. Zapomnijcie o ofertach wycieczek, zorganizujcie je przez delegata. No cóż, ja zorganizowałam wycieczkę przez chatbota, który znalazł mi lokalną agencję, a wycieczka kosztowała nas o 70 euro taniej niż przez delegata. Cały hotel sprawiał niesamowicie luksusowe wrażenie, unosiłam się na obłoku euforii, jak dobrze wybrałam. Niestety, ktoś musiał się tym odpowiednio zająć. Baseny były podobno czyszczone raz w tygodniu (ten dla dzieci regularnie śmierdział moczem), a moim zdaniem największym wstydem były windy, bo były obrzydliwe. Wszystkie 4 publiczne windy wyglądały, jakby ktoś w nich nasrał, zwłaszcza na podłogach i drzwiach. Po kilku dniach nie mogłam już tego znieść i powiedziałam im o tym w recepcji. Nic się nie zmieniło aż do końca mojego pobytu! Warto wspomnieć, że widziałam kilkoro dzieci wymiotujących bezpośrednio na podłogę... cóż, załóżmy, że miały oparzenia słoneczne... lepiej. Kiedyś ściągnęliśmy prześcieradło z łóżka, bo nasz syn sikał w nocy. Wyjrzał na nas obrzydliwie poplamiony materac bez ochraniacza... lepiej tego nie widzieć.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate