Naprawdę dobrze się bawiliśmy, z wyjątkiem fatalnego zakwaterowania.
PlażaPlaża była zatłoczona, ale rano było w porządku. Po południu zaś kierunek na lepsze części wybrzeża Krku!
WyżywienieNie było wyżywienia.
ZakwaterowanieMoim zdaniem na dłuższą metę takie ogłoszenia pełne eufemizmów, jak „bardzo proste wyposażenie” i podobne, odbiją się czkawką. IKEA oferuje bardzo proste meble, natomiast apartament Flora to raczej dość zniszczone koszmary.
Te domki to prawdopodobnie pozostałości jakiegoś obozu pionierskiego z lat 70., nie bez powodu z kilkudziesięciu dwupiętrowych cudów udało się wynająć tylko cztery, kiedy tam byliśmy. Właściwie nie było to dla nas zaskoczeniem, więc nie zamierzamy nikogo pozywać, ale rzeczywistość wnętrz była szokująca: brud, brud, odchody pająków wszędzie, smród, podniszczone meble, oderwane, strasznie zniszczone rolety, połamana półka w oknie, drzwi szafek częściowo zaklejone taśmą (nie odważyliśmy się tam zajrzeć), brakujące wyposażenie, lampy można włączyć tylko po dłuższym czasie itd.
Pierwszego dnia zgłosiliśmy, że w sześciosobowym „apartamencie” jest zastawa tylko dla pięciu osób, szklanki dla czterech itd. Oczywiście nic się nie zmieniło. Zaletą miejsca jest bliskość plaży i położenie w „lesie”, dzięki czemu było przyjemnie chłodno.
No właśnie, dlatego wybraliśmy Florę, mimo socrealistycznych trudności. Nie byłoby problemu, gdyby ten ruin kosztował powiedzmy 70 tysięcy, ale niestety kosztuje 152 tysiące, co jest trochę nieproporcjonalne.
Zrobiłem kilka zdjęć wnętrza pałacu, ale raczej ich nie wrzucę, bo zniechęcę ludzi.
Ojej, prawie zapomniałem: kto jedzie, koniecznie niech zabierze środek na mrówki, jeśli chce mieć spokój! No i papier toaletowy, bo dają go mało. A jeśli zabierze też miotłę, to uniknie skaleczenia ręki od połamanej rączki od miotły.
UsługiNie było żadnej usługi. A, jednak była: aerobik wodny. Było naprawdę dobrze.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate