Tajlandia - piekło i niebo w tyglu

Autor: Przemysław Pietruszewski dodane: 19.06.2015

Mógłbym ekspresowo napisać w punktach, dlaczego warto zmierzyć się z własnym europejskimi uprzedzeniami, poznając egzotykę Tajlandii. Mógłbym także, zamiast strzępić niepotrzebnie klawiaturę, przybliżyć klimat tego miejsca za pomocą teledysku Jamala - Defto.
Jako, że ani jedna i druga opcja nie w pełni mnie nie satysfakcjonuje, poniżej naświetlę na co w szczególności zwrócić uwagę w stolicy rozkoszy jak i stolicy Tajlandii. Wyprawa skupiała się głównie w rejonach Pattayi i niewielkim wycinku Bangkoku.

Jeśli zapytać typowego Kowalskiego z czym kojarzy mu się Tajlandia, bez wahania odpowie: "dziewicze wyspy", "egzotyka" a przede wszystkim... "seksturystyka".
Przede wszystkim, Tajlandia jawi się jako kraj mocnych kontrastów. Strzeliste, pięciogwiazdkowe hotele mieszają się z cywilizacyjnym brudem i przydrożnymi rikszami z wybornym lokalnym jedzeniem. To klasztory pełne mnichów, ale też szałasy zamieszkiwane przez lokalną biedotę. To w końcu dychotomia w postaci tanich tuk-tuków oraz ekskluzywnych limuzyn.

Pattaya liczy około 100 tys. mieszkańców i jest jednym z najbardziej znanych ośrodków wypoczynkowych w Azji. Wbrew obiegowej opinii, miasto grzechu to nie tylko kurort dla miłośników przelotnych romansów czy niezobowiązującego seksu. Choć często przypina mu się taką łatkę, dla przeciwwagi słynie z wielu obiektów zdecydowanie wartych odwiedzenia, jak Pływający Targ, Sanktuarium Prawdy czy Wzgórze Buddy. Sama Pattaya nawet nocą jest bezpieczna, a otoczona niegdyś złą sławą "Walking Street", jest obecnie pilnowana po zmroku przez lokalną policję, dzięki czemu nawet po godzinie 22 można tutaj spotkać rodziny z dziećmi.

Wspomniany Pływający Targ to jedna z głównych atrakcji z listy must see w tej miejscowości. Przed pojawieniem się dróg lądowych, transport zazwyczaj odbywał się po wodzie. Floating Market to największy tego typu targ w Tajlandii. Znajdziemy tutaj łodzie wypełnione egzotycznymi owocami, warzywami oraz rybami, a na lądzie mamy możliwość skorzystania z minirestauracji, gdzie serwowane są smakowite dania tajskiej kuchni (o której nieco później). Zdecydowanie lepiej przespacerować się piechotą po całym obiekcie, niż pływać łodzią, której wynajem w tym wypadku mija się z celem, a niczym specjalnym nie zachwyca. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze lepiej przeznaczyć na masaże w klinikach.

Oprócz straganów z żywnością znajdziemy również stoiska z damską i męską odzieżą, często zdobioną tajskimi ornamentami. To także idealne miejsce na kupno nikomu niepotrzebnych bibelotów i suwenirów dla znajomych oraz rodziny. Choć trzeba uczciwie przyznać, że zwłaszcza biżuteria jest zrobiona perfekcyjnie i ucieszy oko niejednej przedstawicielki płci pięknej. Jeśli już planujesz coś kupić to pamiętaj, że targować możesz się praktycznie o wszystko. Warunkiem jest jednak brak ceny albo kodu kreskowego, wydrukowanego na produkcie. Tyczy się to większości sklepików i okolicznych straganów, a także wynajętych taksówek i tuk-tuków.

Kulinarne przysmaki Tajlandii od lat cieszą się bardzo dobrą opinią. Warto zatem wybierać mięso nawet od przydrożnych sprzedawców, bo jest tanie i naprawdę smaczne. Nie ma oczywiście nic wspólnego z dostępnymi w Polsce  sajgonkami i jest przyrządzane na oczach klienta. Jeśli masz ochotę na coś więcej niż przekąskę, tutaj też regionalna kuchnia nie obniża lotów. Według Tajów każdy posiłek powinien trzymać się zasady pięciu smaków. W wielu przypadkach dania powinny zawierać w sobie: ostrość, słoność, gorycz, kwaśność i słodycz. Podstawą zazwyczaj jest ryż albo makaron, a owoce morza smakują jak prawdziwe owoce morza. Krewetki wielkością przypominają raczej udka z kurczaka, a nie zeschnięte ziarna fasoli. Dodatkowo, warto do obiadu wziąć zupę która, w przeciwieństwie do naszych, bazuje na tutejszym bogactwie przypraw i ziół. Wyjątkowym przysmakiem jest wywar warzywny, wymieszany z mlekiem kokosowym. Jeśli nie znosisz ostrego jedzenia, zawsze zamawiaj "mai pet", za co żołądek Tobie później podziękuje. Jeśli jednak Twoje przyzwyczajenia kulinarne są bardziej tradycyjne, pamiętaj, że za europejską kuchnię zapłacisz tu zdecydowanie więcej, dlatego polecam jednak przełamać swoje nawyki żywieniowe. Na deser czekają na ciebie świeże owoce: mango, ananas, papaja czy guawa, które można popić lokalnym piwem Singha albo Chang.

Sanktuarium Prawdy to kolejny przystanek na mapie Pattayi. Zbudowane w całości z drewna, zachwyca bogactwem szczegółów. Na ścianach budynku znajdziemy rzeźby i zdobienia, przedstawiające starożytne wyobrażenia na temat powstania wszechświata, życia na ziemi, czy samego człowieka. Należy pamiętać, że Sanktuarium to wciąż nieukończone przedsięwzięcie (zakończenie  przewidziane jest na 2025 rok). Wewnątrz obiektu spotkamy rzeźbiarzy, pracujących w pocie czoła nad kolejnymi wzorami tradycyjnej tajskiej ornamentyki. Dzięki temu możemy poczuć intensywny zapach korzennego drewna. Jeśli zależy ci na czasie, możesz odpuścić sobie wątpliwej jakości atrakcje przygotowane dla zwiedzających turystów. Tajskie tańce przygotowane są przez mało doświadczone dziewczęta, które uśmiechając się przez zaciśnięte zęby łamią się i wyginają tak, jakby wykonywały te niezgrabne kocie ruchy za karę. Zmysłowości w tym zero, a i przyjemności z oglądania nie ma żadnej. Podobnie rzecz się ma z tajskimi sztukami walki, gdzie dwójka aktorów dwoi się i troi, aby nie wyglądało to jak szermierka dla ubogich. Odnosi się wrażenie, że to bardziej prezentacja "artystycznych" walorów na siłę, tak jakby Sanktuarium samo w sobie było mało monumentalne.

Dochodzimy do tzw. clue programu - Walking Street, o której napisano już setki artykułów, a niejeden "piewca miłości" stracił na tej ulicy majątek. Mała dygresja - należy się wyzbyć naszych kulturowych przyzwyczajeń. Seksturystyka to chleb powszedni w tym miejscu, a dla lokalnej społeczności jest tym, czym dla nas przykładowo usługi fryzjerskie. Tajskie prostytutki i transwestyci nie są nachalni, ale oczywiście zawsze możesz liczyć na to, że puszczą do ciebie oko, celem niezobowiązującej zabawy. Walking Street za dnia wydaje się być spokojną dzielnicą z licznymi restauracjami i pubami. Ze zdwojoną siłą ożywa w nocy, gdzie do wspomnianego repertuaru dołączają kluby ze striptizem, dyskoteki, czy lokale, w których zobaczymy boks tajski. Ta ostatnia atrakcja warta jest zobaczenia. Walka kontaktowa, przy transowej muzyce, spotęgowanej dopingiem publiczności wyzwala w człowieku ogromne dawki adrenaliny. Po zmroku robi się tłoczno, a neonowa feeria barw wydziera się z każdego pubu. Dziewczyny tańczą przy rurach zamontowanych przed lokalami, a striptizerki stojące przy wejściach zachęcają do rozrywek wewnątrz lokali. Jeśli masz zamiar przyjechać do Tajlandii, aby zobaczyć sławne ping-pong show, bez problemu znajdziesz naganiaczy z zafoliowanymi kartami menu, z obrazkami pozycji seksualnych. Przy odrobinie twojej inicjatywy wskażą ci pożądane miejsce. Warto od razu się targować i zbijać cenę do absolutnego minimum, dzięki czemu obejdzie się później bez niespodzianek przy wejściu do baru. Na twoim miejscu nie zostawiałbym żadnych wartościowych rzeczy w szafkach depozytowych. Najlepiej wybrać się w to miejsce tylko z gotówką. Sam show to taka nieco wymuszona atrakcja turystyczna dla ludzi Zachodu. Na pokaz waginalnego strzelania lotkami do balonów, otwierania butelek, trafiania piłeczkami pingpongowymi do szklanek, czy zdmuchiwania świeczek z tortu przychodzą zarówno małżeństwa, jak i single obu płci. Początkowe zadziwienie i zszokowanie talentem striptizerek przeradza się w znudzenie. Dla zebranej w klubie gawiedzi tańczą dziewczyny nie przekraczające 18 roku życia, a zamiast pozytywnego wydźwięku, w głowie kołacze się myśl, jak długo przyzwyczajane były do sztucznego uśmiechu i naciągania klientów na kolejne drinki. Choć kilku osobom narodowości rosyjskiej zdawało się to nie przeszkadzać i bawili się z wybranymi pannami w najlepsze za czerwoną kurtyną.

Większość turystów wybiera Tajlandię także przez wzgląd na piaszczyste plaże oraz szmaragdowe morze. Plaże w samej Pattayi wydają się być nieco monotonne, zastawione rzędami  parasoli i leżaków. Miłośnikom pływania i sportów motorowych poleciłbym Jomtien Beach, gdzie woda wydaje się być najczystsza. Warto jednak od razu wybrać się na Koh Larn (Wyspa Koralowa), która jest idealnym miejscem na wypoczynek. Oddalona o 8 km od Pattayai, porośnięta lasem tropikalnym, posiada 6 głównych plaż. Kilka z nich niestety jest już odartych z dziewiczej atmosfery, przez  lokalne sklepiki, restauracje czy grille. Jeśli szukasz czegoś bardziej "na dziko", polecam rejony bardziej odległe od głównego portu. Warto także zatrzymać się na jednej z najmniejszych plaż - Ta Yai. Znajduje się tam tylko jeden sklep, a samych turystów nie pojawia się zbyt wielu. Na Koh Larn można dostać się promem, który kursuje od 6:30 do 17 i kosztuje 30 bahtów.

Bangkok to z kolei osobna historia, która zaczyna się w Wielkim Pałacu - symbolu odrodzenia państwa tajskiego po najeździe Birmańczyków, a także powstania nowej stolicy. Liczne freski i buddyjska ornamentyka wprawia w osłupienie. Zachwycają także wielopoziomowe dachy ze złoceniami. W świeckiej części kompleksu znajdują się pomieszczenia mieszkalne króla i jego rodziny, natomiast do części sakralnej przynależą świątynie, miedzy innymi Wat Phra Kaeo, gdzie na tronie zasiada szmaragdowozielony Budda. To najświętsza budowla religijna w Tajlandii i jako jedna z nielicznych nie jest zamieszkana przez tutejszych mnichów. Warto zatopić się w murach Wielkiego Pałacu i poświęcić temu miejscu więcej czasu, bo interesujących obiektów przykuwających wzrok bogatymi wnętrzami i sakralnym przepychem jest tutaj bez liku. Obecnie wiele z nich wykorzystywanych jest także podczas ważnych uroczystości państwowych. W pobliżu znajduje się także Wat Pho - miejsce gdzie leży ogromny, pozłacany Budda, mający 46 metrów długości i około 10 metrów szerokości.

Oprócz miejsc świętych Bangkok to oczywiście ulice wypełnione straganami z pysznym jedzeniem, często bardzo zatłoczone turystami a także sprzedawcami z wystawionym kramikiem setek kalkulatorów, pilotów do telewizorów czy innych równie absurdalnych rzeczy nikomu niepotrzebnych. Jedzenie, jak w przypadku Pattayi także zachwyca bogactwem smaków. Żałuję tylko, że nie spróbowałem w tym mieście jednego ze specjałów - skorpiona, ale zostawiam sobie to na następną podróż.

Na koniec kilka informacji praktycznych, których próżno szukać na onetowych portalach:

- szanse na zarażenie się malarią albo dengą są właściwie znikome, dlatego jeśli już musicie się zaszczepić, to raczej przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby.

- nie warto słuchać lokalnych naganiaczy odnośnie obiektów wartych odwiedzenia. Z reguły tacy ludzie kierują do miejsc bądź uliczek z podstawionymi sprzedawcami, gdzie można stracić fortunę.

- zdarzają się także pomocni przechodnie "znikąd", którzy oferują przejażdżkę tuk-tukiem po mniej znanych dzielnicach Bangkoku. W tym przypadku sakiewka także może stać się lżejsza, a i wrażenia z przejażdżki z pewnością są znikome. Jednym słowem, jeśli macie wątpliwości, lepiej zasięgnąć informacji w biurze informacji turystycznej. Tajowie to ludzie raczej zamknięci i rzadko się zdarza, aby sami z siebie rekomendowali zabytki własnej kultury.

- warto przed skorzystaniem z taksówki albo tuk-tuka ustalić cenę, aby po podróży uniknąć rozczarowania, bo kierowca będzie specjalnie windował cenę do góry. Czasem działa to też w drugą stronę - niska cena, ale wtedy mamy przyjemność zaliczyć kilka dodatkowych przystanków, z zaprzyjaźnionymi sprzedawcami kierowcy.

- codzienne zakupy tylko w 7-Eleven

- gdyby do Tajlandii przyjechał sanepid z Polski, połowa straganów i sklepików zostałaby zamknięta

- w Pattayi pobito rekord Guinessa w najdłuższym pocałunku. Trwał przez 58 godzin, 35 minut i 58 sekund i dokonała tego para z Tajlandii: Ekkachai Tiranarat oraz Laksana Tiranarat

- na wyspach Phi Phi Leh i Phuket kręcono "Niebiańską Plażę"

- to nie jest kraj dla starych ludzi. Tak jak Tommy Lee Jones w filmie o tym samym tytule nie za bardzo podążał za obecną rzeczywistością, tak nie poleciłbym Tajlandii osobom preferującym leżakowy styl życia w nadmorskich kurortach.

Tagi:

Propozycje

Aiyara Grand

Aiyara Grand
8 dni 17.05 - 25.05 inne terminy Warszawa BB - Śniadania xYobboo
6 468 zł / 2 os.
3 234 zł / 1 os.

Eazy Resort

Eazy Resort
7 dni 12.06 - 19.06 inne terminy Warszawa RO - Bez wyżywienia Wezyr Holidays
6 623 zł / 2 os.
3 311 zł / 1 os.

Dodaj komentarz

ZGŁOŚ UWAGI DO STRONY