PlażaPrzy obsłudze basenu można było poprosić o parasol i leżaki na pobliską, prywatną, małą plażę, która znajdowała się za jeszcze mniejszą plażyczką. Podczas odpływu można było przejść aż na nieskończenie długą plażę z białym piaskiem. Była czysta, nasza mała plaża podczas odpływu była dość zanieczyszczona morszczynem, ale to nie przeszkadzało. Można było obserwować rodzinę muren, czasami do brzegu zbliżał się mały rekin, można było zobaczyć rybki rafowe, rozgwiazdy, dużą ilość krabów od malutkich po stosunkowo duże. Kosmas oprowadzał nas i wyjaśniał co i jak. Zaprowadził nas także do lokalnych sprzedawców pamiątek, gdzie można było kupić ciekawe i wysokiej jakości wyroby. Trzeba się targować. Na plaży było kilku miejscowych, którzy oferowali wycieczki za niższą cenę, ale bez gwarancji. Zaskoczyła nas cena jednodniowego połowu ryb na łodzi – 1200 USD. Woda miała temperaturę ciała. Podczas odpływu można było zanurzyć się w płytkiej wodzie na białym piasku, podczas przypływu pozwolić się obmywać falom. Super!
WyżywienieWyżywienie soft all inclusive nam odpowiadało, choć unikamy tego typu wyżywienia. W danej lokalizacji był to wręcz jedyny możliwy sposób całodziennego wyżywienia. Nakładaliśmy sobie mniejsze porcje i zawsze kończyliśmy posiłek talerzem tropikalnych owoców (marakuja, mango, ananas, mały banan, papaja, pomarańcza, arbuz i jeden z rodzajów melona z zielonym miąższem). Przez cały dzień dostępna była woda w beczce. Podczas podawania posiłków w automacie z napojami dostępne były słodzone napoje (cola, fanta, sprite), których jednak nie pijemy. Była dostępna kawa (smakowo bardzo dobra), gorąca woda na herbatę, w termosie gorące mleko i herbata z mlekiem. Po kolacji czasem kupowaliśmy piwo lub coś mocniejszego jako lek na katar spowodowany wentylatorem po powrocie z safari. Wódka Kenya Cane miała delikatny kokosowy smak, na lotnisku kupiliśmy butelkę do domu. Wino oferowano tylko w całych butelkach, a gdy chcieliśmy zamówić Prosecco ostatniego wieczoru, skończyło się. Koktajl zamówiłam raz, rozczarował mnie smakiem. Wybór koktajli nie był szeroki. Podczas śniadania w ofercie były 2 rodzaje soków, czerwony arbuzowy i drugi żółty, albo z pomarańczy, mango lub marakui. Na herbatę o piątej podawano także kawę, gorące mleko i słodkie pieczywo. Na śniadanie, obiad i kolację mieliśmy do wyboru zimny i ciepły bufet z różnorodnymi potrawami. Śniadanie: Osobiście nie przepadam za wędlinami, więc nie brakowało mi ich szerokiego wyboru. Kto miał ochotę, mógł zamówić omlet z dodatkiem sera, chili, cebuli i poprosić o podsmażony boczek. Były dostępne parówki wołowe, fasola, placki ziemniaczane, różne rodzaje pieczywa. Pomidory i ogórki miały inny smak niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Zjadłam ser kremowy, ale najczęściej zostawałam przy naleśnikach. Do nich zapiekano mi plasterki bananów, a ja ozdabiałam je sałatką z tropikalnych owoców. Naleśnika spróbowałam raz, był przesuszony. Kto chciał, mógł napić się zimnego mleka, jogurtu, płatków, miodu, dżemu. Obiad i kolacja: Kremowa zupa, makaron, na grillu owoce morza lub mięso jagnięce, kurczak, wołowina, warzywa, w tym nieznane nam gatunki, rośliny strączkowe, ryż, ziemniaki, curry na wszystkie sposoby.
ZakwaterowanieBungalowy w afrykańskim stylu są położone w tropikalnym ogrodzie, dokładnie w takim stylu wyobrażamy sobie zakwaterowanie w tropikach. Mieliśmy być zakwaterowani w dużym pokoju w jednym z najlepiej położonych bungalowów, ale z oknami wychodzącymi na przestrzeń komunikacyjną i dużym wspólnym tarasem. Poprosiłam na recepcji o zmianę i została ona uwzględniona. Sąsiedni pokój był jednym z najlepszych w ośrodku, był co prawda mniejszy, nie miał telewizora, miał tylko jedną szafę i nie miał dużego lustra (poza tym w łazience nad umywalką), jednak miał własny taras z leżakami oraz bezpośrednim wejściem do ogrodu i widokiem na zatokę. Prawdopodobnie było to możliwe, ponieważ w ostatnim terminie pod koniec sezonu w hotelu było niewielu gości, szacuję obłożenie na zaledwie 10%. Sąsiednie ośrodki były już zamknięte, zbliżał się sezon deszczowy. Pokój był urządzony w tradycyjnym stylu suahili, gustownie, prosto, stylowo. Pokój był utrzymany w czystości, na co wpływała również konstrukcja podłogi i kabiny prysznicowej. Powłoka na podłodze była łatwa do mycia. Delikatny piasek na stopach i butach plażowych z plaży można było spłukać prysznicem bidetowym do muszli klozetowej, dzięki czemu nie roznosiliśmy go po pokoju. Czajnik do podgrzewania wody nie był przez nas ani razu używany. Konieczny był adapter do gniazdka. Udało nam się jednak podłączyć go tylko do gniazdka w łazience, w innych miejscach się nie udało. Gniazdko trzeba było jeszcze uruchomić włącznikiem, prawdopodobnie jako zabezpieczenie przed możliwym zwarciem.
UsługiPersonel był bardzo uprzejmy i miły. Starał się spełnić każde życzenie. Nie podobało mi się jednak okazjonalne, rzekomo przyjacielskie zapraszanie do rodzin, co było ukrytą formą dodatkowego zarobku za „gościnność”. Personel można było rozpoznać po ubraniu, uniformie - ochrona, opieka nad ogrodem, sprzątanie, recepcja, obsługa w restauracji. Usługi były już ograniczone ze względu na koniec sezonu. W sąsiednim bungalowie tablica oferowała usługi fryzjerskie, manicure, pedicure, masaże, moksybucję itp., ale nikogo z personelu nie było widać, jednak nie interesowaliśmy się możliwością skorzystania z nich. Centrum fitness bez gości. Przy basenie z wodą słoną przy głównym budynku nie było gości lub było ich tylko jedno, dwa pary. Drugi basen przez cały czas był pusty, jacuzzi było opróżnione. Nie przeszkadzało nam to, cisza nam odpowiadała. Spokój! Jedyną rzeczą, której nie zrozumieliśmy, była treść jednej wcześniejszej recenzji, że do parku wodnego można chodzić codziennie i nurkować z rurką przy rafie koralowej za 5 USD. Nie byliśmy tam ani razu, ponieważ opłata wstępna 17 USD za osobę wydawała nam się wysoka. Prawdopodobnie nurkowałabym tylko ja, mąż nie radzi sobie dobrze z oddychaniem pod wodą, i to tylko w czasie między śniadaniem a obiadem, nie wyobrażałam sobie spędzać czasu nad wodą w południe. Za 34 USD (około 800 CZK)? Próbowałam zapytać na recepcji, w centrum nurkowym, które jest częścią hotelu, ale nie otrzymałam żadnej istotnej porady. Hotel oferował wycieczki. Nie skorzystaliśmy z oferty, ponieważ z 6 dni pobytu (7 nocy) 2 dni spędziliśmy na safari Tsavo East, organizowanym przez biuro podróży. Niezapomniane przeżycia!
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate