PlażaBawiliśmy się świetnie :-) ... przejście pod drogą z hotelowego dziedzińca prosto na plażę, bar plażowy jest płatny, podobnie jak leżaki z materacami, część leżaków bez materaców jest jednak dostępna bezpłatnie, nie zapomnijcie jednak ręcznika. Morze było świetne pomimo niesprzyjającej pogody, do wody wchodzi się między dwoma kamiennymi płytami, w miejscu, gdzie łamią się fale, są kamyczki, kto nie jest wybredny, spokojnie da radę bez butów.
WyżywienieW ofercie biura podróży podawane jest all inclusive w formie bogatych szwedzkich stołów, nieograniczona ilość lokalnych napojów nalewanych. Jak później poinformował nas menedżer, dotyczy to tylko sytuacji, gdy jest więcej niż 15 gości, a podobno biuro podróży miało o tym wiedzieć – nas jednak nikt o tym nie poinformował. Kończyliśmy my, czterech Słowaków, plus dwóch Rosjan. Tak więc pierwsze dwa dni – sobota, niedziela – wszystko było w porządku, było wtedy jeszcze dość gości. Bogate szwedzkie stoły wyobrażałem sobie inaczej... ale dało się coś wybrać. W poniedziałek wyłączyli w barze piwo z beczki oraz automaty z sokami i automat do kawy w barze i restauracji. Od tego czasu zalewaliśmy sobie Nescafe ze słoika po przetworach :-) gorącą wodą z automatu. We wtorek wyłączyli też beczkę z wodą w barze, została tylko w restauracji. W środę nie było już kucharza, obiady i kolacje były „serwowane” przez personel pomocniczy (który do tej pory zajmował się zbieraniem brudnych naczyń i zamiataniem okruszków ze stołów), jedliśmy podgrzewane resztki z poprzednich dni. W czwartek zbuntowaliśmy się, zadzwoniłam do pani delegatki i menedżera hotelu i wyjaśniłam, że zapłaciłam za coś innego niż to, co otrzymujemy. Delegatka przyznała rację, menedżer był nieszczęśliwy, podobno biuro podróży wiedziało, że w przypadku małej liczby gości usługi są ograniczane. Nie chciałam już zmieniać hotelu, czekały nas ostatnie dwa wreszcie słoneczne dni po burzach, deszczu i chmurach. Menedżer hotelu zorganizował nam na piątek grill, który nie był planowany, był tam już tylko biedny barman, który miał skończyć pracę w piątek w nocy. Przyniósł w reklamówkach mnóstwo mięsa i świeżych warzyw, nałożyli nam prawie „nie do zjedzenia” porcje. Na sobotę, dzień odlotu, choć nie zdążyliśmy już na obiad, menedżer obiecał nam przynajmniej zupę, żebyśmy nie odchodzili głodni. Ostatecznie z obiecanej zupy zrobił się pełny obiad, osobiście ugotowany przez menedżera, który sam nas obsłużył w kucharskim fartuchu, potem usiadł i jadł z nami... było to magiczne, miłe, osobiste, przyjacielskie... i wielka próba naprawienia naszej niezadowolenia.
ZakwaterowanieHotel ma oficjalnie trzy gwiazdki i odpowiada temu wyposażenie hotelu. Skromne, pokoje mniejsze, starsze meble i naprawdę tylko to, co niezbędne. Personel nieprzeszkolony, ale chętny, robią, co mogą, aby klienci (jak chyba wszędzie głównie Rosjanie) byli zadowoleni.
UsługiOdpowiadają tureckim trzem gwiazdkom w sezonie... tylko nie jedźcie na ostatni termin :-) ... stół do ping-ponga i leżaki przy basenie były od środy również schowane... złoty barman Teo robił wszystko - pakował, przenosił, sprzątał... kiedy szłam na obiad i wieczorem po piwo (już tylko nalewane z butelki PET), z westchnieniem - ale z uśmiechem odłożył to, co właśnie robił i poszedł nas obsłużyć.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate