Do Grecji latamy od kilku lat, ponieważ ją pokochaliśmy. Zmieniamy lokalizacje i w tym roku byliśmy na wyspie KOS. Mała, ale znowu piękna wyspa. Na wybrzeżu, gdzie byliśmy zakwaterowani, jest całkiem dużo zieleni, co nie zawsze się zdarza. Jeśli chodzi o zabytki, zdecydowanie jest na co popatrzeć. Miło nas zaskoczyła także lokalna komunikacja miejska. Mówi się o narodach południowych, że są „mañana”, co jest prawdą i nie przykładają zbytniej wagi do czasu. Autobus do stolicy po prostu jechał punktualnie. Zanim odlatywaliśmy, szukałam informacji o tym miejscu (jak chyba wszyscy) i natknęłam się na turystów narzekających – w morzu jest dużo glonów! Ale na litość boską, to przecież natura, jeśli komuś to tak bardzo przeszkadza, niech idzie na basen, a nie nad morze. Kto był kiedyś w Grecji, wie, że mieszkańcy są mili i uprzejmi. Krótko mówiąc, naprawdę cieszyliśmy się z wakacji.
PlażaPlaża?.......co powiedzieć, jak wszędzie, same parasole, leżaki i mnóstwo ludzi. Porządek? to zależy od ludzi, albo się zachowują, albo nie. My odkryliśmy plażę kawałek dalej od głównego „obozowiska”. Było to na granicy TIGAKI i MARMARI. Kto chciał, był w kąpielówkach, kto nie chciał, po prostu ich nie miał. Ludzie byli wobec siebie tolerancyjni, jeśli ktoś był na nago, to po prostu ludzie podchodzili do nich na około trzydzieści metrów, aby zachować prywatność. Ta plaża nas oczarowała mimo trochę dłuższej drogi. Na piechotę to było około 30 minut, a rowerem 5 minut. Ale kiedy jest się na wakacjach, to po prostu ma się czas, żeby tam pójść. Tam plaże nie były utrzymywane, ale jeśli ludzie nie zostawiali po sobie bałaganu, to były tam tylko produkty natury - muszle, kości mątwy (bardzo dużo), wodorosty, kamyczki itd.
WyżywienieDo Grecji jeździmy zawsze bez wyżywienia. Tak nam to odpowiada. Przeszkadza mi ograniczenie czasowe - pilnować, abyśmy byli na czas na śniadanie, obiad, kolację. Oczywiście byliśmy zadowoleni, ponieważ jedliśmy, kiedy chcieliśmy i co chcieliśmy. Tamtejsza kuchnia jest wyśmienita i nam odpowiada. Przyrządzamy niektóre potrawy także w domu w Czechach. P.S. Odkryliśmy tam też bar, gdzie obsługa mówiła po słowacku, co zawsze cieszy, a przede wszystkim mieli tam niesamowicie dobre frappé.
ZakwaterowanieByliśmy zakwaterowani w studio FILITSA. Przed odlotem ponownie szukałam recenzji, ale niestety nic nie znalazłam. Wszyscy wiedzą, że w katalogu zdjęcia są trochę inne niż rzeczywistość. Zdecydowanie nie było rozczarowania! Studia są skromnie, ale czysto urządzone – ale jadę nad morze, żeby cieszyć się wodą i słońcem, a nie komfortowo urządzonym zakwaterowaniem. Klimatyzacja była za opłatą, ale... w pokoju był też wentylator stojący (co dla mnie jest bardziej akceptowalne – nie hałasuje). Pani „gospodyni” była absolutnie wyjątkowa – codzienne sprzątanie, co drugi dzień czyste ręczniki i raz na trzy dni zmieniana pościel. Codziennie pytanie: Jak się macie i czy wszystko w porządku? Mała przygoda – zepsuł się nam prysznic, gdy to zgłosiliśmy, sama naprawiła go w ciągu pięciu minut. Z taką troską o klientów jeszcze się nie spotkałam. Jedyną rzeczą, której nam brakowało, była deska do krojenia żywności. Dla nas to drobny niedostatek. Maksymalne zadowolenie.
UsługiNie znam usług hoteli, ale muszę pochwalić również „naszych” chłopaków delegatów, którzy bardzo dobrze się nami opiekowali. Jeśli biuro podróży ma samych takich pracowników, to musi mieć tylko zadowolonych klientów.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate