Po przeprowadzce z pierwotnego hotelu Fausta do hotelu Mirella - zadowolenie przez całe 14 dni.
PlażaAbsolutnie bez problemów. Codziennie czysto, posprzątane, obsługa uprzejma. Mnóstwo zabawy dla dzieci w postaci zamków dmuchanych, torów przeszkód, stołowego piłkarzyków, ping-ponga... itd. W skład hotelu Mirella wchodził również program animacyjny, o który dbały 3 panie - co było maksymalnym urozmaiceniem dla dzieci podczas pobytu na plaży przy hotelu. Na plaży codziennie 5-6 razy odbywały się gry dla dzieci, ćwiczenia aerobiku oraz wieczorne tańce dla dzieci (dziecięce piosenki) przed hotelem na tarasie. Po prostu niesamowite.
WyżywienieTrochę inny styl niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni z innych destynacji. Śniadanie kontynentalne powinno mieć chyba trochę wyższy poziom niż to, co serwowano w hotelu Mirella, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja. Z 14 dni, które tam spędziliśmy, około 5 razy mieliśmy tylko słodkie śniadanie, w stylu 4 rodzaje bułeczek, słodkie rogaliki i jogurt. Ale jeśli ktoś nie jest wymagający, to się naje, a biorąc pod uwagę ilość jedzenia, które się zjada nad morzem (z tego wiecznego nicnierobienia), dało się to przeżyć. Trochę tylko baliśmy się, żeby następnego dnia nie było „kwaśnego śniadania”, bo jak w bajce „Był sobie król” (Sól nad złoto), mamy wybór smaków i to, co nie jest słodkie – może być kwaśne. Na szczęście tak się nie stało i czasem przynosili nam też po 1 plasterku szynki i 1 kawałku sera, więc mogliśmy zjeść śniadanie tak, jak to jest u nas w regionie. Tutaj jednak Włosi znacznie odstają od innych destynacji i zdecydowanie jest co poprawiać. Obiady i kolacje były w formie zamawiania z wybranych dań, tylko przystawki były w formie bufetu. Tutaj nic bym nie zarzucał. Jedzenie było bardzo smaczne, było go dużo i można było dokładać. Tylko mała uwaga co do całkowitego czasu posiłku, który wynosił około 1 - 1,5 godziny, ale na wakacjach nic nie ucieknie, a jeść należy powoli, więc dla zdrowia jest to korzystne. Tylko dzieciom trudniej to zrozumieć – ale nie uważam tego za niezadowolenie.
ZakwaterowanieLekko rozczarowany zakwaterowaniem w pierwotnym hotelu „Fausta”. W umowie mamy jasno napisane, że pokój ma być wyposażony w klimatyzację i wystarczająco duży, aby zmieściło się w nim łóżeczko dziecięce. Rzeczywistość była inna. Łóżeczko zmieściło się tylko wtedy, gdy przesunęliśmy nocne stoliki na szafę. Wtedy można było położyć łóżeczko (przed balkon), ale już nie można było wyjść na balkon. Klimatyzacja w postaci wentylatora – bardziej do śmiechu niż do płaczu. Łazienka jak w przyczepie kempingowej, gdzie bierze się prysznic nad bidetem i toaletą – okropne. Po skardze u recepcji zaproponowano nam pokój w hotelu Mirella, który należy do tego samego ośrodka. Jednak dopiero od drugiego dnia, pierwszą noc musieliśmy spędzić tutaj. Zmiana hotelu wyszła na dobre. Jakość hotelu mniej więcej taka sama, ale zaoferowano nam znacznie większy pokój z dużym balkonem, klimatyzacją i łazienką na odpowiednim poziomie (z kabiną prysznicową) – mniej więcej to, co zamówiliśmy i za co zapłaciliśmy. Tutaj spędziliśmy resztę wakacji w całkowitej satysfakcji, bez żadnych uwag i skarg.
UsługiPersonel był staranny, uprzejmy, maksymalnie starał się pomóc, ale jedynym problemem była bariera językowa. Nikt z personelu nie znał innego języka poza włoskim. Próbowaliśmy po angielsku, niemiecku... i nikt nie reagował. Jedynym wyjątkiem była pani z programu animacyjnego, która znała trochę angielski i potrafiła coś komuś przetłumaczyć. Poza tym ogromny problem i niesamowite zacofanie w edukacji językowej, nawet w przypadku podstawowych słówek takich jak milk, lunch, breakfast, beach, room, ketchup...
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate