Byliśmy na wakacjach w terminie 29.7-5.8.2019 w Hotelu Nassi w Świętym Własie, z biurem podróży. Odwiedziliśmy ten kierunek już po raz drugi, więc wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Podkreślam, że okolica Świętego Własa jest naprawdę przepiękna. Znajduje się tam mały ryneczek z fontanną i tablicami pamiątkowymi słynnych Bułgarów, główna ulica z sklepikami, targ owocowy, piękny, złoty, okazały kościół, ale także zapomniany mały kościółek. Nie brakuje tam również amfiteatru (niestety w tym roku nie było występów). Główną dumą Świętego Własa jest port Marina Dinevi z wieloma luksusowymi jachtami i samochodami oraz przepiękną promenadą. W kierunku na Elenite, wzdłuż plaży, znajduje się betonowe, oświetlone molo z ławkami, które zachęca odwiedzających do obserwacji wschodu lub zachodu słońca. Lokalizacja jest po prostu naprawdę piękna jak na Bułgarię.
Co nas jednak bardzo zdenerwowało i gdybyśmy byli tam po raz pierwszy lub nie znali języka, bylibyśmy piekielnie wkurzeni, to fakt, że mimo iż mieliśmy opłaconego czeskojęzycznego delegata, przez cały urlop go nie widzieliśmy i nie otrzymaliśmy kontaktu do niego. Godzinę transferu na lotnisko musieliśmy ustalać przez infolinię SOS biura podróży, gdzie nawet nie otrzymaliśmy przeprosin za te komplikacje.
PlażaPlaża piaszczysta, ładna i zadbana. Wieczorem morze przynosi glony i meduzy, w ciągu dnia czysto.
WyżywienieW hotelu mieliśmy wykupioną półpensję, a pierwsze dni byliśmy zachwyceni jedzeniem. Śniadanie było w porządku, ale z czasem jajka na tysiąc sposobów naprawdę się nudzą i pod koniec jedliśmy tylko herbatę i woleliśmy wybrać się na śniadanie na ulicę. Podobnie kolacje, oferta dodatków to tylko frytki i ryż, co bardzo szybko się nudzi. Jedzenie to głównie smażone półprodukty, smakowo dobre, ale nie da się tego jeść przez cały tydzień. Do dyspozycji na śniadanie i kolację jest dużo warzyw i owoców. Więc człowiek i tak coś sobie przekąsi. Jedzenie na ulicach jest niesamowite. Warto zdecydowanie spróbować bułgarskiego kebaba, naleśników, pączków, pieczywa z piekarni, lodów, caca = małe smażone rybki w cieście, mielone mięso, musaki... idealne jest znalezienie „głodnego okna”, gdzie te rzeczy przygotowują. Na przykład zaraz na małym rynku znajduje się kebab, naleśniki, pączki i lody. A w drodze nad morze jest kilka „głodnych okien” z ciepłym bufetem, gdzie oferują rybki, mielone mięso, zupy itp. Zdecydowanie polecam spróbować bułgarskich win owocowych, sprzedaje je pan w sklepiku nad targiem owocowym, a cena to 7 lv za 1 litr (1 lv = około 15 koron). Ceny w supermarketach są takie same jak u nas.
ZakwaterowanieHotel Nassi znajduje się 15-20 minut od plaży pod górę. Trochę powyżej małego rynku. Dla tych, którzy są przyzwyczajeni do Chorwacji, nie będzie to nic dziwnego, dla tych, którzy znają bułgarskie Sunny Beach, może to być całkiem spory kawałek. Nam to zasadniczo nie przeszkadzało, również dzięki korzystnej cenie wycieczki, która z pełnym wyżywieniem i wydatkami wyniosła nas około 12000 na osobę (i naprawdę nie oszczędzaliśmy, ale też nie kupowaliśmy zbyt wielu pamiątek). Hotel jest bardzo ładny, czysty, z właścicielem można się dogadać po angielsku, niemiecku, rosyjsku, a bardzo prosto, z odrobiną humoru, także po czesku. Do hotelu przylega mały ogródek z głębokim i dziecięcym basenem. Basen nie jest zbyt duży i nie potrafię sobie wyobrazić, jak to wyglądałoby przy pełnym obłożeniu hotelu, ale podczas naszego urlopu basen był zazwyczaj pusty, tylko czasem zbierały się tam dzieci i się bawiły, ale dziecięcy basen ich nie bawił, więc my im go na zmianę zajęliśmy. Do dyspozycji jest też wiele leżaków, stolików i parasoli, więc jest komfortowo. Przy basenie znajduje się bar z napojami, z cenami mniej więcej takimi jak u nas.
Usługiregularne sprzątanie, czysto,
Na początku wakacji odkryliśmy problem z klimatyzacją i próbowaliśmy go rozwiązać z właścicielem hotelu. Klimatyzacja pokazywała 26 stopni. Właściciel nie potrafił rozwiązać problemu i ciągle nas przekonywał, że tak jest w porządku. Niestety, chociaż mieliśmy opłaconego delegata, nie widzieliśmy go przez całe wakacje, więc nie mogliśmy tego z nim omówić. Na szczęście klimatyzacja przynajmniej trochę chłodziła, ale pod koniec wakacji już wcale. Co nas jeszcze zdenerwowało, to fakt, że lodówka w pokoju jest traktowana jako minibar za opłatą. Jest całkowicie zapełniona rzeczami na sprzedaż, więc nie masz miejsca na swoje rzeczy. Oficjalnie nie wolno przynosić własnych rzeczy do hotelu, a jeśli właściciel je znajdzie w twoim pokoju lub przy basenie, wyrzuci je. Ponieważ nie mieliśmy o tym żadnej wcześniejszej informacji, byliśmy naprawdę zdenerwowani. Kupowanie 300 ml wody za 2 lv, gdy w supermarkecie litr kosztuje 1 lv, naprawdę nie jest atrakcyjne, i czujesz się jak złodziej, gdy niesiesz litrową butelkę w torbie plażowej obok pana właściciela, mając nadzieję, że woda nie będzie chlupać. A gdy już ją wniesiesz do pokoju, wyrzucasz rzeczy z lodówki pana właściciela i zostawiasz wodę na noc do schłodzenia. Rano znowu wkładasz rzeczy pana właściciela do lodówki i chowasz wodę gdzie się da, choć może to teraz brzmi zabawnie, to jest strasznie uciążliwe.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate