Tydzień na Malcie to więcej niż wystarczająco, a nawet za dużo. Nie nadaje się na wakacje nad morzem ze względu na niewiele płytkich i oddalonych plaż oraz pobliskie, nieurządzone, skaliste „nomadyczne” plaże. Na historyczne wyprawy najlepszy jest wiosna lub jesień, gdy nie ma upałów, dla tych, którzy po odwiedzeniu 4 katedr, 2 katedr i kilku cytadeli chcą zobaczyć jeszcze dziesiątki innych miejsc, bo właśnie na tym głównie polega Malta i jej wyspy. Są one jednak interesujące i piękne, podobnie jak samo morze. Jest dużo młodych ludzi, co bardzo się podobało, ale wszędzie jest tłoczno, dlatego ani plaże, ani miejsca rozrywki nie są przyjemne. Klimatyzacja jest zazwyczaj problemem wszędzie, z wyjątkiem autobusów, które mają ją porządną; pomyśleliśmy, że lepiej tam spać niż w hotelu, gdzie nie działała, mimo że zapłaciliśmy. Nikt nie powinien wybierać noclegu z centralną klimatyzacją. W samochodzie transferowym też jej nie włączono, jeden z pasażerów musiał sam to zrobić, mimo że zgłaszaliśmy problem, a kierowca był obrażony, że ją włączyliśmy, bo brakowało nam powietrza w kabinie. Jeśli ktoś chce zapewnić sobie przynajmniej taki standard, jaki ma w domu, np. minimum miejsce do przechowywania w łazience, działającą klimatyzację, by móc spać, sprawną windę, to powinien wybrać hotel co najmniej 5-gwiazdkowy, gdzie może te minimum otrzyma, choć za dwukrotnie wyższą cenę niż gdzie indziej, więc stosunek ceny do jakości i tak nie jest dobry, ale oszczędzi sobie wielu frustracji. Podsumowując, w ciągu 5-10 lat nie warto tam jechać na wakacje, chyba że ma się dużo pieniędzy, bo Malta nadal nie jest na takim poziomie, by warto było zostawić prawie 400 000 HUF za tydzień dla dwóch osób z półpensją. Myślę, że tyle lat potrzeba, by zakończyć liczne trwające budowy i podnieść poziom plaż oraz innych usług do europejskiego standardu.
PlażaOsoby marzące o wakacjach nad morzem NIE powinny jechać na Maltę, ponieważ nie jest ona naprawdę odpowiednia do dobrego, wygodnego i kulturalnego kąpieliska oraz opalania się. Istnieje kilka piaszczystych, zagospodarowanych plaż dla rodzin z małymi dziećmi, ale są one daleko od głównych centralnych miejsc wypoczynkowych, co oznacza podróż autobusem trwającą od pół godziny do 2 godzin oraz tłok. W większości miejsc kąpiel jest możliwa na skalistych odcinkach wybrzeża, ale tylko dla dobrych pływaków, ponieważ woda jest głęboka, a wejście do bardzo czystego morza odbywa się niemal wszędzie po śliskich schodach z metalu i plastiku, które nie są bezpieczne. Nie ma cienia, nie można używać parasoli, nawet gdybyśmy je wypożyczyli, ponieważ nie można ich wbijać w skały. Brak drzew, krzewów, zieleni, brak cienia od ścian, płaskie skały, więc zero ochłody. Nigdzie nie ma pryszniców ani z wodą morską, ani słodką. Podstawowym problemem na wyspie jest słodka woda, więc zrozumiałe jest, że oszczędzają ją. Kilka hoteli ma bardzo mały basen przy plaży, z którego można korzystać tylko za opłatą wstępu, jeśli nie jest się gościem hotelowym, a cena jest nierealna (20 euro/osoba) i nie oferuje nic poza leżakiem, parasolem i korzystaniem z basenu napełnionego wodą morską. Jeśli jednak chcemy pływać w morzu, trzeba wyjść z plaży hotelowej na ulicę, a stamtąd zejść kilkoma metrami do morza, co jest absurdalne. Należy być przygotowanym na ukąszenia meduz zarówno na skalistej plaży, jak i na piaszczystych, głębszych odcinkach przy brzegu morza. Doświadczyłem tego na obu tych miejscach, ale oczywiście może się to zdarzyć także gdzie indziej.
WyżywienieCodziennie jest prawie tak samo nudno, ale da się zjeść, jeśli jest wystarczająco soli i pieprzu, ponieważ gotują bez smaku. Na szczęście nie zostaliśmy głodni.
ZakwaterowanieCi, których nie przeszkadza ruch i zgiełk, mogą wybrać ten nocleg. Sama recepcja i część salonu hotelu są ładne, szok następuje po otwarciu pokoju. Prawdziwe, zużyte meble w stylu socrealistycznym, tylko że nie są to polerowane szafy czy stoły. Malowanie ścian to plama w przytłaczającym niebieskim kolorze, na szczęście spędziliśmy tam niewiele czasu. W łazience nie ma miejsca na kosmetyki, w naszym pokoju pod kranem stał plastikowy mały stołek, który miał zastąpić brak miejsca, w drugim pokoju nawet tego nie było, ale przynajmniej było czysto. Z balkonu z widokiem na morze rozciąga się piękny widok na morze i przeciwległą Vallettę. Problem polega na tym, że nie można go używać, ponieważ na balkonie nie ma żadnego zacienienia, a słońce świeci cały dzień, więc po około 5 minutach trzeba wejść do środka i można go używać dopiero późno w nocy, gdy powietrze trochę się ochłodzi. Były dwa windy, ale szybciej doszliśmy pieszo nawet na ósme piętro niż korzystając z nich, co też było katastrofą.
UsługiW pokojach nie ma lodówek ze względu na absurdalną letnią falę upałów. Można było je wypożyczyć, co mogło być dość interesujące, ponieważ w pokoju jest dokładnie tyle miejsca między łóżkiem a ścianą, że zmieści się tam jedna osoba, więc nie wiadomo, gdzie mieliby postawić lodówkę, gdyby ją przynieśli. Reklamowano pokój z centralną KLIMATYZACJĄ, który okazał się ogromną, hałaśliwą, prymitywną konstrukcją z epoki kamienia łupanego, która NIE DZIAŁAŁA, tylko od około 22:00 przez półtorej godziny i bardziej przypominała wentylator niż klimatyzację – tragiczne. Mimo że wielokrotnie o to prosiliśmy, a raz nawet przedstawiciel organizatora wycieczki, klimatyzacja nie została włączona – to wszystko, na co ich było stać. Na zewnątrz było 35 stopni, w środku 38, w nocy nie dało się odpocząć, ponieważ nie było odpowiedniej temperatury. Wielu z nas robiło przeciąg na korytarzu, co oczywiście nic nie dawało, ponieważ klimatyzacja nie działała nie tylko w pokoju. Internet można było korzystać w małym pomieszczeniu na dole w holu, gdzie było 40 stopni, ponieważ tam również nie włączono wentylatora, a za Wi-Fi trzeba było płacić – w restauracjach zazwyczaj jest darmowe, więc to też ciekawe, ale tak było. Problemem nie była opłata, bo wiedzieliśmy, gdzie jest darmowe, a gdzie nie, ale to, że za tę opłatę otrzymywaliśmy usługę na tak niskim poziomie. Nie ma to nic wspólnego z europejskim standardem, nawet z krajowym! Większość personelu ciągle się zmienia, a poza jednym lub dwoma stałymi kelnerami nikt nie oczekuje uśmiechu ani uprzejmości, nawet w restauracjach czy innych punktach usługowych. To nie jest przyjazny naród, mimo że podobno głównie z turystyki czerpią dochody.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate