PlażaPlaża jest zadowalająca, ale nie oczekuj białego piasku jak na Karaibach (taki znaleźliśmy na Cayo Levantado = „wyspa Bacardi”), to jest ocean :-) ogromną zaletą jest gęsty zarośnięty krzewami stok, który daje cień nawet podczas największych upałów. Ze względu na bliskie rafy koralowe w morzu i na brzegu plaży stale są wodorosty, ale nie w takich ilościach, by ktoś się ich brzydził. Dodatkowo naprawdę mocno wieje (wytrzymujemy dużo, po przeczytaniu recenzji cieszyliśmy się, że się ochłodzimy, ale tu naprawdę wiało!). Pierwsze dni było z wiatru aż zimno, ale mieliśmy gorszą pogodę. Później było to naprawdę orzeźwienie (większe). Jak powiedzieli nam miejscowi, to trwa tylko do zmiany pasatów, czyli mniej więcej od połowy marca wieje ciepły wiatr. Doceniliśmy również możliwość spacerów po plaży, która jest naprawdę długa. Polecam jednak kierunek Costa Dorado (w prawo), gdzie są kolejne hotele i więc czystsza plaża. W kierunku Puerto Plata są dwie rzeki i plaża, gdzie przebywają miejscowi, a jak wiadomo, nie są oni zbyt czystotni.
WyżywienieNie mogę ocenić usług restauracji obsługujących, ponieważ z nich nie korzystaliśmy, nie było takiej potrzeby. Zaleta to bar przekąskowy przy plaży, gdzie można od razu po wyjściu z morza przejść do talerza, choć wybór jest tam mniejszy :-)
Główna restauracja oferowała każdego dnia tygodnia inną kuchnię (włoska, francuska, dominikańska/meksykańska, BBQ, hiszpańska, orientalna, „gala buffet”). Zazwyczaj oznaczało to różne przygotowania kurczaka, wołowiny, ryb, ewentualnie wieprzowiny (w tym różne roladki, zawijasy itp.), a z dodatków nie brakowało ryżu, frytek i ziemniaków (lub jukki, co wychodzi na to samo), za każdym razem podanych inaczej oraz jakiejś dodatkowej opcji. Każdego dnia także jakiś rodzaj makaronu i przyzwoity wybór warzyw oraz sałatek warzywnych. Owoce też były obecne (zwykle 4 rodzaje do wyboru – melony, ananas, mango, papaja, marakuja, pomarańcze, coś nieznanego :-) – przypuszczam, że dużo zależy od sezonu) oraz dla łasuchów lody (na obiad i kolację) i mnóstwo deserów. Pieczywo do wszystkich posiłków oczywiście w standardzie.
Śniadania są bardzo angloamerykańskie – boczek, jajka, parówki, słodkie pieczywo, warzywa na ciepło i na zimno, sałatki owocowe, robią naleśniki i omlety.
Jedzenie oczywiście się powtarza, ale zawsze jest z czego wybierać. W domu też większość z nas nie wymyśla codziennie nowych potraw!
ZakwaterowanieNie jesteśmy wymagający, jeśli chodzi o hotel - dla nas przede wszystkim liczy się nocleg i wyżywienie :-)
Jest to niewielki kompleks w stylu karaibskim (niskie budynki mieszkalne; dachy pomieszczeń wspólnych z liści palmowych), doceniliśmy otwartą, czyli przewiewną jadalnię, do barów jest wszędzie blisko. Basen to ładna wyspa podzielona na dwie części, jedna spokojna, przy drugiej odbywa się dzienny program animacyjny.
Sprzątanie działało, w pokojach było codziennie czysto. Czasami jednak, jak już opisano, zdarzyło się, że rano zabrano ręczniki i nowe podano dopiero późnym popołudniem. My mieliśmy szczęście i za każdym razem przynajmniej jeden mały ręcznik zostawał w pokoju (nieużywany) :-)
Muszę jednak przyznać, że hotel jest lekko zużyty. Ale naprawdę tylko lekko, widać to głównie w łazience. Nic, co mogłoby zniechęcić. Nam brakowało suszarki do włosów w łazience, ale to był pojedynczy przypadek.
Co nas trochę rozczarowało - wybieraliśmy hotel, który obiecywał bliskość centrum i możliwości zakupów, co nie do końca się sprawdziło. Zniechęcano nas do pieszej drogi do centrum z powodu możliwego okradzenia (nie ma jednak problemu, by o każdej porze użyć taksówki lub lokalnych otwartych pojazdów - zabierają pasażerów na całej trasie, a ceny są rozsądne, wystarczy tylko powiedzieć miejsce, nie trzeba znać języków obcych).
UsługiDużą zaletą jest siłownia, która znajduje się poza główną przestrzenią, więc nikt nie "przygląda się" wam z leżaka przy basenie. Do dyspozycji jest wellness, różne rodzaje sportów, program animacyjny. Ludzie są wszędzie uprzejmi i mili - w przeciwieństwie do recenzji, które czytaliśmy i w porównaniu z innymi krajami są mili nawet bez napiwków (które oczywiście chętnie przyjmują)! Barmani są super i kreatywni (uwaga, rumu nie żałują). Jak już pisałam - sprzątanie działa, personel jest pomocny. Jeśli zaplanują to z wyprzedzeniem, zameldowanie odbyło się nawet przed zapowiedzianą 15:00, więc super. Leżaków na plaży i przy basenie jest dużo. Na terenie obiektu jest kilka sklepików, ale w większości trzeba dużo negocjować, aby uzyskać realną cenę. (Na zakup rumu polecamy wizytę bezpośrednio w firmie Brugal, która jest około 10 minut spacerem od hotelu, a ceny są tam nieporównywalnie niższe niż w hotelu czy na lotnisku, czasem nawet o połowę niższe przy lepszych butelkach. Na zakup czekolady i "mamajuany" korzystaliśmy z wycieczek, gdzie ceny są zupełnie inne, ponieważ nie jesteście bezpośrednio w hotelu i nie mają tam wielu okazji do zarobku).
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate