PlażaKamyki, kamyki, czysta plaża i piękne morze. Plaże ciągną się wzdłuż całego wybrzeża, więc pod wodą niewiele jest do obserwacji, nie ma autentycznego życia podwodnego, ale dla dzieci wystarczy obserwacja kilku gatunków ryb. Morze było chłodniejsze dzięki pobliskiej rzece Cetinie, która wpada do morza w Omišu i jest górzysta i naprawdę wartka. A jeśli w nocy wiało, to rano morze z pewnością było bardzo zimne. Mieliśmy szczęście przez kilka dni z cieplejszą wodą. Jednak było 40 stopni, więc zimne morze przyjemnie nas ochłodziło. Muszę przyznać, że morze i plaża (choć bardzo zatłoczone) były najlepszą częścią naszych wakacji.
WyżywienieMieliśmy własny catering, sami gotowaliśmy i byliśmy w restauracji tylko kilka razy, zarówno w Omišu i okolicach, jak i w całej Chorwacji, jest tam bardzo drogo. Podczas sporadycznych wizyt w restauracjach nic nas nie zachwyciło, ośmiornica była dość kwaśna, zanurzona w naczyniu żaroodpornym z ziemniakami, pomidorami i papryką, pełna wody z duszonych warzyw, bez smaku, niesolona... Ale oczywiście za 30 euro... Ale jak mówię, nie będę oceniać gastronomii w Omišu, woleliśmy dać jej kilka szans i ugotować ją sami.
ZakwaterowanieDla nas jedyna klimatyzacja w dwupokojowym apartamencie była ogromnym problemem, stratą pieniędzy, musiała być cały czas włączona, sypialnia była również przejściem do wyjścia z pokoju i do toalety, więc moglibyśmy łatwo zaoszczędzić i mieć po prostu studio. Ale po prostu o tym nie wiedzieliśmy, podczas innych wakacji zawsze mieliśmy klimatyzację w każdym pokoju i to ma sens, gdy płaci się dużo więcej za dodatkową sypialnię. W ten sposób nikt nie mógł położyć się wcześnie spać (na przykład dziecko), a rodzice mieli prywatność... nie było niebezpieczeństwa... Dodatkowo kuchnia musiała zamarzać, żeby chociaż trochę chłodu mogło dotrzeć do sypialni. Klimatyzacja była również ustawiona tak, że jak tylko okno lub drzwi na balkon były otwarte, natychmiast się wyłączała. Następnie trzeba ją było ręcznie włączyć. No więc za każdym razem, gdy wychodziliśmy na balkon z praniem lub gdy stopniowo wychodziliśmy na balkon, klimatyzacja była wyłączana za każdym razem... Rozumiem pierwotny cel ustawienia klimatyzacji w ten sposób, aby zaoszczędzić pieniądze, tak aby klimatyzacja nie włączała się, gdy drzwi były otwarte. Ale to miałoby sens tylko przy długotrwale otwartych drzwiach/oknach, a nie wtedy, gdy po prostu się przez nie przechodzi. Wyłączanie następowało z kilkusekundowym opóźnieniem. A ponieważ drzwi balkonowe nie miały klamki od zewnątrz, aby je zamknąć, nasze wysiłki poszły na marne, kosztowały nas kilka złamanych gwoździ, a nawet wtedy nie mogliśmy zamknąć drzwi od strony balkonu.
UsługiNie było żadnych usług, tylko przekazanie mieszkania, po czym już nie widzieliśmy właściciela. Zgodnie z instrukcjami agencji, mieli działać jako delegaci i być obecni na miejscu, jednak na parterze mieszkała tylko starsza matka właściciela, a on i jego żona przychodzili tylko po to, by szybko posprzątać po zmianie dyżuru i w tym czasie starali się nie przeszkadzać nam, dużym facetom. Pani była bardzo nieprzyjemna, bez uśmiechu, surowa i lekceważąca. Nic nie działa, nic nie zadziała. Żeby dać ci wyobrażenie, poprosiliśmy o możliwość ustawienia dwóch materacy na podwójnym łóżku, zamiast jednego dużego połączonego. Krótko mówiąc, mamy problem ze snem i kiedy to możliwe, rozdzielamy łóżka, a przynajmniej materace, żeby nie przeszkadzać sobie nawzajem bardziej niż to konieczne. No cóż, ogromny problem, nie da się, on nie rozumie, nie ma takiego… Ale najbardziej poruszyło mnie zachowanie właściciela podczas pożaru. Całkowicie nas porzucili. Musieliśmy zgłosić numer telefonu przed wyjazdem, pod którym bylibyśmy dostępni przez cały czas. Nie rozumiem, dlaczego, skoro nigdy go nie używali, nawet gdy wszystko płonęło, była noc, a my byliśmy przestraszeni i kompletnie nie wiedzieliśmy, co robić. I jakież było zaskoczenie, nawet następnego dnia, po spędzeniu nocy w ośrodku ewakuacyjnym, nikt nie zadzwonił, żeby zapytać, czy wszystko w porządku, i udzielić informacji o willi i oczywiście o naszych samochodach, które musieliśmy tam zostawić. Musiałem dowiedzieć się wszystkiego sam za pośrednictwem biura podróży. A po powrocie do willi po południu, po tej szalonej nocy, myślisz, że kierownik tam był? Nie ma mowy. Po prostu nigdy więcej go nie widzieliśmy, dopiero w dniu przyjazdu. Świetna robota ze strony delegata, naprawdę. Cokolwiek potrzebowałem, musiałem załatwiać za pośrednictwem biura podróży, Chorwaci/właściciele/delegaci w tym miejscu byli dla mnie bezużyteczni. Nie potrzebowaliśmy niczego specjalnego oprócz oddzielnych materacy, tylko pytania (gdzie możemy wysuszyć koce, gdzie możemy zaparkować w dniu wyjazdu, czy udostępnią nam inną toaletę, kiedy się skończy, itp.)
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate