Pierwsze wrażenie bardzo, bardzo negatywne. Od wyposażenia hotelu, przez cuchnące otoczenie, aż po jedzenie, ale później, gdy człowiek się przyzwyczaił, ogólne wrażenie trochę się poprawiło. Biuro podróży zdecydowanie powinno podawać dużo dokładniejsze i bardziej szczegółowe informacje o hotelu, usługach i lokalizacji.
PlażaPlaża znajdowała się kilka minut spacerem od hotelu w dół stromym wzgórzem. Hotel zapewniał w określonych godzinach transfer samochodem z plaży do hotelu i z powrotem. Zamiast zapowiadanej pięknej piaszczystej plaży znaleźliśmy się przed plażą z płytką wodą i ogromnymi kamieniami. Na przykład starsi ludzie mogliby się bez problemu zranić.
WyżywienieZaczynaliśmy od kolacji. Pierwszego dnia dostaliśmy makaron z mięsem i sosem pomidorowym. Nawet jedzenie ze szkolnej stołówki wyglądałoby sto razy lepiej. Jednak z czasem kuchnia się poprawiła. Kolacja zawsze składała się z trzech dań. Zawsze zaczynano od makaronu (z warzywami, sosem pomidorowym, owocami morza...), a drugie danie to zazwyczaj mięso lub ryba (zawsze można było wybrać spośród 2 opcji, zarówno jeśli chodzi o pierwsze, jak i drugie danie). Jeśli chodzi o śniadania - kompletna katastrofa. W formie bufetu szwedzkiego mogliśmy wybierać zawsze z tego samego - szynka, ser, jajko, rogalik i jogurt. Prawdopodobnie nigdy nie zdarzyło się, aby czegoś nie brakowało. Personel miał to bardzo źle zorganizowane. Często zdarzało się, że czekaliśmy na kolację/rogalik podczas śniadania nawet 20-30 minut (nawet w przypadkach, gdy restauracja była półpusta).
ZakwaterowanieHotel nie zachwycił, wręcz przeciwnie. Szczerze mówiąc, w żadnym wypadku nie nazwałabym San Domenico resort „hotelem”. Było to kilka skromnie wyposażonych pokoi (łóżko, nocny stolik, kiczowate lampki nocne, dwa luźno porozrzucane krzesła bez stołu). Niektóre pokoje miały aneks kuchenny, niektóre balkon, niektóre oba, a niektóre wcale nic. Hotel znajduje się 20-30 minut pieszo (najpierw autostradą, potem główną drogą bez chodnika dla pieszych, w nocy nie było nawet oświetlenia ulicznego) od najbliższej wioski. Ponieważ cały resort był bez internetu (około metr od recepcji można było złapać bardzo słabą sieć wifi, która prawie nigdy nie działała), bardzo trudno było cokolwiek zorganizować, więc byliśmy zdani na wspomnianą wcześniej wioskę, basen, gdzie od rana do północy non stop grała dyskotekowa muzyka (5 piosenek na okrągło), lub kamienistą plażę. Kolejną dużą wadą był fakt, że mieliśmy półpensję, a w pokoju nie mieliśmy lodówki (ani właściwie aneksu kuchennego), a najbliższe restauracje były dość daleko.
UsługiPersonel hotelowy, a konkretnie kelnerzy, recepcjonistka i animatorzy, byli bardzo mili, uprzejmi i pomocni. Jednak na przykład w barze hotelowym za kawę mrożoną zapłacić można było raz 1,5€, a innym razem 3€. Również, jak już wspomniałam, kelnerzy byli bardzo źle zorganizowani.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate