Na początek chciałabym powiedzieć, że byliśmy bardzo zadowoleni z wakacji, wszystko co piszę to raczej taki żart, który mieliśmy na myśli, kupując wycieczkę z biurem podróży i do hotelu. Więc proszę to traktować z przymrużeniem oka. Chętnie pojechałabym tam jeszcze raz. :)
Co nas obu z chłopakiem dość zaskoczyło, to fakt, że w hotelu był dokładnie jeden człowiek, który mówił po angielsku, a była to recepcjonistka na początku... trochę nas to rozbudziło, pomyślałam, jaka to fajna sprawa, że się tu dogadamy. To był ostatni człowiek, z którym rozmawialiśmy po angielsku :D potem jeszcze jeden kelner, który bardzo się starał, ale to była bieda z nędzą.
Cały hotel jest pełen Włochów i jest dość jasne, że Čedok tylko uzupełnia ich liczby (mieliśmy nawet inne opaski). Wszystko odbywa się po włosku, program animatorów, wszyscy do ciebie mówią po włosku. Włosi w tym hotelu to – niestety muszę to stwierdzić ogólnie – prostacy. Większość z nich ma dużą nadwagę :D włącznie z całkowicie niegrzecznymi dziećmi.
Oczywiście wszyscy lubią głośną muzykę (albo są głusi...), bo przy basenie non-stop wrzeszczą jakieś hity z lat 90. i do tego krzyczy włoski animator. Nawet przy jedzeniu nie masz spokoju, bo kiedy nie wrzeszczą Włosi, biegają animatorzy (jednego przezywaliśmy głośnikiem) i na wszystkie strony krzyczą BONASÉÉÉÉRAAAA.
Siłownia na zewnątrz (załączam zdjęcie) rozbawiła nas chyba najbardziej ze wszystkiego :D prawie padliśmy. Bo oboje z chłopakiem dużo ćwiczymy, raz z niej skorzystaliśmy, no i koniec. Wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy Arnoldem i musimy poradzić sobie nawet w takich warunkach! :D
PlażaNie rozumiem, jaki wszyscy mieli problem z wejściem do morza i drogą do niego. Po pierwsze, droga na plażę to piękny, około 5-minutowy spacer między drzewami z widokiem na morze (nie rozumiem, jakie leniwe świnie jadą tam tym autobusem, o którym mówią z hotelu), pod górę jest trochę pod górkę, ale jeśli nie masz artrozy lub 150 kilo, dasz radę nawet pod górę... i przynajmniej wyschniesz.
Wejście do morza jest całkowicie w porządku. To kamienista plaża i jasne, nie jest to chodzenie boso po piasku, ale w butach do wody możesz spokojnie wejść i się kąpać, było tam też wiele dzieci, które nie miały z tym problemu (chyba nie te 2-letnie, to przyznaję). Woda jest piękna, czysta, przejrzysta, są tam rybki (nie za dużo), ale zdecydowanie zabierz ze sobą maskę do nurkowania z rurką, warto. Warto też wybrać się na spacer do pierwszej wioski niedaleko hotelu o nazwie Parghelia i dojść na plażę Michelangelo. Polecam też miasto Tropea i ich plaże. :) Po prostu gdziekolwiek będziesz, szukaj plaż!
WyżywienieJedzenie, duży temat! Zacznijmy po kolei. Śniadanie: lepiej mnie zabijcie, niż żebym musiała jeść to samo śniadanie przez kolejny tydzień :D zamówienie pieczywa wyobrażam sobie mniej więcej tak: „Szefie, to za 6 euro”… „Ale 6 euro to całkiem sporo, prawda?” „No ale za całą skrzynkę tych rogalików, choć smakują jak utwardzony tłuszcz z mąką” „to nic, oni to zjedzą, to dawaj tutaj”. Innymi słowy, słodkie pieczywo było niejadalne = tłusta plama na podniebieniu w zestawie. Jajka... to było jedyne, co dało się zjeść na śniadanie – zanurzone w tłuszczu, to fakt – ale przynajmniej to były prawdziwe jajka, a potem bułka z serem i salami. Poza tym bieda z nędzą. Kawy wolę nie komentować.
Obiady: wydawało nam się, że obiady są tylko takim wypełniaczem – biedniejszym wypełniaczem – zanim nadejdzie uroczystość dnia: KOLACJA!
Przygotujcie się na wszystko, bo widziałam już wiele rzeczy, ale to, co widziałam na kolacji tam, to naprawdę nie. Wszystkie Włoszki ubierają się jak na ślub, zakładają 20-centymetrowe obcasy, suknie, malują się jak dziwki i idą ucztować. Lepiej powiedzieć, że idą się wystroić dla swoich mężów. Karmią przy tym dzieci, mężowie siedzą jak kłody i jedzą, a one biedaczki ubrane w suknie, potykając się na obcasach wyższych niż Empire State Building, posłusznie niosą kolejne i kolejne dania. Jeśli jesteś kobietą i myślisz, że masz w tym hotelu jakieś słowo, to nie... kelner zawsze najpierw pyta twojego partnera, czy może zabrać twój talerz. Co z tego, że siedzisz przed nim i może jeszcze jesz! Kiedy facet zdecyduje, jesteś po prostu bez jedzenia :)
Ale żeby im nie robić tylko złej opinii. Do każdego posiłku możesz napić się wina, wody i słodkich napojów ile chcesz, są tam antipasti (trochę się powtarzają, ale myślę, że każdy coś wybierze), zawsze są około 3 główne duże dania (makaron, makaron i mięso) i zawsze bar sałatkowy. Potem są słodkości jak ciasta (polecam wziąć od razu, bo inaczej nie pochrupiesz :D) i czasem są też jakieś specjały. Trafiliśmy na ich święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i doświadczyliśmy kolacji z wielkim K (to wynagrodziło chyba całe jedzenie tam!) – szkoda, że nikt po angielsku nam nie powiedział, że wszyscy będą w garniturach i sukienkach, a my przyszłyśmy prosto z plaży. :)
ZakwaterowaniePokój był mały, ale wystarczający, aby się w nim wyspać, duża szafa, łazienka z bidetem. Co prawie nas zabiło, to klimatyzacja :D choć jesteśmy wdzięczni za jej istnienie, jej dźwięk porównałabym do silnika statku... Za każdym razem, gdy myślałam, że już wiem, jak ją obsługiwać, swoim głośnym sprzeciwem około 3 nad ranem przekonywała mnie o czymś innym... Z nią nie dało się spać, bez niej też nie... taki dar od Danaidów w postaci klimatyzacji :D ale ostatecznie się przyzwyczailiśmy, w tych 40 stopniach nie masz innego wyjścia, jeśli nie chcesz zrobić sobie w łóżku łaźni potnej.
UsługiTutaj nie mam nic do zarzucenia. Sprzątanie odbywało się codziennie, kiedykolwiek czegoś potrzebowaliśmy, mieliśmy to natychmiast. Wszyscy byli mili. Jedyną rzeczą, która mnie irytowała do białości, były ich plastikowe kubki. Kubki dla wszystkich i na wszystko. Wszędzie jest zakaz nalewania do czegoś innego, ale spokojnie, weszłam tam z moim plastikowym (rzekomo dużym, ekologicznym) kubkiem i dostałam wino nawet do tego półlitrowego. :) czasami im się nie chciało, ale zazwyczaj byli w porządku. Na obiedzie można sobie nalać wodę do butelki PET (dyskretnie, ale można :D)... Woda tam jest z kranu, ale nie jest tak dobra jak w Czechach.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate