Val Cenis we Francji - małe jest piękne

Autor: Anna Tomalik dodane: 29.04.2013

Małe jest piękne. A jednak, czy jadąc na narty wybierasz mały ośrodek narciarski, mimo że możesz pojeździć na setkach kilometrów tras? Ja próbuję Val Cenis leżące w Alpach Sabaudzkich tuż przy granicy włoskiej. 155 km tras to jak na Francję niewiele. Zaledwie jedna czwarta tego co oferują Trzy Doliny. A jednak w tej "małości" jest coś przyciągającego. Spokój. Tradycja. Kameralność.

Val Cenis leży w malowniczej dolinie Haute-Maurienne Vanoise. Otoczone dwoma olbrzymimi łańcuchami górskimi: Vanoise National Park i Mont Cenis Pass (tu przebiega granica z Włochami). Miejsca te pamiętają przetaczające się przez przełęcz wojska Hanibala i Karola Wielkiego. W starożytności zamieszkiwane przez celtyckich Allobrogów i przez nich nazwane "leśnym krajem" – Sabaudia.

To mój pierwszy odwiedzany ośrodek francuski. Przed wyjazdem usłyszałam od znajomego, że Francuskie Alpy są piękne dopóki patrzy się na góry mając za plecami szkaradne kompleksy wielkomiejskiej architektury z lat 60-tych. Val Cenis mnie zaskakuje. Jest piękne z każdej strony.

To trzy tradycyjne wioski: Termignon, Lanslebourg-Mont-Cenis i Lanslevillard. Na pierwszy rzut oka podobne do siebie. Klimatyczne i pełne saubaudzkiego uroku. Zaskakują mnie kamienne płyty dachowe pokrywające wszystkie budynki w okolicy. Pięknie mienią się w słońcu, a z tras narciarskich wyglądają jak grafitowe jezioro rozlane w dolinie. W każdej wiosce ponad budynki wzbija się charakterystyczna średniowieczna dzwonnica, dodając uroku całej kompozycji. Co ciekawe w okolicy panuje zakaz stawiania budynków powyżej pięciu pięter. Mieszkańcy mówią, że są dumni ze swego dziedzictwa i chcą zachować  wyjątkowość i historię swojego obszaru.

Pierwsza przy wjeździe do doliny pojawia się czarująca wioska Termignon. Wyrosła pomiędzy lasem a imponującym szczytem Dent Parrachée (2511 m). Cicha, lubiana przez rodziny i miłośników górskiego klimatu. Jest ośrodkiem narciarskim i leży tuż przy wyciągach, które wywieźć nas mogą na 2465 m, tuż pod szczyt Le Grand Coin (2796 m).

Kolejna wioska w dolinie to niewielka Lanslebourg z malowniczymi uliczkami, sklepikami, restauracjami, gdzie wieczorem spokojnie toczy się życie. Zatrzymuję się w przytulnych apartamentach Privilege – Les Valmonts. Oznaczone trzema gwiazdkami, z parkingiem, basenem (zimna woda) i ciepłym pieczywem dowożonym codziennie do recepcji. Budynki są drewniane, 4-piętrowe z windą i pokryte kamiennymi płytami dachowymi. Balkon wychodzi na góry i o poranku mam szansę zjeść owsiankę na tarasie ciesząc się wschodzącym słońcem (jest końcówka marca!). Poranki mogą być leniwe i na wszystko jest czas, bo od wyciągów dzieli mnie zaledwie 50 kroków. Cudownie.

Zaledwie 3 kilometry od Lanslebourg leży ostatnia w dolinie - wioska Landlevillard. Mamy tu bardzo dobry dostęp do terenów narciarskich położonych na północno-zachodnim stoku przełęczy Mont Cenis. Są tu dobre tereny dla początkujących, a dzieci mogą jeździć na wydzielonym terenie z wyciągiem taśmowym. W tej wiosce po nartach nie można się nudzić. Jest tu bar z bowlingiem, basen i lodowisko.

 

A jak się jeździ w Val Cenis?

Pierwsze, co mnie cieszy to mała liczba ludzi i puste kanapy pędzące do góry. Przez pierwsze poranne godziny stoki tak przestrzenne, że można cudownie szeroko przecinać stok w poprzek i rozpędzać się bez obaw o ewentualne stłuczki. Widać, że poza trasami śnieg leży nierozjeżdżony przez wiele dni i ciągle zachęca do freeride. A możliwości jazdy poza trasami jest dużo, bo zarówno w niższych partiach między sosnami, jak i wyżej na otwartych przestrzeniach.

Jeździć można na dwóch większych obszarach: terenie Termignon i północno-zachodnim stoku przełęczy Mont Cenis. Ciekawe, że pogoda w tych dwóch miesjcach może być bardzo różna, o czym przekonuję się drugiego dnia. Na Mont Cenis panuje mgła, a w Termignon świeci słońce. Przedostanie się z jednego terenu na drugi jest proste. Wystarczy zjechać do wyciągu krzesełkowego "La Turra" i nim wyciągnąć się do góry. Ten wyciąg jest uznawany za najszybszy w Europie.

W marcu, gdy tu jestem, warunki śniegowe wciąż są bardzo dobre, szczególnie w wyżej położonych miejscach. Jeżdżę głównie powyżej 2100 m, a najbardziej do gustu przypada mi dobrze wyprofilowana trasa Mont Cenis. Co ciekawe trasy są tu opisane słownie, po francusku. Przez pierwszy dzień gubię się i złoszczę, że nie oznaczyli tego cyframi i literami. Drugiego jest już łatwiej i nawet zabawnie, kiedy krzyczymy do siebie te francuskie nazwy wskazując kierunek zjazdu.

W słoneczny i mało wietrzny dzień udaje mi się wyjechać na 2800 m i spróbować czarnej trasy Michel Jacot. Na niej odbywały się zjazdy World Cup. Trasa wiedzie przez wysokie muldy. Przypomina mi polskie stoki za czasów, kiedy jeszcze nie było ratraków. Dla snowboardu nie jest to przyjemne, więc odbijam na bok i sunę w dół po puchu. Istna radość.

Ciekawą trasą jest tu też L'Escargot (fr. ślimak). Prowadzi wśród drzew i jest najdłuższą zieloną ścieżką w Europie. Idealna dla początkujących narciarzy, którzy chcą poczuć smak spokojnego zjeżdżania w dół, bez specjalnego starania się o technikę. Latem to właśnie tą trasą wspinają się kolarze Tour de France.

W przerwach między jeżdżeniem mam czas na kulinarne przyjemności. Przed południem Crème brûlée i cappucino w wysokogórskiej chacie przy Grand Coin. Lunch w pięknie położonym schronisku Refugee leżącego blisko wysokogórskiego jeziora Lac Du Mont Cenis. Rozpieszczam się i zajadam Pommes dauphine - cienkie plasterki ziemniaków zapiekane w śmietanie z dodatkiem gałki muszkatołowej, pokryte lokalnym serem. Klimat bacówek dodaje smaku potrawom, a przyjaźni Francuzi starają się dogadać ze mną po angielsku lub na migi.

Z ciekawostek, które wyczytałam na odwrocie mapki z karnetami, to odpowiedź na pytanie "Na co idą moje pieniądze ze ski-passu?". I tak: 28% - wynagrodzenia dla personelu, 30% - przyszłe inwestycje, 25% - koszty operacyjne, 17% - podatki. Wszelkie zyski są reinwestowane w teren narciarski. Mam poczucie dobrze wydanych pieniędzy.

Opuszczam Val Cenis zapamiętując je jako przyjemne, spokojne miejsce z różnorodnymi trasami narciarskimi i świetną kuchnią. Nowoczesna infrastruktura łączy się tu z tradycją regionu. Czuję, że ludzie żyją tu przez cały rok, a nie tylko w czasie sezonu. Widzę też z jak wielką dbałością podchodzą do swojego górskiego skarbu.

 

Informacje praktyczne:

Region oferuje transfery autobusowe z lotnisk: Lyon (2,5h), Chambery (1,5h) i Grenoble (2,5h). Kurs odbywa się trzy razy w tygodniu i kosztuje 90 € w dwie strony.

Miejsca noclegowe oferują różny standard: apartamenty 4 gwiazdkowe, 3 gwiazdkowe, domy wakacyjne, hotele i prywatne kwatery. Wszystkie położone blisko wyciągów.

W regionie dostępne są dwa rodzaje skipassów: Eski-mo (310 km / 176 €  za 6 dni ), Val Cenis Vanoise (125 km  / 156 €  za 6 dni)

Inne sporty dostępne na terenie: wycieczki na rakietach śnieżnych, wspinaczka lodowa, paragliding, psie zaprzęgi

Jeśli mamy ochotę na odrobinę kultury, możemy podziwiać sztukę barokową w muzeum i 12 kaplicach mieszczących się na terenie Val Cenis Vanoise

Tagi:

Dodaj komentarz