PlażaPlaże były idealne. Raz czy dwa widzieliśmy meduzy wyrzucone na brzeg, ale to dlatego, że zdechły z gorąca, a następnego dnia zniknęły, bo morze je zmyło. Poza tym zawsze prosiliśmy o ręczniki i zawsze znajdowaliśmy miejsce. Leżaki nie stały zbyt blisko siebie, panowała względna prywatność, były oddzielone niskimi parawanami. Były zasadniczo trzy plaże, a my głównie nocowaliśmy na dwóch. Obie były piaszczyste, ale wejście do morza było miejscami kamieniste, ale bez przesady. Gdzieś idealnie, w butach do wody, gdzieś boso. Obsługa ciągle podchodziła i pytała, czego byśmy sobie życzyli.
WyżywienieJedzenie było niesamowite, różnorodne (od plastrów miodu, wieczorów tematycznych, deserów, owoców – zwłaszcza mango, wyboru serów, mięs, dodatków, grilli na świeżym powietrzu i różnych rodzajów sałatek, sosów i ciast), niczego mi tam nie brakowało. Gotowali naprawdę dobrze i zawsze można było coś zjeść o którejś godzinie. Jeśli było po obiedzie, a Snack Bar był jeszcze otwarty lub jedzenie było dostępne na Miramar Beach, albo czekało się godzinę na kolację, zawsze można było to zrobić. Można było też zarezerwować stolik w restauracjach a la carte dwa razy podczas pobytu, z czego skorzystaliśmy raz i było miło. Nie było to jednak niczym szczególnym, ponieważ restauracja znajdowała się na plaży, gdzie leżeliśmy codziennie. Piliśmy napoje przez cały dzień, codziennie, wszystko było szybko przynoszone, a obsługa zawsze miła. Kawa, sok, cola, pina colada, wszystko, co można sobie wyobrazić. Piliśmy napoje z lodem, co prawdopodobnie było błędem, ponieważ skończyło się to gorączką podróżną (39,1 stopnia Celsjusza) i biegunką ze skurczami przez kilka dni. Nie wiem, co to mogło być. Odwiedziliśmy też dwa inne hotele, więc możliwe, że to woda spowodowała tę przypadłość.
ZakwaterowaniePiękny pobyt. Pokój był przestronny, czysty, duże, wygodne łóżko z wysokiej jakości pościelą. Widok na leżaki na plaży z własnego tarasu z leżakami. Nie mam nic do zarzucenia. Nawet balsam do ciała, szampon, odżywka i mydło były niesamowite. Minibar był uzupełniany codziennie, a możliwość wypicia kawy w pokoju była bardzo przyjemna.
UsługiPersonel hotelu był miły, proaktywny, uprzejmy i sympatyczny. Wszyscy byli zawsze pomocni. Kiedy ktoś czegoś potrzebował, dzwonił do recepcji, a po niego przyjeżdżał wózek golfowy, którym zawsze podjeżdżał personel hotelu. Mieliśmy również możliwość skorzystania z kilku aktywności oferowanych przez hotel (fitness, Aqua Fit w morzu z instruktorem, wycieczka na wieżę widokową do innego hotelu (Steigenberger), zajęcia miksologiczne w każdy wtorek, zajęcia kulinarne itp. Poszliśmy do Aqua Fit i na wieżę widokową - polecam oba. Teren hotelu był czysty, nowoczesny (nawet jak na swój wiek), rozległy, zadbany (regularnie widzieliśmy personel dbający o zieleń) i dobrze przemyślany. Obeszliśmy cały teren i znaleźliśmy piękne zakątki. Można też przejść przez most do innego hotelu i zobaczyć pieszo inną część El Gouny od strony morza. Minibar był uzupełniany codziennie, więc miło było też wrócić z upału do pokoju i napić się soku, napoju gazowanego lub coli. Jednak gdy dopadła nas gorączka podróżna z temperaturą 39 stopni Celsjusza i biegunką około trzeciego lub czwartego dnia, wysłali nas do lekarza w ośrodku. Oceniła, że nie wyleczy to objawów, ale Problem sam w sobie, żebyśmy mogli wrócić do domu w dwa dni. Policzyła nam 1000 euro za leczenie od osoby (3 wlewy, pobranie krwi w różnych celach, np. na alergie itp., a następnie leczenie paracetamolem w infuzji, jak sądzę). Ostatecznie nie potrzebowaliśmy leczenia, ponieważ zanim nasza firma ubezpieczeniowa skontaktowała się z lekarką hotelową i jej przełożoną, czuliśmy się lepiej i kupiliśmy leki w aptece (jedno opakowanie za 1 euro). Od razu wiedzieli, czego potrzebujemy. To prowadzi mnie do faktu, że kiedy zapytaliśmy lekarkę o te leki, powiedziała, że nie wie, o czym mówimy i że nigdy nie miała tam nikogo z naszą przypadłością. To nie wydawało mi się w porządku. A kiedy zadzwoniła następnego dnia, żeby powiedzieć, że możemy rozpocząć leczenie, ponieważ egipski partner naszej firmy ubezpieczeniowej i lekarz się zgodzili, a ja odmówiłam terapii wlewowej, powiedziała do mnie, cytuję: „Dobrze, dobrze, pa”. Od tamtej pory nie mieliśmy od siebie wiadomości.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate