Ogólne wrażenie dobre, ale biorąc pod uwagę, że byłam już w tym roku w Chorwacji, to lepiej było w Chorwacji. Kto chce wakacje w mieście pełnym ludzi, zgiełku, hoteli, kawiarni i restauracji, będzie zadowolony w Caorle. Spokoju tu nie znajdzie, ale na to trzeba się nastawić. Mało zieleni, tylko niedaleki kemping był w zieleni, ale w jego pobliżu niesamowita ilość komarów, czego nad morzem nie doświadczyłam, w mieście komarów mniej, ale też sporo. Ale to wszystko dałoby się przełknąć, gdyby nie pierwszy i ostatni dzień! Znów, jak w Chorwacji, całkowicie nierozwiązane! Niesamowicie długie oczekiwanie bez jakiegokolwiek zaplecza! brak toalet! tylko na plaży! walizki pozostawione po prostu w małym biurze agencji! zamiast pani delegatki list na stoliku w agencji?... gdyby Włoch w agencji nie mówił trochę po czesku, a my trochę po angielsku, nie wiem, jak byśmy się meldowali, bo było sporo informacji! dotyczących podatku turystycznego, obsługi na plaży, kluczy, windy, basenu, segregacji odpadów itp. W tym mogłaby pomóc pani delegatka przy przyjeździe. Ale niestety! Ostatni dzień jest całkowicie nieprzemyślany, bo o dziesiątej oddajesz klucze i stajesz się „bezdomnym”, nie możesz nawet iść na basen, gdzie są prysznice i toalety, żeby tam przetrwać, ale tracisz też prawo do parasola na plaży, więc nie możesz być nawet tam! A widzisz, ile parasoli jest wolnych, więc nikomu byś nie przeszkadzał, gdyby zostawili ci go jeszcze na dzień wyjazdu. To na pewno kwestia dogadania się, wszystkim to przeszkadza, wszyscy na to narzekają, ale nasze biura podróży nic z tym nie robią! Ostatnie dwie godziny przed wyjazdem siedzisz dosłownie na walizkach na ulicy, bo agencja zamyka się i musisz zabrać rzeczy. Ech! Nie wierzę, że nie da się jakoś dogadać z Chorwatami lub Włochami...? I meldować stopniowo, tak jak sprzątaczki sprzątają. Gdyby ktoś coś z tym zrobił, byłoby super!
PlażaDostęp do morza fajny, Rezydencja Colombo jest naprawdę tuż za ulicą, plaże czyste, morze czyste rano, potem klasyka - wzburzony piasek i mnóstwo ludzi! Ale w tych miejscach trzeba się na to przygotować.
WyżywienieJedliśmy sami, więc spróbowaliśmy włoskiej klasyki... pizze, makarony, lody, sery, pieczywo... Ale jest tam dość drogo, więc na przykład ryby, owoce morza czy zaskakująco sałatki już nie. Sałatka warzywna lub na przykład caprese około 15 euro, więc to już sporo. Ale poza tym wszystko czyste i smaczne. Napiwek doliczają automatycznie do ceny, więc też mała niespodzianka, o której nie wiedzieliśmy, to 6-8 euro, czyli około 2 euro na osobę.
ZakwaterowanieTakie klasyczne zakwaterowanie dla Czechów! Tam, gdzie zmieszczą się dwaj Niemcy, wejdzie czterech Czechów. W jednym pokoju podwójne łóżko, dostawka i składane łóżko w szafie, której nawet na początku nie mogliśmy znaleźć. Byliśmy tam jak sardynki, nie dało się nawet postawić czterech krzeseł wokół stołu, a balkon był tak mały, że mogliśmy siedzieć tam tylko po dwóch, a suszarka na pranie nie dała się nawet rozłożyć, ale ponieważ nie było tam żadnej markizy ani innego zacienienia, nie mogliśmy korzystać z balkonu, bo było tam chyba 50 stopni. Jedynym plusem było to, że w cenie była klimatyzacja, bez której byłoby bardzo ciężko, bo jeszcze o północy było około 33 stopni. Tak więc zakwaterowanie ładne, ale dla dwóch osób.
UsługiNie korzystaliśmy z tego w żaden sposób, chyba że tylko brak Wi-Fi, co w dzisiejszych czasach...? Korzystaliśmy tylko z basenu, gdzie dla nas niezrozumiała jest sjesta od 12 do 16, człowiek mógłby tam wskoczyć się ochłodzić, skoro już nie jest nad morzem, ale idzie do pokoju. A potem tylko do 19, też bardzo wcześnie, więc żadnego wieczornego czy nocnego kąpania, które w takie upały byłoby mile widziane.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate