Primošten, zwłaszcza stare miasto, jest przepiękne, jest tu wiele plaż o różnej wielkości kamyków, więc można wybierać. Są tu też plaże, gdzie można bez problemu kąpać się bez butów. Jeżowców jest tu naprawdę niewiele. Woda była czysta z widokiem na otwarte morze. Usługi w lokalnej agencji NIK, do której skierowała nas nasza biuro podróży, były poniżej średniej, z wyjątkiem jednego pana, dwie panie były niechętne, a ich zainteresowanie porozumieniem się z nami było minimalne.
PlażaNaprawdę ładne plaże znajdują się dopiero za starym miastem (przy hotelu Zora), więc trzeba tam dojść około 0,5 km, najbliższa plaża jest około 300 m od hotelu (podaje się 150 m), ale to jest w porcie i pływać tam wokół łodzi?
WyżywieniePełne wyżywienie było w bistrze Subito, które znajduje się dopiero na starym mieście, jednak nikt z biura podróży nie powiedział nam nazwy restauracji ani jej lokalizacji. Na szczęście dowiedzieliśmy się tego sami na miejscu, w Subito powiedzieli nam potem, że powinniśmy mieć też menu z biura podróży, którego oczywiście nie dostaliśmy (inne biura podróży je miały). Śniadania były małe (np. 2 tosty na śniadanie to naprawdę dziecięca porcja), ale kolacje były dobre (zupa, danie główne, sałatka). Trochę ciekawe było to, że jeśli zamówiłeś to samo danie innego dnia, to nigdy nie było dokładnie takie samo :) (różniła się także wielkość porcji), a kiedy płaciliśmy za te same napoje dzień po dniu, raz chcieli od nas 40, a drugi raz 45 kun :). Zabawna restauracja. Poza tym w restauracji można bez większych problemów porozumieć się także po czesku, obsługa była miła.
ZakwaterowanieWyposażenie pokoju i wnętrze hotelu było całkowicie wystarczające, z aneksu kuchennego był nawet częściowy widok na morze. Na tym się kończy. Niestety hotel znajduje się bezpośrednio przy głównej magistrali do Splitu, więc całą noc jest tam ruch, całą noc trąbią klaksony. Dodatkowo tuż przy hotelu jest stacja benzynowa, której wyjazd prowadzi tuż obok wejścia do hotelu, a zapach benzyny jest wszechobecny, jeśli otworzysz okno, masz go nawet w sypialni. Zieleń, o której wspomina biuro podróży, nie występuje w okolicy. Nie wrócimy tu już i miejsce można polecić naprawdę tylko miłośnikom motocykli. Najlepsze było to, że szukaliśmy willi Zuban, nawet pytaliśmy miejscowych, ale nikt jej nie znał, w końcu dowiedzieliśmy się, że willa nazywa się Antonio, co jest też na szyldzie, co jest godne uwagi.
UsługiDwukrotnie spotkaliśmy sprzątaczkę na korytarzu hotelu, poza tym nikt z nami nie rozmawiał ani nic nam nie oferował (przynajmniej nikt nas nie niepokoił). Przez cały pobyt nikt nam nawet nie powiedział, do której godziny mamy opuścić pokój ostatniego dnia, więc wyszliśmy, kiedy chcieliśmy :).
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate