To była oferta last-minute, cena marzenie, więc za tę cenę absolutnie bez zarzutu. Nawet gdyby cena była wyższa, trudno mi uwierzyć, że to był najgorszy hotel, jaki może być. Nie uwierzyłabym w to, było dobrze - lepiej niż dobrze. Na początku bałam się usług biura podróży TopFly, ale nie trzeba się bać, wszystko przebiegło OK. Pani delegatka/przewodniczka Jana jest świetna, ale bardzo zajęta zawodowo. Przez cały tydzień nie słyszeliśmy czeskiego ani w Antalyi, ani podczas wycieczki na górę Tachtali. W hoteliku sprzątanie było codzienne, z wyjątkiem weekendu, więc zawsze czysto, z naszej strony bez zastrzeżeń. Prawie wszyscy goście dogadywali się z personelem, można by pomyśleć, że to miejscowi, ale potem wydawało nam się, że rozmawiają po rosyjsku... do dziś jest dla nas zagadką, jaką to było narodowość.
PlażaOkolice hoteliku jest trochę „smutniejsza”. W czasie naszej wizyty wiele hoteli było zamkniętych, hotele i domy opuszczone. W okolicy hotelu nie było wysypisk śmieci, ale też nie było zamiatanych ulic. Za to wszędzie rosły piękne granaty i cytrusy. I mnóstwo przyjaznych kotów. Plaża jest od hotelu około 300 metrów, piękne, czyste, ciepłe morze. Na plaży jest gruby piasek, w morzu kamienie, nie ostre, ale dość duże. Pod koniec lipca plaża świeciła pustkami, nigdzie nikogo. To nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia, wyglądało to smutno – niestety. Turcja jest fajna, przyjaźni ludzie, piękny kraj. Ostatnie wydarzenia niestety nie sprzyjają Turcji. Antalya to cywilizowane wielkie miasto z ładnym aquaparkiem, centrum handlowym jak w Czechach, komunikacja miejska chyba nawet lepsza niż u nas. Mają klimatyzowane dolmusze (lokalna nazwa autobusu) i wiaty na przystankach. Taksówkarze są drożsi niż w Pradze, więc z tego zrezygnowaliśmy. Obok hoteliku Asel w czasie naszej wizyty był opuszczony hotel Marin (można jeszcze znaleźć recenzje). Wiele zamkniętych sklepów, a napisy na wszystkim są po rosyjsku, ale niestety nie ma tam tylu turystów (nawet rosyjskich), ilu by miejscowi chcieli. Mam nadzieję, że się to poprawi, ja pojechałbym do Turcji jeszcze raz!
WyżywienieW recenzjach pisano o zepsutym i niesmacznym jedzeniu. Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą suchary, gdyby naprawdę było najgorzej. Na szczęście nie było. Kto chce jechać na wakacje, gdzie będzie miał do wyboru 20 rodzajów dań głównych, 10 przystawek, 15 deserów, niech nie jedzie do Aselu. W jednej recenzji czytałam „nie jestem rozpuszczoną dziewczyną z miasta, ale dziewczyną ze wsi, a mimo to nic mi tam nie smakowało”. O sobie mogę powiedzieć, że jestem już rozpuszczoną dziewczyną z miasta, a mimo to bardzo smakowała mi sucha ryż, brokuły, bakłażan, raz bardzo smaczna makrela, bardzo uboga zupa pomidorowa :-D Jeśli ktoś to czyta, pewnie się dziwi, ale naprawdę dało się to zjeść. Deserów na przykład nie było ani razu, na śniadaniach ciągle to samo – 4 rodzaje oliwek, lokalny jasny chleb, świeże pomidory, ogórki, dżemy, czasem turecka wędlina, czasem ser podobny do bałkańskiego, masło, turecka pakowana nutella, na przemian jajka/turecka wędlina na patelni,... Jeśli chodzi o napoje, były 2 automaty do kawy – jeden w jadalni, drugi przy basenie. Chociaż kawa nie była naprawdę smaczna jak z McDonald's czy Starbucks, dało się ją pić. Czasem z problemami, ale przynajmniej jeden ekspres działał. Dużym minusem, ośmielę się powiedzieć, jest brak klimatyzacji w jadalni, brak toalety przy jadalni (najbliższa jest piętro niżej przy basenie) i brak postmixu do napojów. Pod koniec lipca jadalnia była „bardzo nagrzana”. Napój przynosiła obsługa z basenu. Można powiedzieć, że nie byliśmy spragnieni, ale wyobrażałabym sobie to inaczej... Obiady były podobne do kolacji – zupa (ciągle wspomniana słaba, ale smaczna zupa pomidorowa – tylko raz nie było jej do jedzenia), makaron/ryż, ciepłe warzywa, mięso, sałatki na zimno (kapusta, pomidory, ogórki, brokuły, bakłażan, kuskus). Kolacje podobne do obiadów. Raz na kolację była grillowana makrela, która była absolutnie wyśmienita, świetna, to było chyba najlepsze danie. Nie wiem, co przeżyli czescy turyści przed nami, podczas naszego pobytu byliśmy jedynymi Czechami w hotelu, ale jedzenie nie było zepsute, było go pod dostatkiem. Deserów typu „ciasto” nie było ani razu, jako deser był „tylko” arbuz, którego nie uzupełnili tylko raz w tygodniu.
ZakwaterowanieWycieczkę kupiłam jako last-minute i chociaż zawsze to robię, tym razem nie czytałam recenzji. Kiedy wieczorem wróciłam do domu szczęśliwa, że w końcu gdzieś jadę, chciałam sprawdzić dokąd i przeczytałam recenzje. W tej chwili poczułam niepokój, zaczęłam panikować, że tam nie pojadę, i dzwonić do biura podróży. Odebrał jakiś pan i powiedział, że nie muszę się obawiać, że jutro lecę, więc mam się nie martwić... Wtedy starałam się mu zaufać, wierzyć mu i uspokoić się. Udało mi się to całkiem nieźle i oczywiście cieszyłam się na wyjazd. Recenzje jednak były przerażające... Hotel ma cztery piętra bez windy, więc nie jest odpowiedni dla osób starszych lub mających problemy z poruszaniem się. Muzyka była puszczana na rozsądnym poziomie głośności, maksymalnie do godziny 22. Meczet nie jest przy hotelu, więc można się wyspać. Materace są sprężynowe, nie są to najnowsze modele z Ikei, ale cóż...
UsługiPonieważ jestem bardzo zajęta zawodowo, nigdy nie pojechałabym do hotelu bez Wi-Fi. Chociaż w opisie była Wi-Fi, na miejscu poinformowano mnie, że jest za opłatą... Opłata wynosi 5 €/tydzień, co zapłaciliśmy od razu dwa razy i na szczęście Wi-Fi działała. W recenzjach czytałam o niedziałającej klimatyzacji, co pod koniec lipca mogłoby być dla mnie problemem, ale na szczęście klimatyzacja działała znakomicie. Toaleta spłukiwała, woda leciała zimna i ciepła. Usługi typu masaże, 5 różnych światowych restauracji,... hotelik w ogóle tego nie oferuje. Basen był mały, ale czysty - idealny do ochłody. Codziennie po południu spuszczali z niego wodę, rano był znowu pełny, a po południu poziom wody spadał około 20 cm poniżej krawędzi. Nie wiem, jaki to lokalny zwyczaj, nie zrobiło to na mnie dobrego wrażenia, ale może nie mieli wyboru... nie wiem. Największą słabością hoteliku było chyba picie, z postmixu przy basenie leciała tylko czysta woda, soku żadnego, piwo nie było w ramach all inclusive, wino nalewali tylko około pół decylitra. Przyznaję, że to bieda, ale kiedy przypomniałam sobie cenę, którą zapłaciliśmy, zachowałam milczenie. Ogromnym plusem było to, że w dniu wyjazdu odebrano nas o 15:00 i pozwolono zostać w pokoju do 15:00. Nie musieliśmy zostawiać walizek na recepcji, mogliśmy się spokojnie umyć przed wyjazdem. Za to zdecydowanie kciuk w górę.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate