Dzięki świetnej lokalizacji i tanim wynajmem samochodu wraz z benzyną (50 euro za samochód na 3 dni + benzyna), mogliśmy objechać wyspę wzdłuż i wszerz i nie spędzaliśmy czasu w kompleksie hotelowym, który za cenę, którą zapłaciliśmy, był poniżej średniej. Doceniliśmy również, że ostatecznie wybraliśmy tylko śniadanie, które było codziennie takie samo i raczej skierowane do angielskich gości. Dzięki temu mogliśmy wracać z wycieczek po wyspie dopiero późnym wieczorem i spróbować prawdziwej hiszpańskiej lub innej kuchni w jednej z lokalnych restauracji.
Polecam wyspę wszystkim, klasyczni turyści, którzy są przyzwyczajeni tylko do leżenia na plaży, znajdą coś dla siebie, ale pozbawiliby się piękna wyspy, gdzie naprawdę jest co zobaczyć. Ale nie oczekujcie klasycznej wyspy, jest lekko górzysta z powodu zastygłej lawy i nietypowo ubarwiona... raj dla rowerzystów między innymi....
Świetną wycieczką była wyspa La Graciosa na północy Lanzarote, wycieczka do pirackiej twierdzy w Teguise (każdej niedzieli odbywają się tam targi), do parku narodowego Timanfaya, do wioski El Golfo, do zoo i parku wodnego Rancho Texas, ...........
PlażaOcean Atlantycki miał około 22 - 24 stopni, co nie przeszkadzało ani małym dzieciom, ani starszym osobom. Kiedy było bardziej wietrznie, wszyscy cieszyli się większymi morskimi falami. W morzu można było nurkować z rurką i pięknie widzieć rybki pod powierzchnią wody. Wszędzie mnóstwo muszelek. Plaże były półpuste, właściwie na całej wyspie nie było tłoku, wszędzie można było się dostać bez problemów i bez czekania. Plaże były czyste, strzeżone przez ratownika. Mnóstwo możliwości do windsurfingu.
WyżywienieW hotelu mieliśmy tylko śniadanie, głównie do wyboru były elementy angielskiego śniadania (fasola, parówka, jajko na twardo, jajko sadzone, tosty, boczek), potem hiszpańskie churros, szynki, sery, warzywa, owoce, jogurt, płatki śniadaniowe, mini rogaliki, pieczywo. Do picia do wyboru soki, kawa - która jednak nie bardzo odpowiadała podniebieniu, i to samo z gorącą czekoladą, która nie smakowała tak, jak powinna (do której Hiszpanie tak chętnie maczają wspomniane churros). Okoliczne restauracje oferowały wiele rodzajów dań - azjatyckie, indyjskie, angielskie, hiszpańskie - każdy znalazł coś dla siebie, ceny dań rybnych wynosiły około 15 euro, natomiast angielskie fish and chips tylko za 7 euro. W supermarketach niektóre produkty były tańsze lub w podobnej cenie jak u nas. W parku narodowym Timanfaya jest restauracja, gdzie gotuje się na wulkanicznym grillu (zjedliśmy rybę i doskonale przyprawionego kurczaka, menu za 6-7 euro), na powierzchnię wydobywa się aż 3000 stopni... a przewodnicy pokazują, jak park (czy raczej co się dzieje pod parkiem) żyje...
ZakwaterowaniePokój został zbudowany jako apartament, w którym można również gotować, miał 2 pomieszczenia - salon połączony z kuchnią, sypialnię i łazienkę + balkon. Meble były już „zużyte”, kanapa zasługiwała na wyrzucenie, nie dało się na niej siedzieć. Poza tym spełnia wymagania hotelu 3* (telewizor, liczba wieszaków w szafie, zasłony, ...... łazienka również była w bardziej zużytym stanie.
UsługiRecepcjonistki były miłe, przyjazne, chętne do pomocy z każdym problemem - porozumiesz się z nimi po hiszpańsku i angielsku bez problemu. Personel w restauracji również był świetny, gdy po śniadaniu wziąłeś kawę na drogę, nikt nie krzyczał, że nie wolno niczego ze śniadania wynosić poza przestrzeń restauracyjną. Przy basenie nasi bezpieczeństwo pilnowali ratownicy. Wifi było na recepcji bezpłatne. Możliwość tańszego wypożyczenia roweru była w hotelu niż w mieście.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate