Ta recenzja nie dotyczy hotelu Belair Beach, ale hotelu Rodos Palace. Pierwszą niemiłą niespodzianką po wylądowaniu było to, że zostaliśmy przeniesieni do hotelu Rodos Palace na cały pobyt (zapłaciliśmy za hotel Belair Beach). Na pierwszy rzut oka może to wyglądać świetnie, bo Hotel Rodos Palace ma 5 gwiazdek (5*), ale zostaliśmy zakwaterowani w starym pokoju. Na hotelu widniały tabliczki informujące o 50. rocznicy istnienia, a wyposażenie pokoju było zgodne z tą informacją.
Zakwaterowanie
Przede wszystkim, pozytywną rzeczą jest to, że pokój był czysty i sprzątany codziennie. Stara część hotelu, Hotel Rodos Palace, to absolutnie okropne zakwaterowanie. Bardzo stare meble, które mogliśmy tolerować w hotelach 2*, ale nie w 5*. Po przyjeździe czuć było całkowicie stęchły zapach (zapach potu). Więc nic pachnącego, czego można by się spodziewać po hotelach 5*. Stare, zardzewiałe klamki w drzwiach łazienki. Wanna ze szkłem przypominającym kabinę prysznicową w 3* jest w porządku, ale nie w 5*. Po otwarciu balkonu, przez drzwi wejściowe wpadał okropny przeciąg. Na balonie była lampa i dwa krzesła -> brak światła, brak suszarki do włosów, po prostu nic więcej. Klimatyzacja była scentralizowana, więc mogliśmy ją włączać i wyłączać oraz zwiększać intensywność nawiewu. Jeśli zostawiliśmy wentylację na poziomie 1, była trochę słyszalna, ale jej skuteczność wynosiła 0 punktów. Jeśli ustawiliśmy ją na poziomie 3, nie można było spać z powodu hałasu. A poziom 2 był bardzo umiarkowanie skuteczny. Więc ocena klimatyzacji jest prawie taka, jakby jej nie było. Perłą był otwieracz do butelek po piwie przywiązany do łańcucha, więc poziom pubu z piątej kategorii cenowej, a nie hotelu 5*. Pokój znajdował się w budynku głównym, który był 17-piętrowym apartamentowcem. Zdecydowanie nie był to nasz pomysł na zakwaterowanie na wakacjach. Do dyspozycji tego kolosa były trzy windy i oczywiście nie byłby to hotel „5*”, gdyby jedna z nich nie działała przez cały pobyt. Czekanie na windę było więc praktycznie bezcelowe i codziennie chodziliśmy po schodach na piąte piętro, co było świetnym treningiem.
Wyżywienie
Zapłaciliśmy za półpensjonat (śniadanie i obiadokolacja), który ma swoje ograniczenia, ale nie spodziewaliśmy się tego, co wydarzyło się podczas kolacji. Jedną rzeczą, która trochę przypominała nam hotel 5*, było to, że sadzano nas przy stoliku. Ale na tym się kończy. Często sadzano nas przy stoliku, który nawet nie był nakryty. Śniadanie: zawsze mieliśmy wybór. Klasyki: ser, szynka, ciastka, kiełbasa, grillowana papryka, jajecznica, omlet, jajka sadzone, jajka na twardo, jogurt, płatki kukurydziane, pączki, dżem, Nutella. Napoje: pomarańczowy, jabłkowy, a czasem sok ananasowy. Kiedy podchodziłeś do stolika, proponowano ci herbatę lub „kawę”. Ale nazywanie tego kawą to zbyt śmiałe określenie. Nie podobało nam się to, że nie próbowali nawet zaoferować żadnego urozmaicenia na śniadanie. Mimo to oceniamy śniadanie jako dobre (słabe jak na hotel 5*, ale było to możliwe). Kolacja: często musieliśmy czekać na miejsce. A teraz nasze wielkie rozczarowanie – nie można było zabrać ze sobą niczego do picia na kolację. Wszystko trzeba było zamówić, łącznie z wodą butelkowaną. A ponieważ mieliśmy wyżywienie HB, musieliśmy zapłacić za wszystkie napoje. Dodam ceny: butelka wody 0,5 litra kosztowała 2 EUR (ta sama w najbliższym sklepie kosztowała 0,5 EUR), szklanka coli 4 EUR. Co do samego wieczoru, zawsze mieliśmy wybór. Jedzenie było dobre, ale nie wiem, czy do któregoś dania powiedziałem: „pycha, to było dobre, wezmę jeszcze jedno”. Wszystko było jadalne, ale mdłe, mało słone i bez smaku. Próbowali organizować wieczory tematyczne, ale na przykład meksykańskie -> pieczona kukurydza, bezsmakowe skrzydełka kurczaka, niedogotowane, ser i szynka zawinięte w placek (??? czy to miało być burrito?) i to wszystko. Co to miało wspólnego z kuchnią meksykańską? Żadnego guacamole, żadnej ostrej papryki, żadnego smaku i żadnej wyobraźni. Muszę pochwalić zupy i ciasta.
Obsługa w hotelu
Pokój był sprzątany codziennie, po zmianie pościeli (zmienili ją w środę, czego nie rozumiem, bo przyjechaliśmy we wtorek. Potem już jej nie zmieniali). Raz obsługa hotelowa zabrała nam wszystkie ręczniki hotelowe. Po zgłoszeniu się do recepcji, zostały nam dostarczone w ciągu około 2 godzin. Poza tym personel był dość opryskliwy, zdecydowanie nie miało to cech hotelu pięciogwiazdkowego. Baseny były dziwnie rozrzucone po całym terenie hotelu, nic nowoczesnego, nic ekstra. Była kryta, półotwarta kopuła, a pod nią kryty basen.
Plaża
Plaża była czysta, obsługa dbała o leżaki. Sam hotel jednak nie miał leżaków na plaży, trzeba było za nie dodatkowo płacić (dwa leżaki i parasol = 20 EUR za dzień). Plaża jest piaszczysto-kamienista (kamyczki). Zdecydowanie polecam obuwie do wody, jest o wiele przyjemniejsze niż chodzenie boso. Ta część wyspy Rodos jest obmywana przez Morze Egejskie, które jest o wiele bardziej niespokojne niż Morze Śródziemne. Jeśli nie lubisz fal, nie wybieraj tego wybrzeża. Mimo że wywieszona była zielona flaga, fale miały metr wysokości. Można w nich pływać, ale nie każdemu to odpowiada. Przy plaży był mały bufet, który był idealny. Świetnie wyglądające jedzenie i napoje. Nawet jeśli zamówiłeś tylko colę lub piwo owocowe, dostawałeś szklankę z lodem udekorowaną świeżymi owocami. To jest dodatkowa usługa, a nie jak w opisanym powyżej hotelu 5*.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate