W sobotę przyjechaliśmy do hotelu. W niedzielę wieczorem właściciel przez przewodnika przekazał, że musimy się przeprowadzić do innego pokoju, ponieważ ten został komuś innemu przydzielony. Byliśmy tym strasznie zaskoczeni. Podróżujemy od 10 lat, ale nigdy nam się to nie zdarzyło. Właśnie wtedy prałam dużo ubrań i chcieliśmy już spać. Powiedział, żebyśmy spakowali się do walizek, które mogą zostać na recepcji, a wieczorem, gdy wrócimy, dostaniemy jakiś pokój. Cóż, stanowczo się na to nie zgodziliśmy. Poprosiliśmy, żeby nas zostawili w spokoju, bo przyjechaliśmy na wakacje, żeby odpocząć, chcemy tu spokoju, a nie przeprowadzek. Przewodnik biegał w górę i w dół około 4-5 razy między właścicielem na parterze a naszym pokojem na piętrze. Zawsze wymyślali coś nowego, kiedy i gdzie mamy się przeprowadzić. Mówiliśmy, że nigdzie nie pójdziemy. Zapytałam, czy popełniliśmy jakiś błąd? Powiedział, że nie, więc poprosiłam, żeby ten, kto popełnił błąd, go naprawił. Chcemy spać. To trwało około pół godziny. Były różne wersje, że możemy spakować się u przewodnika lub przeprowadzić się do pokoju naprzeciwko itd. Sprawy zaszły tak daleko, że przewodnik poprosił, żebyśmy zeszli na dół i porozmawiali z właścicielem. Zrobiliśmy to. On tłumaczył. Powiedział, że już na Boże Narodzenie obiecał ten pokój komuś innemu i musimy się przeprowadzić. Powiedzieliśmy mu, że nigdzie nie pójdziemy, przyjechaliśmy odpocząć, niech nas zostawią w spokoju. W końcu pozwolono nam zostać do 20-tego. Mój mąż miał operację serca. Myśleliśmy, że odpoczynek pomoże mu w powrocie do zdrowia. Już się o niego bałam, że coś mu się stanie. Wtedy u mnie podskoczyło ciśnienie, a głowa... Myśleliśmy, że koszmar się skończył, gdy 19-tego wieczorem wszystko zaczęło się od nowa. Najlepsze było to, że z powodu złej pogody wycieczkę jeepem przełożono na 20-ty. Sytuacja była podobna: spakuj walizki, a jutro wieczorem, gdy wrócimy zmęczeni, dostaniemy jakiś pokój. Znowu powiedzieliśmy, żeby nas zostawili w spokoju, nie idziemy nigdzie. Właśnie mieliśmy iść spać, gdy zaczęli znowu. Była też wersja, żebyśmy zeszli i wypili piwo z właścicielem. Powiedziałam, że nie pijemy alkoholu i nie będziemy negocjować, chcemy spać.