Pensjonat Toth moim zdaniem nie jest miejscem dla czeskich turystów z małymi dziećmi. Niemieckim turystom dostępne są apartamenty, jednak pokój rodzinny dla czeskiego turysty to pokój około 8 m2, gdzie na życzenie umieszczone są cztery łóżka, ale wtedy absolutnie nie ma miejsca do poruszania się. Łaźnie Bük - Fürdo znajdują się całkowicie poza miastem (wsią) Bük, a jedynym dostępem do nich jest ruchliwa droga pośrodku pól. A jeśli ktoś kupi tylko bilet wstępu do łaźni przy niekorzystnej pogodzie, będzie bardzo rozczarowany faktem, że średnia wieku odwiedzających w łaźniach wynosi 85 lat, a w części krytej całkowicie brakuje czegokolwiek dla dzieci... na zewnątrz jest dużo atrakcji dla dzieci, ale przy szesnastu stopniach i wodzie o podobnej temperaturze to nie działa. Na to trzeba kupić osobny bilet do strefy przeżyć. Okolice Bük nie są wcale interesujące, wszędzie równina i pola słoneczników oraz kukurydzy, historyczne miasteczka są dopiero w odległości około 25 km i zdecydowanie polecam, jeśli ktoś chce tam jechać, aby jego pierwsze kroki skierował do centrum informacji, gdzie otrzyma informacje, dokąd iść, inaczej bardzo szybko odkryje, że nie ma tam nic do roboty. To naprawdę nie jest miejsce na rodzinne wakacje. Nam przez cały pobyt padało, ale nawet pogoda nie zmienia ogólnego wrażenia.
Zakwaterowanie
Zakwaterowanie nas wcale nie zachwyciło. Rozumiem, że za mało pieniędzy jest mało muzyki, ale czego całkowicie mi brakowało, to poczucie higieny, które objawiało się jedynie brakiem opróżniania koszy. Dodatkowo jechałam z przekonaniem, że mamy zarezerwowany pokój rodzinny, który miał składać się z dwóch pokoi, ale tak nie było. Ręczniki dostępne były poplamione, prane bardzo źle i wszystko, czego się dotknęło, było brudne. Jedyną rzeczą, którą chciałabym podkreślić, był duży wysiłek właścicieli, aby sprawiać bardzo miłe wrażenie oraz duża przestrzeń do parkowania.
Wyżywienie
Jedzenie było osobnym rozdziałem. Śniadania w cenie były codziennie całkowicie monotonne, jedzenie przy podporządkowanym stole było standardem, pieczywo zapakowane w brudną ściereczkę, która przypominała raczej ściereczkę niż przykrycie pieczywa... na stole była pieprzniczka z datą ważności do roku 2008, sacharyna straciła przydatność do spożycia już w 2005 roku. Jedzenie składało się, w tym posiłki dla dzieci, z talerza z odpowiednikiem naszego salami junior, gothaj, papryki i dwóch plasterków sera, do tego kawałek jakiegoś niesmacznego, nieopakowanego tłuszczu roślinnego do smarowania. Żywienie w lokalnych restauracjach, choć starały się sprawiać stylowe wrażenie i nie można odmówić Węgrom ogromnej chęci komunikacji po czesku (włącznie z menu), było okropne; na przykład zamówiłam czteroletniemu synowi pizzę z menu dziecięcego, którą przynieśli nam spleśniałą... jedzenie było dla wszystkich tylko podgrzewane w mikrofalówce. W uzdrowiskach w bufetach mają jednak doskonałe jedzenie, czy to langosze, hot dogi, lody i podobne.
Obsługa w hotelu
Usługi hotelu obejmowały śniadanie, wyniesienie kosza oraz na korytarzach dostępność wystarczającej ilości papieru toaletowego oraz bezpłatny parking. Było również bardzo interesujące, że gdy mieliśmy przyjechać, a sądzę, że dzień przyjazdu dla większości to sobota, żaden z właścicieli nie był dostępny, a na drzwiach była tabliczka, że mamy zwrócić się do pani mieszkającej naprzeciwko... ona dała nam klucze do pokoju i nie była w stanie powiedzieć nic na temat zakwaterowania, nawet kiedy podawane jest śniadanie.
Plaża
Plaży oczywiście z oczywistych powodów nie mieliśmy. Baseny z wodą termalną są bardzo przyjemne, jednak spa są zorganizowane chaotycznie, wewnątrz są tylko dwie restauracje, z czego do jednej nie dostaniesz się bez biletu na atrakcje. Na zewnątrz jest wiele bufetów, jednak przy pogodzie, jaką mieliśmy, nikt nie miał ochoty być ciągle mokry..
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate