WyżywienieJedzenie było na tym samym poziomie co pokój. Na szczęście mieliśmy opłacone tylko śniadania. Do wyboru na śniadanie: suchary, słodkie ciasta (świeże i bardzo dobre), masło, dżem, płatki kukurydziane. Do picia kawa, „sok” (kto pamięta Tang z lat 90., to właśnie ich sok), woda (z automatu - pachniała stęchlizną).
W Rzymie jest wiele dobrych restauracji, np. Il Padellaccio, tam jedliśmy bardzo dobrze, ceny przystępne, a dodatkowo bonus w postaci zabawnej obsługi. Podobało nam się też w restauracji o nazwie 320 gradi (wyśmienite świeże makarony).
Polecam zamawiać kawę „na stojąco” przy barze w kawiarniach - cena kawy wynosi wtedy około 1 euro.
ZakwaterowanieZakwaterowanie było dużym rozczarowaniem. Pokój był bardzo ciasny i ciemny. Pokój posiada również mikrołazienkę o powierzchni około 1,5 m2 (umywalka, toaleta, kabina prysznicowa - wszystkie elementy są od siebie oddalone maksymalnie o 5 cm, w pomieszczeniu nie da się obrócić przy zamkniętych drzwiach... tak dla wyobrażenia). Do dyspozycji jest także lodówka - działająca, ale śmierdząca. Całodobowo coś w pokoju buczało (prawdopodobnie ta lodówka). Wi-fi działało w pokoju bez problemów.
UsługiW hotelu poruszaliśmy się minimalnie. Recepcjonista był w porządku.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate