Cztery Doliny i najpiękniejsze widoki

Autor: Jarosław Kałucki dodane: 08.11.2016

Cztery Doliny i najpiękniejsze widoki

Na lodowcu Mont Fort (Szwajcaria) jestem na 3300 metrach nad poziomem morza. Przede mną 14 km po muldach do jednej z węzłowych stacji i ponad 400 km w szwajcarskich Czterech Dolinach. A po nartach wieczór w uroczym Nendaz z widokiem na tę piątą, najpiękniejszą — Dolinę Rodanu.

W Alpach jest wiele cudownych widoków: gdy w Val Gardena spoglądasz na Gruppo Sella, gdy w Chamonix na masywie Le Brevent jesteś na wysokości Aquille du Midi a całe miasto leży u twych stóp, albo gdy z Klein Matterhorn na 4 tysiącach metrów spoglądasz na ten właściwy, który dzieci rozpoznają jako Monte Toblerone... Nawet jednak dla objeżdżonych po alpejskich kurortach narciarzy widok na Dolinę Rodanu plasuje się w ścisłej czołówce. Jestem tu nie pierwszy raz, ale wrażenie jest tak samo oszałamiające. Z trasy narciarskiej patrzę z góry, jak na lotnisku w Sionie ląduje samolot, a tamtejsze zamczysko, górujące nad tym miastem, wygląda jakby ktoś postawił je na niewielkim kopczyku. Takie fantastyczne widoki rozciągają się z miejscowości na zboczach w południowej części doliny Rodanu: Nendaz, Veysonnaz Thyon La Tzoumaz i Verbier, tworzących jeden z największych europejskich regionów narciarskich. Cztery Doliny to 412 km przygotowanych tras, połączonych nie tylko karnetem ale i wyciągami. Ile dodatkowo zjazdów wytyczyli sami narciarze, pozatrasowcy — tego nikt tu nie zliczył. Kilkudziesięciokilometrowej długości niecka, którą przecina Rodan, sprawia niezapomniane wrażenie o zmierzchu. Gdy po Moonlight Skiing, czyli urządzanej w Nendaz kilka razy w sezonie nocnej jeździe, poprzedzonej posiłkiem i kilkoma lampkami wina, wliczonymi w cenę karnetu, zjeżdżałem do Nendaz czerwoną nartostradą, światła rozsianych po dolinie miasteczek wyglądały jak gwiazdozbiór odbijający się w tafli ogromnego górskiego jeziora. 

Szwajcaria

Wagonikiem w dół - bez wstydu
Ale w środku dnia z Mont Fort doliny Rodanu nie zobaczę. Mam za to jak na dłoni Mont Blanc i Monte Rosę — dwa najwyższe szczyty Alp — a na dodatek Matterhorn, Dent Blanche i Grand Combin.  A pode mną — stroma, zmuldzona trasa. Jedna ze stosunkowo nielicznych czarnych tras w tym regionie. Dlatego nic dziwnego, że sporo narciarzy po nasyceniu wzroku na platformie widokowej, wraca do wagoniku. To jedyna alternatywna droga powrotu ze szczytu lodowca do leżącej blisko 400 metrów poniżej przełęczy Gentianes. Zjechać zeń wagonikiem to żaden wstyd gdy się popatrzy na las wielkich garbów na pionowych niemal stokach. Nie są ratrakowane, bo jak wyjaśniają miejscowi organizatorzy turystyki, ratraki dachowałyby przy podjeździe. W ogóle w Czterech Dolinach narciarze niepotrafiący jeździć po muldach nie powinni się wypuszczać na czarne nartostrady, jeśli wakacje na deskach mają być przyjemnością a nie stresem. Kolorom tras należy tu ufać, jak rzadko gdzie. Dzień wcześniej w Leukerbad, sympatycznej rodzinnej stacji Torrent, gdzie do dyspozycji mieliśmy 50 km tras, czarne nartostrady były tylko troszeczkę bardziej strome od czerwonych, ale wyratrakowane i — jak mawiają narciarze — wysztruksowane do bólu.

Szwajcaria

W Czterech Dolinach nawet te czerwone czasem są niedoszacowane. Np. Piste del l'Ours schodzącą do Thyonu oznaczono tym kolorem, a tymczasem na 2 km długości różnica poziomów to aż 900 m! Trasa z lodowca Mont Fort, pomijając muldy, jest na pozór znacznie bardziej płaska. 3 kilometry długości, różnica poziomów to nieco ponad 400 m — bułka z masłem... Ale te dane są zwodnicze — na pierwszym, zmuldzonym odcinku, mniej więcej do połowy nartostrady, zjeżdża się 400 metrów niżej. Okolice lodowca to tereny dla wytrawnych narciarzy i off-pistowców, dla których jazda nartostradą to ostateczność. Weekendowi narciarze w tej okolicy będą poruszać się głównie kanapami i wagonikami, ale warto tu podjechać by zobaczyć na żywo to, co zwykle oglądamy w Extreme Sport Channel. Widowiskowe zwłaszcza jest oglądanie narciarzy zjeżdżających z przełęczy Gentianes nieprzygotowaną trasą, będącą przedłużeniem muldziastego zjazdu z lodowca, do Siviez. Wirtuozi desek mają ponad 10 km muld, skał i żlebów, by pokazać czy naprawdę potrafią jeździć na nartach. 

Z rodzinnym certyfikatem
Dla weekendowych narciarzy jazda w okolicach lodowca to często konieczność korzystania z wagoników. Dopiero gdy z przełęczy Gentianes ruszymy w stronę Verbier, a od stacji Siviez (to węzeł komunikacyjny pomiędzy wschodnią i zachodnią częścią regionu) w stronę Nendaz czy Veysonnaz zrozumiemy, dlaczego tak chętnie przyjeżdżają tu narciarscy „normalsi”, lubujący się w niespiesznym przemierzaniu nartostrad a region otrzymał certyfikat "Families Welcome" Szwajcarskiej Organizacji Turystycznej.

Szwajcaria

Te nartostrady są bowiem szerokie, nasłonecznione i bezpieczne a co jakiś czas mijamy narciarską infrastrukturę dla maluchów. Tylko zawiedzeni nagłą zmianą charakteru tras ambitniejsi narciarze skracają sobie drogę na szerokich czerwonych krętych szlakach. To w Czterech Dolinach wyjątkowo częsty widok — wyprasowana jak stół nartostrada jakby owijała się wokół pionowych, wymuldzonych, prostych odcinków. Kompletny zawód może spotkać narciarzy ze sportowym zacięciem w Verbier. Mekka snowboardzistów z całego świata, słynąca ze zwariowanych zawodów, to z narciarskiego punktu widzenia spokojny rodziny masyw. Zresztą i snowboardziści coraz częściej zaglądają do nowego snowparku w okolicach Nendaz, firmowanego przez Burtona, wytwórcę kultowych wręcz desek snowboardowych. Do samej miejscowości schodzą już jednak w miarę łagodne, choć oznaczone na czerwono trasy, a ich plątanina w okolicach stacji przesiadkowych Les Ruttinettes może zrobić wrażenie.

Szwajcaria

Okolice Verbier i La Tzoumaz to z narciarskiego punktu widzenia tylko przedsmak tego, co czeka nas w Nendaz i na zachód od tej miejscowości. Z Plan du Fou (2430 m npm) trzeba jeszcze zjeżdżać po muldach albo wagonikiem, ale trasy schodzące z Traculet (2200 m npm) do Nendaz czy Greppon Blanc (2700 m npm) i Etherolla (2450 m npm) do Veysonnaz to rozkosz dla narciarzy lubiących wycinać karwingowe skręty i dla rodzin na deskach, które cieszą się z przyjaznych stoków i pięknych krajobrazów, zwłaszcza że zjazdy ze szczytów to kilkunastokilometrowe odcinki. Ale i ci ambitniejsi narciarze nie będą się tu nudzić — jest tu kilka czarnych, trudnych choć wyratrakowanych nartostrad oraz wspominana Piste de l’Ours, piekielnie stroma i oblodzona.

Szusuj lokalnie, nocuj centralnie
Przemierzanie Czterech Dolin od Verbier do Thyonu w ciągu jednego dnia jest niecelowe i raczej niemożliwe. Na każdy masyw najlepiej przeznaczyć osobny dzień. Wtedy masa płaskich tras — łączników, owijających się wokół szczytów stanie się prawie niezauważalna. Z powodu dość skomplikowanej komunikacji, decydując się na narciarskie wakacje warto poważnie zastanowić się nad miejscem zakwaterowania. Bardzo dobrzy narciarze mogą spokojnie jechać to La Tzoumaz — trochę taniej niż w przereklamowanym Verbier, a dojazd do najtrudniejszych terenów narciarskich jest wygodny. Ale dla przeciętnych narciarzy przejazd z Verbier, gdzie rodzinne stoki objeździć można w dwa dni, do Veysonnaz i Thyonu może być wyłącznie wyścigiem z czasem, zaś powrót do domu oznaczać grubo ponadgodzinną jazdę autobusem z przesiadką w Sionie. Z kolei zakwaterowanie w kameralnym Veysonnaz to ponaddwugodzinna wyprawa na Mont Fort, a wieczory oznaczają siedzenie w apartamentach, bo apres ski ogranicza się tu do jednego basenu i jednej knajpki.

Szwajcaria

Dlatego optymalne miejsce to Nendaz, dokładnie pośrodku Czterech Dolin. Na lodowiec nartostradami i wyciągami jedzie się nieco ponad godzinę, za to przeskoczenie na drugą stronę, na słoneczne stoki Veysonnaz, to niewielki problem.

Szwajcaria

Nendaz to również ciekawe miasteczko, w którym jest co robić po nartach. Sympatyczny Bernie przewiezie za kilka franków psim zaprzęgiem, ciągniętym przez łaszące się do turystów Husky. O zmierzchu można zajrzeć do starego młyna, gdzie Toni pokaże róg alpejski i opowie, jak na nim zagrać. Nendaz tu w końcu stolica rogu alpejskiego, gdzie w lecie odbywa się wielki międzynarodowy festiwal. Wieczorem można zaszyć się w dziesiątkach urokliwych knajpek na raclette lub fondue i przy doskonałym lokalnym winie Dole zaplanować kolejny narciarski dzień.

Autor: Jarosław Kałucki

Szwajcaria

Tagi:

Dodaj komentarz

ZGŁOŚ UWAGI DO STRONY