Bardzo cieszyliśmy się z wakacji, podobnie jak co roku. Staraliśmy się nie zwracać uwagi na niedogodności. Największą uciążliwością były chmary os, ale w hotelu i we wszystkich tawernach byli na nie przygotowani. Odstraszali je paloną mieloną kawą.
PlażaW okolicy nie było żadnej plaży, bez samochodu, na tej wyspie raczej bez quada lub motocykla, to tutaj nie jest możliwe. Jeśli więc nie chcesz spędzać czasu przy basenie. Ale wtedy nie musisz jechać nad morze. Objechaliśmy prawie wszystkie plaże, najbardziej podobały nam się Perivoli, Milia i Chondroyorgis, nie są tak zatłoczone i można tam znaleźć prywatność. Piękna jest plaża Kastani, która była miejscem akcji filmu Mamma Mia, jest jednak bardzo zatłoczona, ale mimo to spędziliśmy tam kilka godzin pod parasolem na leżaku. Jeśli zamówisz coś do picia, jest za darmo. Wyspa jest w 60% zielona, czasami miałam wrażenie, że tej uspokajającej zieleni jest aż za dużo, prawie nic nie było widać, panoramy są tylko wyjątkiem. Jest tu jedna główna droga, która w wielu miejscach nagle znika i zamienia się w kamienistą polną drogę, nasze leśne drogi są w porównaniu z tym autostradami! Niektórych miejsc więc nawet nie widzieliśmy, nie mieliśmy odwagi jechać dalej samochodem. Jak pisałam już na początku, na tej wyspie zaletą jest motocykl lub quad.
WyżywienieJedzenie było doskonałe, chociaż próbowaliśmy głównie śniadań i kolacji, ponieważ podróżowaliśmy cały dzień. Smakowało nam tu jednak najbardziej ze wszystkich wakacji w Grecji, której jesteśmy miłośnikami. Mieliśmy all inclusive - SOFT. Bardzo nas zdziwiło, że ta usługa - jeśli chodzi o napoje, nie obejmowała wody, z czym jeszcze się nie spotkaliśmy. 1,5 l wody w hotelu kosztowało 2 euro, na rynku za tę cenę masz od razu całe opakowanie - 6 butelek. Jeśli chodzi o picie, mieliśmy do dyspozycji tylko piwo, czerwone i białe wino oraz „cipuro”, co jest czymś w rodzaju naszej wódki. Wino miało inną jakość w jadalni i w barze przy basenie, tam nie dało się pić, to był karton! Rozwiązaliśmy to tak, że OUZO kupiliśmy na rynku i wieczorem piliśmy to. Przy śniadaniu napoje były serwowane, albo kawa albo herbata w filiżankach do kawy. Jesteśmy przyzwyczajeni pić więcej herbat, ale nie było problemu, po uzgodnieniu kelner przynosił nam stalowy dzbanek. Można było nalać sobie z dwóch rodzajów soków owocowych. Sok pomarańczowy był naprawdę wyciskany z pomarańczy, żadna chemia! Doskonały. Śniadanie było bufetowe i naprawdę każdy mógł coś wybrać. Było możliwe na życzenie zrobić omlety i naleśniki. Obiady były słabsze, serwowane - wybór z dwóch dań i w bufecie sałatki, które były też na kolację, zazwyczaj z resztek pozostałych po śniadaniu. Na ich jakość jednak nie miało to żadnego wpływu, wszystko było doskonałe i ciągle uzupełniane. Chyba po raz pierwszy w Grecji cieszyłam się na kolację rybami, małżami, ośmiornicą, kalmarami, risotto z owoców morza, zwykły ryż był chyba tylko raz. Jako dodatek były duszone warzywa, frytki, czasem pieczone ziemniaki, makaron. Z mięsa królik w cytrynie, ten nam nie bardzo smakował, kaczka, wieprzowina, wołowina też mało, klopsiki, suvlaki. Trzeba jednak być ostrożnym, bo porcjowanie nie jest zbyt staranne, więc na talerzu czasem zostaje tylko kość i różne rozdrobnione drobne kości. Dużo podają bakłażana na różne sposoby, także zapiekane makarony, spaghetti, musakę, wszystko bardzo dobrze przyprawione. I na koniec jakiś słodki akcent :-)) Bardzo smakowały nam klopsiki z kremem polane czekoladą, podobne do naszych wianuszków, było też dużo owoców.
ZakwaterowanieStaje się już regułą, że my Czesi jesteśmy zakwaterowani w piwnicach i na parterze. Tak było i tutaj. Mieszkaliśmy w pokoju tuż przy drodze między magazynem a wejściem dla pracowników. Pogodziliśmy się z tym, i tak byliśmy ciągle poza pokojem, a ostatecznie było nam tam nawet dobrze. Mieliśmy wszędzie blisko, a pracownicy hotelu byli podczas wydawania napojów w sąsiednim magazynie wyrozumiali i nas nie niepokojili. Pokój był mały, nowocześnie urządzony, przytulny, tylko szklane drzwi - "latające" z ogromną dziurą zamiast klamki do toalety i łazienki, zdecydowanie nie zapewniały potrzebnej prywatności. Hotel znajduje się w zadbanym ogrodzie z pachnącymi ziołami, rozpoznałam tylko rozmaryn :-)), wszędzie mnóstwo cytrusowych drzewek, limetek, cytryn, były też granaty. Wszędzie czysto, spokojne i przyjemne miejsce do odpoczynku.
UsługiZ usług hotelu korzystaliśmy niewiele, tylko wypożyczyliśmy suszarkę do suszenia strojów kąpielowych i ręczników, ponieważ nie mieliśmy tarasu ani balkonu. Sprzątanie było w porządku, codzienne. W pokoju dostępne były szlafroki i kapcie. Na recepcji wypożyczaliśmy ręczniki na leżaki. Pracownicy byli wszyscy bardzo mili. Każdego wieczoru delikatnie oświetlano cały teren wokół basenu i baru przy basenie, gdzie kelner zapalał świece, co tworzyło bardzo urokliwą atmosferę. Jednego wieczoru mieliśmy greckich muzyków, a we wtorek wyświetlano film Mamma mia. Kupiliśmy własne świece i przy stoliku przed pokojem również je zapalaliśmy. Piękna atmosfera. Wadą jest to, że hotel jest daleko od morza, około 20 minut pieszo. W Skopelos Town jest tylko miejska plaża, której w ogóle nie korzystaliśmy, nie zachęcała do kąpieli. Do miasta kursował kilka razy dziennie hotelowy minibus, więc można było się przejechać. Miasto jest bardzo ładne, spróbowaliśmy tam wyśmienitego stifado z sosem i małymi cebulkami, ogromna porcja, której nie dało się zjeść, ale boska!
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate