Lubię podróżować i myślę, że zwiedziłem już kawałek świata, ale tego jeszcze nie doświadczyłem. Nie jestem wymagający i zazwyczaj wystarcza mi hotel z *** gwiazdkami. Ten hotel jednak nie spełniał żadnego z tych wymagań*! Po przyjeździe do tak zwanego „hotelu” byłem nieprzyjemnie zaskoczony, że personel po pierwsze jeszcze spał, a przede wszystkim ewidentnie nic nie wiedział o moim przyjeździe. Po dłuższym poszukiwaniu na tak zwanej recepcji (recepcja to był jeden stół w atrium hotelu i zeszyt gdzieś w szufladzie), zostałem zakwaterowany. Mimo to zdecydowanie warto odwiedzić tę wyspę. Egzotyka na każdym kroku i nieodłącznie piękna flora i fauna.
Zakwaterowanie
Po przybyciu do pokoju!!! miałem wrażenie, że wszedłem do swojego domku letniskowego, który mam bezpośrednio nad brzegiem Łaby, wilgoć czuć było w każdym kącie. Rozumiem, że byłem w rejonie, który został dotknięty, chyba najbardziej na całej Sri Lance, przez niszczycielską falę tsunami, ale u mnie po powodzi nie było lepiej. Z mojego domku wystawał tylko komin, ale mimo to jest dziś bez problemu zdatny do zamieszkania i suchy (a to w naszych szerokościach geograficznych nie jest tak ciepło jak tam!). Kiedy chciałem się ogolić, musiałem użyć swojej "czołówki" (zawsze ją ze sobą zabieram na wszelki wypadek) i powiesić ją na kablach nad lustrem, gdzie ewidentnie miało być światło, ale gdzie nic nie było! Obiecywana suszarka do włosów i inne standardowe rzeczy, jak choćby mała lodówka do chłodzenia napojów w tych temperaturach, były utopią. Chociaż wymagałem pokoju przynajmniej na piętrze, rozumiałem, że taki mogę mieć tylko za dopłatą! (a i tak żądany pokój nie miał nawet widoku na ocean?!) Ostatecznie zakwaterowano mnie na parterze, bez możliwości wieczornego siedzenia przed pokojem, ponieważ był tam chodnik do innych pokoi, nie wspominając o tym, że tuż przed tym chodnikiem było parking dla pojazdów, stale pełny, a na dodatek kierowcy często cofaniem podjeżdżali pod pokój, więc nawet "przyjemne" powietrze było tylko w pokoju! Kulminacją było to, że po całym pobycie nikt nie zmienił pościeli, o wyniesienie kosza musieliśmy zadbać sami, wystawiając go przed pokój, a gdy skończył się papier toaletowy, musieliśmy prosić na tzw. recepcji o nowy!!! O tym, że w nocy prawie spowodowałem katastrofę ekologiczną, prawie zadeptując jakiegoś ciekawego robaka pod umywalką po skorzystaniu z toalety, już nawet nie chcę mówić.
Wyżywienie
To też było interesujące. W propozycjach wycieczki była informacja, że posiłki będą podawane w formie bufetu!!! Ku naszemu zaskoczeniu codziennie otrzymywaliśmy menu z ciągle powtarzającą się ofertą. Bufetu doczekaliśmy się dopiero wtedy, gdy w hotelu, w ładnej jadalni, do której turyści nie byli wpuszczani przez cały pobyt!!!, odbywało się lokalne wesele. Po nim pozostały starannie przygotowane bufety, włącznie z niewykorzystanym jedzeniem, z czego personel sprytnie skorzystał, serwując nam kolację. Po tym wydarzeniu wszystko wróciło do poprzedniej oferty.
Obsługa w hotelu
O usługach nie chcę już dalej pisać, poza tym, co zostało wyżej wymienione, nie byłoby o czym pisać!!! Dodam tylko, że podczas poszukiwania informacji o naszym transferze na lotnisko przy wyjeździe musiałem się mozolnie dogadywać z personelem, kiedy właściwie i o której godzinie ktoś po nas przyjedzie! Nie istniała żadna tablica z informacjami.
Plaża
Plaża odpowiadała lokalnej mentalności i poziomowi hotelu. Codziennie rano na terenie przy hotelu grabiły piasek zanieczyszczeń, ale tuż obok ogrodzenia podwórza hotelowego znajdował się całkiem spory wysypisko śmieci. To, że na plaży często spotyka się krowy i niezliczoną ilość bezpańskich psów, jest nieodłącznym elementem miejscowej codzienności.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate