Na nasz urlop wybraliśmy hotel Hikka Tranz by Cinnamon. Hotel jest zbudowany bezpośrednio na plaży, widać na nim zużycie, którego na zdjęciach na pewno nie zobaczycie, a w katalogu ten hotel jest bardzo dobrze sfotografowany. Ponad połowa pracowników stara się wynagrodzić niektóre niedociągnięcia uśmiechem i miłym zachowaniem. Otoczenie hotelu jest bardzo dobrze strzeżone zarówno w dzień, jak i w nocy. Hotel ma piękny ogród, gdzie jest dużo leżaków, niestety niektóre bez parasoli przeciwsłonecznych. Bar na plaży działa, wszędzie jest czysto, starają się sprzątać nawet to, co wyrzuci ocean. Do hotelu codziennie przyjeżdża wielu gości, aby zobaczyć żółwie i rekiny, a także codziennie w hotelu zobaczycie gości weselnych, którzy fotografują się tam przez kilka godzin. Nikomu to nie przeszkadza, ani nie ogranicza, a wręcz jest to miły widok. Na plaży poznaliśmy tubylca o imieniu Sathsara (my nazywaliśmy go Saša), który zabrał nas na wycieczkę tuk-tukiem i za bardzo przystępną cenę zobaczyliśmy muzeum tsunami, farmę żółwi, plantację przypraw, safari wodne, przejechaliśmy się na słoniu, odwiedziliśmy buddyjskie świątynie, zabrał nas do sklepu z herbatą... ale uwaga, pilnujcie ceny herbat i przede wszystkim ilości!!! Nie bójcie się miejscowych ludzi. Niedaleko hotelu jest supermarket, gdzie kupicie wszystko, a ceny są dobre. Wszędzie można płacić kartą. Na pewno warto wymienić pieniądze od razu na lotnisku, tam jest korzystniejszy kurs. W hotelu na recepcji chętnie rozmienią wam ich walutę na mniejsze nominały na „napiwki”. Pogoda w tym okresie nam się udała, padało jeden wieczór i po godzinie nie dało się zauważyć, że padało. Deszcz przychodzi szybko i szybko odchodzi. Co jest w hotelu okropne, to ogromna ilość ptaków (wron), które robią straszny hałas, siadają na wszystkim, piją wodę z basenu, wszędzie jest ich odchody. Sprzątają ciągle na okrągło, to taka beznadziejna walka i dla większości gości bardzo uciążliwa. Zaczynają przylatywać po południu i uspokajają się dopiero późnym wieczorem. Uwaga na pokój nr 117, gdzie przed tarasem jest drzewo, które jest ich siedliskiem i trudno sobie wyobrazić ten ich szalony krzyk od rana.
PlażaPlaża jest publiczna, ale nam to nie przeszkadzało. Każdego ranka i podczas przypływu przypływają żółwie, które można karmić algami. W tym samym czasie przypływają rekiny, które można nakarmić. Podczas snorkelingu można je zobaczyć. To niesamowite przeżycie i nie ma się czego obawiać. Są tu dwie plaże, na jednej można cieszyć się falami, a na drugiej można wygodnie się kąpać nawet podczas odpływu. Woda jest przepięknie przejrzysta i czysta. Leżenie na plaży tutaj działa trochę inaczej niż w innych hotelach. Tutaj nie ma leżaków i parasoli bezpośrednio na plaży, lecz w hotelowym ogrodzie, który jest oddzielony kilkoma schodami. Ma to swoją zaletę, lokalni sprzedawcy pamiątek i różnych oferowanych towarów mogą wchodzić tylko po tych schodach, więc nie przeszkadzają ci ciągle.
WyżywienieJedzenie naprawdę doskonałe i różnorodne. Codziennie ryby i owoce morza, potrafią je bardzo dobrze przygotować. Jedzenie jest trochę ostrzejsze, w tej lokalizacji trzeba się z tym liczyć. Duża ilość owoców na śniadanie, na obiad i kolację już mniejsza ilość. Doskonałe mają zupy, codziennie wybór spośród dwóch rodzajów. W weekendy jest grill na zewnątrz. Wyśmienite są desery i sałatki. Jadalnia ma 2 części, jedna jest klimatyzowana, druga część jest na zewnątrz przed basenem. Tutaj również ciągle powtarzasz numer pokoju i ciągle coś podpisujesz. Co nas bardzo rozczarowało i przez co hotel spadł w naszej ocenie... przyjechaliśmy do hotelu o 8:30 i od razu poinformowano nas, że nie mamy prawa do śniadania, że dostaniemy je dopiero na obiad, pokój dali nam po około godzinie, więc nie musieliśmy czekać do 14:00, kiedy jest zameldowanie. Ostatniego dnia było jeszcze gorzej, dostaliśmy tylko śniadanie, od obiadu nas wyrzucono, że nie mamy do niego prawa, a kolacji wcale, a wyjazd z hotelu mieliśmy o 21:00. Wymeldowanie jest o 12:00 i wtedy kończy się all inclusive i masz pecha ze wszystkim, nawet z butelkowaną wodą, ponieważ w systemie twój pokój został już wyrejestrowany i musisz wszystko zapłacić. Na szczęście się na to przygotowaliśmy, więc zebraliśmy sobie wodę. Jedzenia nie dostaliśmy, nawet gdy zapłaciliśmy za późne wymeldowanie. Udało nam się jednak wynegocjować przynajmniej obiad. Kolejną rzeczą, na którą trzeba uważać, jest umawianie się na późne wymeldowanie, dla nas pokój kosztował cały czas 50 dolarów, a ostatniego dnia już 120 dolarów. Hotel był półpusty przez cały pobyt, a ostatniego dnia twierdzili, że hotel jest całkowicie pełny, więc zaprotestowaliśmy, że to nieprawda, że w hotelu prawie nikogo nie ma.
ZakwaterowaniePokoje są prosto urządzone. Do spania całkowicie wystarczające. Każdy pokój ma widok na ocean i ładny taras z miejscem do siedzenia. Codziennie sprzątano, uzupełniano przybory toaletowe. Gdzieś jest napisane, że do dyspozycji są szlafroki i kapcie, ale naprawdę nie oczekujcie tego, my nie mieliśmy ich do dyspozycji. W pokoju można korzystać z zestawu do kawy i herbaty, za niewielką opłatą pokojowa uzupełniła coś dodatkowego. Minibar jest całkowicie płatny i bardzo starannie pilnowany, przy wymeldowaniu nie wypuszczą was z hotelu, dopóki nie sprawdzą minibaru, czy nic nie zabraliście. To wydało nam się bardzo nieprofesjonalne i upokarzające.
UsługiBar na plaży działa od 10 do 18 godzin, obsługujący kelnerzy są zbyt powolni i bardzo ich spowalnia zapisywanie każdego napoju, który wam podają, włącznie z butelkowaną wodą..., więc ciągle podajecie numer pokoju i nieustannie się podpisujecie. Tutaj nie opłaca się dawać napiwków, nie zrobią dla was nic więcej, sprawdziliśmy to. Gdzie warto dać napiwek 1 dolara lub 100 rupii, to pokojówce, położyć go na łóżku, oraz pracownikom plaży, którzy pamiętają, gdzie się znajdujecie i następnego dnia rezerwują to dla was, a wieczorem zawsze pytają, czy chcecie to samo miejsce. Wystarczy dać im napiwek na początku i na końcu.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate