Sporthotel Dachstein West Ocena: 3/5
od 1 460 zł za osobę
Przejdź do... | Przejdź do głównego menu
od 1 460 zł za osobę
od 1 468 zł za osobę
od 1 129 zł za osobę
od 1 664 zł za osobę
Wykres przedstawia prognozowane ceny wycieczek w nadchodzących miesiącach
Minimalna cena za osobę z możliwymi różnicami w czasie trwania podróży
Prezentowane w informacji opisy, opinie oraz zdjęcia przedstawiają subiektywne odczucia ich autora i nie stanowią części oficjalnego opisu obiektu organizatora turystyki (przedsiębiorcy turystycznego). Pokoje oraz udogodnienia mogą się różnić od zawartych w informacji, za co Travelplanet.pl S.A. nie ponosi odpowiedzialności. Oficjalny opis dostarczony przez organizatora turystyki znajdziesz na stronie poświęconej wybranej przez Ciebie imprezie turystycznej, po wskazaniu interesującego Cię terminu wyjazdu.
Nie oceniony (Na podstawie 3 opinii)
Zablokowane opinie: 1
Alena Dvořáková
Zweryfikowana opinia Data pobytu: Marzec 2014 Opinia utworzona 3 lub więcej lat temu Dodana Marzec 2014
Pierwsze wrażenie z gasthofu Heller było dobre, budynek znajduje się w spokojnej części miasta, przed nim jest parking dla samochodów, a z zewnątrz wygląda czysto i wygodnie. Przyjechaliśmy po godzinie 17.
Po wejściu do budynku wszystko się zaczęło. Weszliśmy do nowo urządzonego holu według precyzyjnego austriackiego gustu. Przywitała nas pani zaraz po odłożeniu papierosa. W budynku było bardzo zimno, pokoje były również gustownie urządzone nowymi meblami, ale strasznie zimno, ogrzewanie nigdzie nie grzało. Zauważyłam, że nasz pokój w ogóle nie był posprzątany, na podłodze walały się kłębki kurzu, a na szafkach była niezdefiniowana brud, piasek czy coś takiego.
Właścicielka bardzo się zdziwiła, ale wymieniła pokój. Na korytarzach był ładny dywan, ale znowu nieodkurzony, przy drzwiach jednego z pokoi rozsypany był znowu jakiś piasek, a z tui opadały suche gałązki, kulminacją było, gdy przyszedł pies pani i załatwił się na dywan na korytarzu. Podobno to niemowlę i poszła dalej.
Zwróciliśmy jej też uwagę, że w budynku jest bardzo zimno, ale odpowiedziała, że nie wie dlaczego i to było wszystko. Kolejną jedyną osobą zakwaterowaną w tym obiekcie była Austriaczka, której też ewidentnie było zimno, bo tuliła się do swetra i powtarzała brrr.
Kelner ciągle chodził od jednego grzejnika do drugiego i tylko kręcił głową.
Na nasze pytanie do właścicielki, ile jest tu zakwaterowanych gości, powiedziała 26, ale w rzeczywistości było nas tylko siedem.
Kolacja miała być o 19, spóźnili się pół godziny. O powitalny drink poprosiliśmy po zupie, bo inaczej byśmy go nie dostali. Do zupy mąż poprosił o chleb. Przynieśli go prawie po zupie i po spróbowaniu musieliśmy go wypluć, bo pachniał jakimś płynem do mycia naczyń i smakował pleśnią.
Potem przyszła kolacja. Było nas sześciu. Syn po pierwszym kęsie się zatrzymał i mówi, czy mogę powąchać mięso, które dostaliśmy – śmierdziało i było zepsute. Druga porcja synowej była zepsuta, kolejne dało się zjeść.
Po zgłoszeniu kelnerowi, że mięso nie jest dobre i chyba nieświeże, została wezwana prawdopodobnie właścicielka, która powiedziała nam, że mięso jest w porządku i obrażona odeszła słowami „żadnej dyskusji”.
Wnuk się z tego pochorował.
Noc spędziliśmy ubrani w funkcjonalną bieliznę narciarską.
Pierwsze wrażenie z gasthofu Heller było dobre, budynek znajduje się w spokojnej części miasta, przed nim jest parking dla samochodów, a z zewnątrz wygląda czysto i wygodnie. Przyjechaliśmy po godzinie 17.
Po wejściu do budynku wszystko się zaczęło. Weszliśmy do nowo urządzonego holu według precyzyjnego austriackiego gustu. Przywitała nas pani zaraz po odłożeniu papierosa. W budynku było bardzo zimno, pokoje były również gustownie urządzone nowymi meblami, ale strasznie zimno, ogrzewanie nigdzie nie grzało. Zauważyłam, że nasz pokój w ogóle nie był posprzątany, na podłodze walały się kłębki kurzu, a na szafkach była niezdefiniowana brud, piasek czy coś takiego.
Właścicielka bardzo się zdziwiła, ale wymieniła pokój. Na korytarzach był ładny dywan, ale znowu nieodkurzony, przy drzwiach jednego z pokoi rozsypany był znowu jakiś piasek, a z tui opadały suche gałązki, kulminacją było, gdy przyszedł pies pani i załatwił się na dywan na korytarzu. Podobno to niemowlę i poszła dalej.
Zwróciliśmy jej też uwagę, że w budynku jest bardzo zimno, ale odpowiedziała, że nie wie dlaczego i to było wszystko. Kolejną jedyną osobą zakwaterowaną w tym obiekcie była Austriaczka, której też ewidentnie było zimno, bo tuliła się do swetra i powtarzała brrr.
Kelner ciągle chodził od jednego grzejnika do drugiego i tylko kręcił głową.
Na nasze pytanie do właścicielki, ile jest tu zakwaterowanych gości, powiedziała 26, ale w rzeczywistości było nas tylko siedem.
Kolacja miała być o 19, spóźnili się pół godziny. O powitalny drink poprosiliśmy po zupie, bo inaczej byśmy go nie dostali. Do zupy mąż poprosił o chleb. Przynieśli go prawie po zupie i po spróbowaniu musieliśmy go wypluć, bo pachniał jakimś płynem do mycia naczyń i smakował pleśnią.
Potem przyszła kolacja. Było nas sześciu. Syn po pierwszym kęsie się zatrzymał i mówi, czy mogę powąchać mięso, które dostaliśmy – śmierdziało i było zepsute. Druga porcja synowej była zepsuta, kolejne dało się zjeść.
Po zgłoszeniu kelnerowi, że mięso nie jest dobre i chyba nieświeże, została wezwana prawdopodobnie właścicielka, która powiedziała nam, że mięso jest w porządku i obrażona odeszła słowami „żadnej dyskusji”.
Wnuk się z tego pochorował.
Noc spędziliśmy ubrani w funkcjonalną bieliznę narciarską.
Gasthof Heller - katastrofalny, nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy czegoś gorszego.
ZakwaterowanieRano było trochę cieplej, ale bez rewelacji.
Śniadanie było naprawdę „bogate”..........świeża bułka i twardy chleb z odwróconymi rogami mógłby pobierać emeryturę.
Po rozmowie telefonicznej właścicielki z przedstawicielem biura podróży nasz pobyt się zakończył, według jej oświadczenia wszystko było całkowicie w porządku, a pozostali goście są zadowoleni/ ten jeden gość/.
Niestety zimy i śmierdzącego jedzenia nie da się sfotografować, więc nie mogliśmy tego w żaden sposób udokumentować... pech.
Na szczęście biuro podróży znalazło nam doskonałe zakwaterowanie u rodziny Kendlbacherów w Abtenau, znacznie dalej i tylko ze śniadaniem. Gorąco polecam. Ciepło, czysto i te śniadania......
Gasthof Heller już nigdy!
Gasthof Heller - katastrofalny.
SportNiestety stoki narciarskie nie były żadnym hitem, winna była pogoda, zbyt ciepło.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate
Czy ta recenzja była pomocna? (10) (0)
Filtruj opinie
Alena Dvořáková
Zweryfikowana opinia Data pobytu: Marzec 2014 Opinia utworzona 3 lub więcej lat temu Dodana Marzec 2014
Pierwsze wrażenie z gasthofu Heller było dobre, budynek znajduje się w spokojnej części miasta, przed nim jest parking dla samochodów, a z zewnątrz wygląda czysto i wygodnie. Przyjechaliśmy po godzinie 17.
Po wejściu do budynku wszystko się zaczęło. Weszliśmy do nowo urządzonego holu według precyzyjnego austriackiego gustu. Przywitała nas pani zaraz po odłożeniu papierosa. W budynku było bardzo zimno, pokoje były również gustownie urządzone nowymi meblami, ale strasznie zimno, ogrzewanie nigdzie nie grzało. Zauważyłam, że nasz pokój w ogóle nie był posprzątany, na podłodze walały się kłębki kurzu, a na szafkach była niezdefiniowana brud, piasek czy coś takiego.
Właścicielka bardzo się zdziwiła, ale wymieniła pokój. Na korytarzach był ładny dywan, ale znowu nieodkurzony, przy drzwiach jednego z pokoi rozsypany był znowu jakiś piasek, a z tui opadały suche gałązki, kulminacją było, gdy przyszedł pies pani i załatwił się na dywan na korytarzu. Podobno to niemowlę i poszła dalej.
Zwróciliśmy jej też uwagę, że w budynku jest bardzo zimno, ale odpowiedziała, że nie wie dlaczego i to było wszystko. Kolejną jedyną osobą zakwaterowaną w tym obiekcie była Austriaczka, której też ewidentnie było zimno, bo tuliła się do swetra i powtarzała brrr.
Kelner ciągle chodził od jednego grzejnika do drugiego i tylko kręcił głową.
Na nasze pytanie do właścicielki, ile jest tu zakwaterowanych gości, powiedziała 26, ale w rzeczywistości było nas tylko siedem.
Kolacja miała być o 19, spóźnili się pół godziny. O powitalny drink poprosiliśmy po zupie, bo inaczej byśmy go nie dostali. Do zupy mąż poprosił o chleb. Przynieśli go prawie po zupie i po spróbowaniu musieliśmy go wypluć, bo pachniał jakimś płynem do mycia naczyń i smakował pleśnią.
Potem przyszła kolacja. Było nas sześciu. Syn po pierwszym kęsie się zatrzymał i mówi, czy mogę powąchać mięso, które dostaliśmy – śmierdziało i było zepsute. Druga porcja synowej była zepsuta, kolejne dało się zjeść.
Po zgłoszeniu kelnerowi, że mięso nie jest dobre i chyba nieświeże, została wezwana prawdopodobnie właścicielka, która powiedziała nam, że mięso jest w porządku i obrażona odeszła słowami „żadnej dyskusji”.
Wnuk się z tego pochorował.
Noc spędziliśmy ubrani w funkcjonalną bieliznę narciarską.
Pierwsze wrażenie z gasthofu Heller było dobre, budynek znajduje się w spokojnej części miasta, przed nim jest parking dla samochodów, a z zewnątrz wygląda czysto i wygodnie. Przyjechaliśmy po godzinie 17.
Po wejściu do budynku wszystko się zaczęło. Weszliśmy do nowo urządzonego holu według precyzyjnego austriackiego gustu. Przywitała nas pani zaraz po odłożeniu papierosa. W budynku było bardzo zimno, pokoje były również gustownie urządzone nowymi meblami, ale strasznie zimno, ogrzewanie nigdzie nie grzało. Zauważyłam, że nasz pokój w ogóle nie był posprzątany, na podłodze walały się kłębki kurzu, a na szafkach była niezdefiniowana brud, piasek czy coś takiego.
Właścicielka bardzo się zdziwiła, ale wymieniła pokój. Na korytarzach był ładny dywan, ale znowu nieodkurzony, przy drzwiach jednego z pokoi rozsypany był znowu jakiś piasek, a z tui opadały suche gałązki, kulminacją było, gdy przyszedł pies pani i załatwił się na dywan na korytarzu. Podobno to niemowlę i poszła dalej.
Zwróciliśmy jej też uwagę, że w budynku jest bardzo zimno, ale odpowiedziała, że nie wie dlaczego i to było wszystko. Kolejną jedyną osobą zakwaterowaną w tym obiekcie była Austriaczka, której też ewidentnie było zimno, bo tuliła się do swetra i powtarzała brrr.
Kelner ciągle chodził od jednego grzejnika do drugiego i tylko kręcił głową.
Na nasze pytanie do właścicielki, ile jest tu zakwaterowanych gości, powiedziała 26, ale w rzeczywistości było nas tylko siedem.
Kolacja miała być o 19, spóźnili się pół godziny. O powitalny drink poprosiliśmy po zupie, bo inaczej byśmy go nie dostali. Do zupy mąż poprosił o chleb. Przynieśli go prawie po zupie i po spróbowaniu musieliśmy go wypluć, bo pachniał jakimś płynem do mycia naczyń i smakował pleśnią.
Potem przyszła kolacja. Było nas sześciu. Syn po pierwszym kęsie się zatrzymał i mówi, czy mogę powąchać mięso, które dostaliśmy – śmierdziało i było zepsute. Druga porcja synowej była zepsuta, kolejne dało się zjeść.
Po zgłoszeniu kelnerowi, że mięso nie jest dobre i chyba nieświeże, została wezwana prawdopodobnie właścicielka, która powiedziała nam, że mięso jest w porządku i obrażona odeszła słowami „żadnej dyskusji”.
Wnuk się z tego pochorował.
Noc spędziliśmy ubrani w funkcjonalną bieliznę narciarską.
Gasthof Heller - katastrofalny, nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy czegoś gorszego.
ZakwaterowanieRano było trochę cieplej, ale bez rewelacji.
Śniadanie było naprawdę „bogate”..........świeża bułka i twardy chleb z odwróconymi rogami mógłby pobierać emeryturę.
Po rozmowie telefonicznej właścicielki z przedstawicielem biura podróży nasz pobyt się zakończył, według jej oświadczenia wszystko było całkowicie w porządku, a pozostali goście są zadowoleni/ ten jeden gość/.
Niestety zimy i śmierdzącego jedzenia nie da się sfotografować, więc nie mogliśmy tego w żaden sposób udokumentować... pech.
Na szczęście biuro podróży znalazło nam doskonałe zakwaterowanie u rodziny Kendlbacherów w Abtenau, znacznie dalej i tylko ze śniadaniem. Gorąco polecam. Ciepło, czysto i te śniadania......
Gasthof Heller już nigdy!
Gasthof Heller - katastrofalny.
SportNiestety stoki narciarskie nie były żadnym hitem, winna była pogoda, zbyt ciepło.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate
Czy ta recenzja była pomocna? (10) (0)