Bardzo lubię podróżować, a Hiszpania jest jak dotąd moim ulubionym kierunkiem. Byłam bardzo szczęśliwa, że Ficher umożliwił mi zamieszkanie w jednoosobowym pokoju z balkonem bez dodatkowej opłaty. Byłam również zadowolona z naszej delegatki i przewodniczki na wycieczkach do nocnej Elvissy i na wyspę Formentera, pani Jany Vanhees (mówi po angielsku, hiszpańsku i czesku oraz zna Ibizę i Formenterę). Godzinę po przylocie byłam przestraszona, że jadę do innego hotelu niż wybrałam, i wszystkim krewnym oraz znajomym ogłosiłam, że jestem w Els Pins i mogą mnie odwiedzić. Jednak zapewniono mnie, że delegatka wszystko załatwi na recepcji hotelu. Mój hotel Sol Pinet Playa, w którym mieszkałam tydzień, był bardzo ładny, więc nie rozważałam już przeprowadzki. Oba hotele znajdują się na tej samej ulicy i są na bardzo wysokim poziomie. Plaża przy hotelu Els Pins to piasek na betonowych stopniach z leżakami, a ludzie mogą spacerować ścieżką wzdłuż plaży do plaży przy hotelu Sol Pinet Playa, gdzie jest piaszczysta plaża, ale znajduje się tam molo dla łodzi, cztery rowery wodne oraz dwa bary na plaży, gdzie gra muzyka, a także centrum do jazdy na bananie i inne wodne atrakcje. Hotele mają ogrodzenie między plażą a swoim terenem. Plaże są więc dostępne dla wszystkich. Oba hotele są przy morzu, ale znajdują się w zatoce, więc morze jest bardzo spokojne, a widok z plaży na bezkresne morze nie jest możliwy, ponieważ patrzy się na przeciwległe wybrzeże z miastem San Antonio. Hotele przy morzu są zwykle zwrócone najwęższą stroną do morza, więc nie miałam balkonu z widokiem na morze, choć chciałam go wykupić na recepcji. Podróżowałam autobusem, który nie jest tani, za około 4 km do San Antonio zapłaciłam 1,68 euro, ale łodzią przez zatokę koszt to 4,50 euro... Byłam też autobusem na dwóch innych plażach bez hoteli, jedna podróż kosztowała około 3 euro... Wycieczka na Formenterę kosztowała 69 euro, a do stolicy Eivissa (katalońska nazwa) 34 euro, ale nie żałuję wydanych pieniędzy, nie jestem osobą, która leży na wakacjach przy basenie. Hotel miał dużą jadalnię, personel był wspaniały, jedzenie do wyboru, a śniadanie było obfite, a nawet do kolacji miałam w cenie 3 dl wina i 3 dl wody, więc super. Pokój codziennie sprzątała pokojówka, ręczniki wymieniała na życzenie. W wieku 60 lat nie jestem już typem dyskotekowym, ale młodzi ludzie codziennie jeżdżą disco-busem na dyskoteki z wejściem za 40 euro i więcej, za swojego ulubionego DJ-a, a potem śpią całe przedpołudnie i relaksują się po południu nad morzem. Sklepy na ulicach oferują głównie pamiątki, odzież z nadrukiem, buty do wody, leżaki i hippisowskie kwiatki do włosów, nic zbyt wysokiej jakości. Ulice są pełne barów i restauracji, widziałam też modne teraz gara-rufa rybki, które obgryzają starą skórę na stopach, a w San Antonio robiono brokatowe malowania na ciele na dyskotekę oraz malowano henną i tatuowano. Jeśli tam pojedziecie, na pewno się nie będziecie nudzić, ale romantyczne, spokojne wakacje raczej szukajcie gdzie indziej. Można też wypożyczyć samochód, objechanie całej wyspy zajmie dzień lub dwa, ale wynajem auta na dzień to około 50 euro plus benzyna. Bardzo się cieszę, że zobaczyłam Ibizę. Pogoda nawet pod koniec września była ciepła i słoneczna, ale zdarzały się też burze z drobnym deszczem. Uważajcie na gwałtowne zmiany pogody, na pewno nie dajcie się wyciągnąć na paralotnię, gdy widzicie zachmurzone niebo, widziałam, jak dwie osoby z paralotnią wylądowały na dachu hotelu pełnym anten.
Zakwaterowanie
Byłam zakwaterowana w hotelu Sol Pinet Playa w jednoosobowym pokoju z klimatyzacją, ładnym taboretem ze lustrem, telewizorem, szafą z lustrem /w środku koc/ mini lodówką oraz łazienką z wanną i balkonem /plastikowe krzesło i okrągły stolik/ od strony ulicy. Byłam na 2. piętrze około 5-piętrowego hotelu, z 3 windami, albo mogłam korzystać ze schodów. Na każdym piętrze była sofa i stolik. W przestronnym holu na parterze znajdowała się recepcja, pomieszczenie na bagaże, jadalnia oraz miejsce z klubowymi fotelami i stolikami, gdzie można było usiąść i czytać książkę, a także stół z 4 komputerami, ale połączenie było na wrzucone euro 2 euro za 15 minut. Niestety w tym hotelu nie było darmowego Wi-Fi. /Można było przejść co 2 hotele do hotelu Els Pins, gdzie było darmowe Wi-Fi, hasło było wystawione na stoliku./ Na parterze był też bar i przeszklony widok na basen i morze oraz toalety. Trochę niewygodne były schody do piwnicy, gdzie był bar, stół do ping-ponga, pokój pierwszej pomocy, toalety i wejście do basenu /przy basenie leżaki i parasole za darmo, niestety basen był otwarty dopiero od 9 rano, więc pływać przed śniadaniem się nie dało/ Przy basenie był masażysta, był też ratownik, a około południa kobieta ćwiczyła z klientami w basenie. Potem był płot z łukowatymi oknami w stronę morza i bramka wejściowa na plażę.
Wyżywienie
Byłam zadowolona z wyżywienia w hotelu, miałam wykupioną półpensję i to naprawdę był dobry wybór, ponieważ inaczej musiałabym się ciągle zatrzymywać tylko wokół hotelu... jedzenie dwa razy dziennie było wystarczające, można było siedzieć w jadalni i jeść, dopóki się nie najadło. Bufet z gorącymi potrawami miał połączenie drzwiami z kuchnią, skąd dwaj kucharze uzupełniali jedzenie. Zazwyczaj jeden kucharz stał przy rozgrzanej blasze, na której piekł kotlety lub jajka sadzone na śniadanie. Przez cały czas śniadania i kolacji podziwiałam personel, który ciągle zabierał używane naczynia ze stołów i prawie się nie zatrzymywał, wszystko załatwiał, nawet gdy ktoś coś wylał, stłukł lub rozsypał. Personel po tym, jak ktoś skończył jeść, przygotowywał stół dla nowych gości. Na wyczyszczony stół kładł podkładkę, widelec i nóż, a do kolacji także szklankę.
Śniadanie: zawsze około 5 rodzajów chleba i bułek (nawet bułki z rodzynkami), tostowy chleb i ewentualnie inne, które można było sobie opiec. W środku pomieszczenia był bufet z jogurtem, pełnotłustym twarogiem, twardym serem plasterkowym, szynką, trzema rodzajami dżemów, płatkami śniadaniowymi oraz suszonymi śliwkami, morelami i rodzynkami, świeżymi owocami takimi jak winogrona, brzoskwinie, pokrojone melony, jabłka, śliwki i ananas, także kompoty z ananasa lub mieszane. Na tym bufecie były też croissanty maślane wypełnione czekoladą lub budyniem, ciasteczka oraz wypieki z ciasta ucieranego. Napoje były w automatach, do których każdy podchodził sam.
Śniadanie mogło być też na widelcu, codziennie były jajecznice, jajka sadzone, a także pieczony boczek i fasolka w sosie pomidorowym.
Kolacja: starano się codziennie przygotować jakąś rybę, były też gotowane krążki z ośmiornicy oraz gotowane krewetki (raz na ciepło, raz jako sałatka). Kto nie jadł ryb, mógł zawsze mieć mięso wieprzowe, albo z papryką, cukinią i pomidorami zapiekane, albo pieczone udka z kurczaka. Ani ryby, ani kurczak nie były mocno przyprawione, tylko opieczone lub upieczone. Raz była panierowana smażona brokuła, raz mini kiełbaski wieprzowe, a raz wędzone mięso. Zawsze były frytki, czasem groszek lub fasola, raz też brukselka. Na bufecie w środku jadalni był wybór pokrojonych warzyw do sałatek, sosy, oliwa z oliwek i octy, a także owoce i zawsze dwa rodzaje ciast oraz dwa rodzaje lodów w kubeczkach, raz pasztet i dwa razy ser z zieloną pleśnią, około trzy miseczki gotowych sałatek, czy to z owocami morza, czy z mięsem kurczaka itp.
Dostaliśmy wino, jakie wybraliśmy przy bufecie z napojami, 3 dcl, ale białe mi nie smakowało... było to wino stołowe, niezbyt dobrej jakości. Do kolacji była też mała plastikowa butelka wody... Klienci hotelu, którzy nie byli od Fišera, płacili za napoje przy bufecie.
Obsługa w hotelu
Usługi doskonałe, sprzątanie pokoju codziennie według potrzeb, jeśli nie chciałeś być niepokojony, wystarczyło zawiesić na klamce z zewnątrz kartkę „nie przeszkadzać”. Kiedy przez pomyłkę zatrzasnęłam kartę do otwierania drzwi w pokoju, na recepcji chętnie dali mi inną, żebym mogła się tam dostać... ta karta bowiem pozostawała wsunięta w pudełko na ścianie i bez niej nie było prądu. Klimatyzacja mi przeszkadzała, ale kiedy lekko uchyliłam drzwi balkonowe, wyłączyła się i nie musiałam martwić się jej ustawieniami. Ratownik przy basenie, instruktorka przy basenie oraz obsługa barów byli mili i sympatyczni. Pozwoliłam się też wymasować Portugalczykowi w hotelu, ponieważ dużo pływałam i potem bolały mnie ręce.
Plaża
Plaża ładna, piaszczysta, niestety zatłoczona ludźmi, ponieważ była jedną z niewielu, w przeciwnym razie jest tam dużo skał i kamieni. Plażę zniszczyły też te rowery wodne, dwie restauracje, budka do sportów wodnych i molo portowe, więc nawet w morzu był tylko mały wyznaczony obszar do pływania ograniczony linami i bojami. Na plaży była też drewniana budka na wysokości, a w niej ratownik, który gwizdał na każdego, kto chciał pływać poza bojami. Morze miało małe fale, ponieważ plaża była w zatoce. Po burzy morze było brudne, a nawet były w nim parzące, galaretowate meduzy. Leżak na plaży za opłatą, piwo pół litra około 2 euro przy morzu.
Ta recenzja została automatycznie przetłumaczona za pomocą Google Translate