PlażaPlaża jest bezpośrednio przy morzu, ale z niej nie korzystaliśmy. Po pierwsze była stale zajęta (dwa rzędy leżaków, ludzie musieli wcześnie rano kłaść ręczniki na leżaki), a leżenie przy workach z odpadkami też nam się nie uśmiechało. Było ładne molo z leżakami, ale dla sąsiedniego hotelu. Morze pełne glonów, które wypływały na "pas plaży z leżakami" wraz z innymi odpadkami. Wakacje umililiśmy sobie całodniową wycieczką na wyspę Kos, na którą zresztą nie dostaliśmy pakietu z wyżywieniem (jak to gdzie indziej bywa - jeździmy na wakacje od 1989 roku). Nie skorzystaliśmy z usług biura podróży za 29 euro/os., ale pojechaliśmy za 15 euro/os. Byliśmy z tej wycieczki zadowoleni, cieszyliśmy się ładnym morzem, plażą, parasolami i leżakami, które przynajmniej jeden dzień nie musieliśmy płacić (co w Turcji musieliśmy...). Do Bodrum też nie trzeba było jechać w czwartek za 10 euro, lepiej było we wtorek, kiedy były tam targi, i to dolmuszem za 8 TL tam i z powrotem.
WyżywienieJedzenie było smaczne, ale ciągle takie samo... Przypominam, że nie jesteśmy wymagający, nie potrzebujemy tortów i innych takich, ale brakowało owoców, gdy wstawaliśmy rano, kilka razy udało nam się złapać pomarańczę na śniadanie, a po południu trzeba było być pierwszym na obiedzie, żeby zostało dla nas trochę arbuza. Innych owoców nie było przez cały czas.
Podwieczorek był wykreślony w segregatorze biura podróży na recepcji, nie rozumieliśmy tego. I tak nie było o co się bić. Podawano jakieś rozmoczone porcje ciasta...
Kawa i herbata były dostępne o każdej porze, ale tylko jeśli maszyny działały lub w automatach nie brakowało mleka itp.
Nie byliśmy też zadowoleni z napojów. Personel przy barze znał tylko słowo „finiš”... To oznaczało, że nie mają...
A to, że ciągle czegoś nie mieli, to bardzo smutna rzeczywistość.
Kiedy ciągle nie mieli ginu, wódki, wina, poszliśmy do Migrosu i kupiliśmy napoje za własne pieniądze, podobnie jak wszyscy inni. Niestety nie było możliwości schłodzenia napojów, ponieważ w pokojach nie było lodówek, były one wrzucone w stos w jednym pomieszczeniu w hotelu. Ale kiedy co chwilę brakowało nawet wody gazowanej, to już było dla nas za dużo.
ZakwaterowanieKolejny szok przeżyliśmy po przydzieleniu pokoju... Przy szafie spadły na nas drzwi, w prysznicu brakowało zasłon, wszędzie pleśń... Widok z okna nas zabił (załączam zdjęcie, nie robiliśmy więcej, nie mieliśmy na to nerwów, biuro podróży musi samo wiedzieć, co sprzedaje...). Przeżyliśmy do rana i zaczęło się męczeństwo z wymianą pokoju. Za napiwek pokój wymienili nam następnego dnia po południu - tutaj znów prysznic był z pleśnią, ale przynajmniej woda nie rozpryskiwała się na zewnątrz, bo prysznic pryskał na wszystkie strony. Toaleta, która przez dwa dni nie spłukiwała, została naprawiona po dwóch dniach. Na razie chodziliśmy do toalety na korytarzu, ale tam ciągle brakowało papieru toaletowego. Sprzątanie pewnie by nam nie zrobili, gdyby nie napiwek, przynajmniej raz wycierali nam łazienkę. O czyste ręczniki musieliśmy prosić, za napiwek przynieśli je nam dwa razy czyste. Okolicę hotelu obejrzeliśmy tylko raz, wystarczyło nam to. Hotel otoczony workami z cuchnącymi śmieciami. Jesteśmy miłośnikami psów, dlatego duża liczba swobodnie biegających psów nam nie przeszkadzała, ani to, że podczas posiłków biegały między stolikami..., ale co było gorsze, jednego czarnego psa na noc personel przywiązywał przy hotelu i ten regularnie zaczynał skomleć o 3:00 rano. Ludzie wychodzili na balkony, było to nieprzyjemne...
UsługiUsługi opisałam w zakwaterowaniu. Jeszcze tylko o wifi. Ponieważ z Turcji rozmowy i SMS-y są drogie, przed wakacjami zainstalowaliśmy aplikację WhatsApp..., aby móc kontaktować się z rodziną... Warunkiem jest połączenie z internetem.
W tym jednak był problem. Po wpisaniu hasła z segregatora biura podróży nie było możliwe połączenie się na recepcji, było ciągle niedostępne, chyba odłączone, później dowiedzieliśmy się, że personel zmienił hasło. Kiedy przyjechała delegatka, poprosiliśmy ją o to hasło, wpisała do segregatora ciąg znaków i cyfr, które w żadnym wypadku nie były hasłem. Sami odkryliśmy hasło (nawet nie będę opisywać jak), oni zmienili je nam jeszcze 2 razy.
Brakowało nam też sejfu, to chyba już za dużo chcieliśmy... Tak, 3*...
Jedna rodzina z Pragi zrezygnowała następnego dnia i za dopłatą 350 euro zmieniła hotel. Nawet dwie rodziny Turków wytrzymały 2 dni i również opuściły ten hotel.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate