Morze nas nie zawiodło. Wszystko inne, za co zapłaciliśmy, zawiodło. Po wielu latach podróżowania po Chorwacji w APP z własnym wyżywieniem, zdecydowaliśmy się na pobyt z dwoma posiłkami. To była nasza najgorsza decyzja. Niestety, biuro podróży bardzo nas rozczarowało, po prostu z nas zrezygnowało i zostawiło nas samych. Miejsce, gdzie „lisy mówią dobranoc”, gdzie jesteś zależny od oferty hotelu, to katastrofa. Byliśmy samochodem, więc mogliśmy sami o siebie zadbać. Jak już pisaliśmy w recenzji hotelu, każdy, kto nie miał samochodu i był w hotelu, był kiepski. Podsumujmy to tak: piękne miejsce, ale zdecydowanie nie hotel. Chętnie tam wrócimy, ale w prywatnym pensjonacie z własnym wyżywieniem. I na pewno bez biura podróży. Nigdy więcej nie wybierzemy się na wakacje z biurem podróży właśnie z tego powodu. A podróżujemy z nimi od kilku lat.
PlażaNie poszliśmy na plażę hotelową, tylko na klify. Było pięknie. Hotel nie ma pryszniców na plaży, leżaki są kiepskie, więc nie było czego szukać, a plaża przy hotelu była brudna. Poza tym morze jest piękne, otoczenie jest piękne, byliśmy tu już wcześniej, więc przynajmniej to nas nie rozczarowało. Ale to było w apartamentach.
WyżywienieNie wiemy nawet, czy chcemy pisać o obrzydliwej rzeczy, która wydarzyła się w najtańszej, bez klimatyzacji, restauracji. Obrzydliwe blefy dopełniał bardzo miły zwyczaj czekania przed salą restauracyjną (której w żadnym wypadku nie można nazwać restauracją) w kolejce, 20, 30, a nawet 50 minut. Nie wiedzieliśmy, jakim kluczem nas wpuszczono po 6 dniach pobytu. Potem zepsuł się nasz „zegarek”, plastikowy element podobny do tego, który dostaje się przy wejściu na basen, i tak nasz pobyt w kolejce wydłużył się do wizyty w recepcji, gdzie napisali na kartce, że przysługuje nam jedzenie. Zrobiliśmy to 5 razy. Kiedy po raz pierwszy chcieli, żebyśmy stanęli w nowej kolejce, pomyśleliśmy, że to ukryta kamera, bo nikt nie mógł być poważny, pomyśleli… młody mężczyzna przy wejściu, który wycierał stoliki szmatką, której używał przez cały czas otwarcia sali… jedną szmatką przez cały ranek lub wieczór. Jedzenie: wszystkie półprodukty, polane olejem, obrzydliwe, ryby tylko ogony morszczuka lub tak zwane paluszki rybne i grundle. Nie od razu, na litość boską, świetnie byś się bawił! Trzy rodzaje dodatków to: grundle, ogony morszczuka i Gordon Blue, na litość boską, nie wyobrażajcie sobie, co tu oferują. Następnego dnia grundle, lekkie plasterki w sosie z grzybami, z puszki. Następnego dnia paluszki rybne, sos wątpliwej natury, z czymś w środku. Dodatki: owsianka z proszku, raz rzadka i płynna, raz tylko grudka, raz gotowane ziemniaki, niestety nie rozpoznaliśmy, niebieskawe kawałki w owsiance, raz ryż był całkiem dobry, gdyby nie dodali do niego groszku i marchewki, znowu mrożony półprodukt, który chrupał podczas jedzenia, zapomnieli go ugotować. Codziennie makaron, szeroki, posklejany, bez niczego, więc nawet bez soli i to prawie wszystko. Były dwa rodzaje zupy: szaroniebieska woda, bez niczego, kolejny bulion z warzywami, dziwnie jadalny, raz z makaronem, potem albo makaron, albo warzywa. Miska sałaty, plasterki ogórka, pomidory. Może o czymś zapomnieliśmy, chociaż… Śniadanie: jajka na twardo, oczy mintaja, smażone jedzenie, warzywa jak wieczorem, kiełbaski, małe masełko, pasztet, dżemy, ale tylko na kilka minut, dzieci brały je garściami. Nie dolewano. Jogurtu nie było.
ZakwaterowanieProste, całkiem czyste, każdy, kto zna socjalistyczne hostele z lat 80., odnalazłby się tutaj. Łazienka z wanną, to, co widać na stronie hotelu, to marzenie w porównaniu z rzeczywistością: zardzewiała wanna, spadające z poręczy, zwłaszcza żeby się jej nie trzymać, zepsuta rączka prysznica, więc trzeba brać prysznic ręcznie. Wszystko zardzewiałe, stare, zaniedbane. Pokój nie był sprzątany przez cały nasz pobyt, ludzie byli tu przez 11 dni, w tym samym stanie. Wszystko pod hasłem Covid!!! Chcesz opróżnić śmieci? Musisz je wystawić za drzwi, chcesz czyste ręczniki, zmienić pościel lub papier toaletowy, musisz złapać pokojówkę. Nie złapiesz, nie masz. Musisz sam się przebrać. To, co naprawdę chwalimy, to cicho działająca klimatyzacja, która zapewniała przyjemny pobyt w pokoju w tym horrorze.
UsługiŻadnego. Może to zabrzmieć dziwnie, ale żadnego. Trzy osoby w recepcji, młody mężczyzna ciągle rozmawiał przez telefon, miejscowa pani nie rozumiała niczego poza chorwackim, trzecia była prawdopodobnie Wietnamką, Chińczykiem lub Koreańczykiem, podobnie jak reszta personelu hotelu, byli mili, uśmiechnięci, jak to zwykle bywa w ich narodowościach, ale na tym koniec. Tylko jedna osoba pracowała cały czas, wszystkie trzy tam siedziały. Mimo to. Nie mówisz po chorwacku? Niestety, w takim przypadku nie będziemy mogli się porozumieć, zwróciła się do następnej zdesperowanej osoby w kolejce. Naprawdę zaskakujące było to, że nie można było niczego zamówić w barze dziennym z tym plastikowym paskiem (zegarkiem), chyba że doładowało się tam kartę, o czym nikt nam nie powiedział. Można było płacić tylko kunami, więc skończyliśmy w sytuacji, w której zjedliśmy sok i mieliśmy problem, bo mieliśmy tylko euro. W końcu chłopak z obsługi wymienił nam je, który nas ładnie oszukał. Nasza wina.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate